Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do Centralnej Ligi Juniorów w kategorii wiekowej U15 przez mecze barażowe próbował się przebić się Progres Gorzów i tu niestety, po łatwym triumfie w rozgrywkach wojewódzkich, zderzył się z zupełnie inną, piłkarską rzeczywistością. Na boisku Rakowa w Częstochowie przegraliśmy 0:10, a w domu, na sztucznej murawie przy ul. Olimpijskiej – 0:8.

– Po tym, co wydarzyło się w Częstochowie, i lekcji, jaką tam otrzymaliśmy, w rewanżu za cel postawiliśmy sobie grać odpowiedzialnie w defensywie, aby nie tracić głupich bramek, jak to miało miejsce w pierwszym spotkaniu. Niestety po kilku minutach widać było, że stres dalej paraliżował niektórych zawodników i popełniali bardzo proste błędy. Cieszy, że były momenty całkiem dobrej gry i indywidualnie niektórzy nasi piłkarze nie odstawali umiejętnościami od graczy Rakowa. Z punktu widzenia szkoleniowego ten dwumecz dał nam bardzo dużo, trzeba dalej pracować, aby nie zniknąć z piłkarskiej mapy. Podsumowując jesienne rozgrywki, cieszymy się z kolejnego mistrzostwa województwa, ale widzimy, jak dużo nam brakuje, aby rywalizować z ekstraklasowymi akademiami. Zdajemy sobie sprawę, że do najlepszych zespołów trafiają wyselekcjonowani chłopcy, ale my jesteśmy po to, żeby tych najzdolniejszych „produkować”, a kto jak kto, ale Progres daje jakość – takie obszerne podsumowanie dwumeczu przygotowali gorzowianie.

Bliżej wymarzonego awansu w kategorii U17 była drużyna Stilonu Gorzów, prowadzona przez Krzysztofa Kaczmarczyka. W Częstochowie przegraliśmy 0:2, aby u siebie ulec 1:3. Długo jednak młodzi stilonowcy prowadzili w rewanżu 1:0, zaprzepaścili doskonałą okazję na drugiego gola, a wyrównanie padło z problematycznego rzutu wolnego.

– W pierwszej połowie Raków miał dwie bardzo dobre okazje, których nie wykorzystał. My mieliśmy swoje, w których brakowało trochę dokładniejszego podania, żeby do przerwy zdobyć więcej goli. Udało się raz za sprawą Filipa Guzika, który idealnie przymierzył pod poprzeczkę i zakończył akcje całego zespołu. W drugiej połowie dążyliśmy do zdobycia drugiej bramki i zagraliśmy nieco odważniej, niestety stracona bramka ze stałego fragmentu gry podcięła nam skrzydła. Kolejne gole dla przeciwnika były konsekwencją odkrycia się naszej drużyny i próba zagrania jeszcze bardziej ofensywnie. Zespół zasłużył na pochwały za bardzo dobrą grę i walkę do ostatniej minuty. Nie udało się awansować teraz, wierzymy, że się uda za pół roku – to podsumowanie ze strony Stilonu. Dodajmy, że zespół trenera Kaczmarczyka w tym składzie funkcjonuje dopiero trzy miesiące.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.