W różnych rolach Ireneusz Maciej Zmora był związany ze Stalą Gorzów przez ostatnich 15 lat. W czasie jego prezesury, drużyna żużlowa po 31 latach odzyskała ligowe złoto, poprawiła mistrzostwem w 2016 r. Bardzo ważne było też reaktywowanie sekcji piłki ręcznej. Stalowcy aktualnie są na zapleczu elity liderem. Dziś słyszymy, że Stal zupełnie już nie jest Zmory, a nowego prezesa Marka Grzyba. - Przecież mówiłem, że nie jestem przyspawany do stołka w klubie - przypomniał Zmora.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ireneusz Maciej Zmora został prezesem Stali w 2012 r., choć rządził w klubie już chwilę wcześniej. W 2014 r., po 31 latach żużlowe, ligowe złoto wróciło do Gorzowa. Jeszcze jeden tytuł mistrza Polski stalowcy z prezesem Zmorą zdobyli dwa lata później. Były też krążki srebrne i brązowe. Pod jego rządami do Stali wróciła seniorska piłka ręczna, która ostatecznie jeszcze nie obrała kursu na ekstraklasę, choć takie wcześniej były plany.

– Jestem typem zadaniowca. Wyznaczam sobie cel i dążę do jego realizacji – mówił Zmora w 2016 r. po zdobyciu złotego medalu. – Nie lubię się afiszować, obnosić ze swoim szczęściem. Dobrze wykonana robota jest dla mnie wystarczającym spełnieniem. Mam swoje miejsce, swój kąt w domu, gdzie lubię podelektować się zwycięstwem w samotności lub z najbliższymi. To daje mi siłę i energię na następne zadania. Nic, co wielkie, nie jest dziełem jednego człowieka. Zdobycie mistrzostwa Polski to jest naprawdę wielka rzecz, ale nikt nie sięgnie po to w pojedynkę.

Wtedy też zapytaliśmy Zmorę o pierwszy dzień w Stali: – To było 4 grudnia 2004 roku. Czas zdecydowanie niełatwy, bo w klubie nawet nie działały telefon i nie było pewne, czy żużlowcy pojadą w kolejnym sezonie. Ówczesny zarząd szukał dyrektora, a ja mimo wszystko koniecznie chciałem pracować w sporcie. Do żużla trafiłem z branży finansowej, gdzie w jednej z firm kierowałem zespołem sprzedaży, miałem w CV skwierzyńską samochodówkę, skończony AWF. Po awansie do ekstraklasy i utworzeniu spółki zostałem jej menedżerem. Był też kilkumiesięczny rozbrat z klubem, potem powrót i od 2011 roku jestem w zarządzie.

Zmora miał także wielkie marzenie, co do przyszłości Stali, które już się nie spełni, przynajmniej pod jego rządami: – Widzę wielką czcionką napisane nie mój koniec w Stali Gorzów, ale socios. Wielokrotnie już mówiłem i ciągle będę to powtarzał, że Stal Gorzów nie jest niczyją prywatną własnością – to dorobek wielu pokoleń mieszkańców tego miasta oraz regionu. Chciałbym, żeby klub był kiedyś zarządzany przez kogoś z nową energią i pomysłami, a powinien on się realnie stać własnością kibiców. W Polsce zostało już podjętych kilka prób, aby wprowadzić taki system zarządzania, choćby niedaleko, w zielonogórskiej koszykówce. Nigdzie to jednak nie przyjęło takiej formy, jaką znamy z piłkarskiej ligi hiszpańskiej. Według mnie to gwarantowałoby Stali spokojny byt na lata, długowieczność.

Ostatnie miesiące Zmory w Stali to czas bardzo dynamicznych zmian. Po sukcesach faktycznie przyszła zadyszka. Ostatniej zimy Gorzów opuścił Słowak Martin Vaculik i tej luki w składzie nie dało się wypełnić. Nasi żużlowcy nie tylko nie mieli szans, aby ponownie znaleźć się w najlepszej czwórce, ale i nie zdołali się spokojnie utrzymać w PGE Ekstralidze. Zrobili to dopiero w meczach barażowych.

Najpierw do zarządu klubu weszli Marek Grzyb i Jakub Liszka, a w ostatnich dniach sierpnia Grzyb zastąpił Zmorę na stanowisku prezesa spółki akcyjnej.

– Uważam, że klub potrzebuje nowej energii, innego spojrzenia na problemy, które nas trapią, na przyszłość Stali – mówił dotychczasowy prezes ponad dwa miesiące temu. – Będę wspierał Marka ze wszystkich sił, bo przecież chodzi nam o to samo. O jak najlepszą kondycję klubu i sukcesy drużyny.

Wsparcie nie trwało za długo, ze wszystkich stron, nieoficjalnie słyszeliśmy, że Grzybowi i Zmorze wcale tak bardzo nie jest po drodze. Chodzi przede wszystkim o wizję klubu, dalszego działania. Choćby planów wobec rozwoju sekcji piłki ręcznej, o której nowy prezes w ogóle nie mówi, nie bywa na meczach tej drużyny, aktualnie liderującej w grupie B pierwszej ligi. Dzisiejsze, kolejne decyzje, w jakiś sposób to potwierdzają.

– Przecież mówiłem, że nie jestem przyspawany do stołka w klubie – powiedział Zmora. – Uważam, że znalazł się godny następca, mocno zaangażował się w zarządzanie Stalą, a więc jest to odpowiedni moment na ostateczną zmianę. W tym momencie moja wizja nie ma już żadnego znaczenia. Liczy się to, co chce zrobić dla gorzowskiego klubu nowy prezes. Rezygnuję z członka zarządu Stal S.A., wkrótce przestanę być również menedżerem zarządzającym spółką oraz prezesem KS Stal, czyli stowarzyszenia. Ten rozdział w moim życiu definitywnie się kończy. Na pewno nadal będę kibicował Stali. To się nigdy nie zmieni.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej