Urzędowy szajs - denerwuje się Ukrainiec Oleg, który ma dwie firmy w Zielonej Górze. I pyta: Dlaczego u wojewody lubuskiego Ukraińcy i inni obcokrajowcy na pobyt i pozwolenie na pracę muszą czekać do pół roku, a na Podlasiu czy Lubelszczyźnie niecałe dwa miesiące?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Oleg z Ukrainy (imię zmienione) dobiega czterdziestki. Od kilku lat działa w Zielonej Górze i nieźle radzi sobie w biznesie. Świetnie mówi po polsku. Ma firmę budowlaną, zbiera dużo zleceń. W sezonowym szczycie budowlanym zatrudnia ponad stu ludzi. I drugą, jako pośrednik załatwia pracowników dla innych przedsiębiorstw, w większości dla lokalnych, polskich firm. – I z tym jest beznadziejnie. Załatwianie pozwoleń na pracę i pobyt u wojewody to męczarnia. Urzędowy szajs – denerwuje się. – Bo zamiast miesiąca wszystko wlecze się w nieskończoność. Niby prawo mówi, że urząd wojewody ma miesiąc, a ja czekam nawet do pół roku.

Lubuski Urząd Wojewódzki
Lubuski Urząd Wojewódzki  Fot. Daniel Adamski

Daje przykład. Późną wiosną wypełnił wnioski dla ponad 10 pracowników nie tylko z Ukrainy, ale i Turkmenistanu, Gruzji i Azerbejdżanu. Na decyzję czekał do września. – Skąd Azja? Bo ukraiński rynek już wydrenowany, trzeba szukać ludzi o wiele dalej. I wiszę na telefonach. Mówię człowiekowi: czekaj cierpliwie. Ale kto czeka na robotę cztery, pięć miesięcy. A to tyle trwa, ludzie gdzieś przepadają, znajdują coś innego. I zabawa zaczyna się od nowa, co przestaje mieć sens. Kontrakty przepadają – opowiada przedsiębiorca.

Olegowi trudno zrozumieć jedno: dlaczego w woj. lubuskim na pozwolenia trzeba czekać do pół roku, a na Podlasiu czy Lubelszczyźnie niecałe dwa miesiące. – Nasi mówią, że szybciej jest na Pomorzu. Co, mam firmę zarejestrować w Słupsku? – pyta.

Czytam gazety, w nich ciągle o tym, jak się Lubuskie rozwija, brakuje rąk do pracy. Tu potrzebują specjalistów. Czasy, kiedy tylko kopaliśmy rowy, minęły. Ukraińcy to nie nygusy. I nie zabierają Polakom pracy. Pracują w sklepach, usługach, przychodniach, fabrykach i na budowach. Znam mnóstwo rodzin, które osiedliły się w Zielonej Górze i innych miastach. Chcą tu normalnie żyć i mieć za co.

Kazimierz Pańtak, radca prawny z Zielonej Góry, prowadzi sprawy kilku firm zatrudniających obcokrajowców. – To naprawdę niezrozumiała sytuacja. Polska potrzebuje pracowników, a jednocześnie im nie ułatwia zdobycia pozwoleń. Absurd. Przypomina to słynne powiedzenie z czasów carskich: powaga urzędu zależy od zwłoki w załatwieniu sprawy.

Wojewoda: Nam też brakuje rąk do pracy

Według ostatniego raportu NIK na legalizację pobytu w Polsce czeka się średnio 206 dni. To trzy razy dłużej niż cztery lata temu.

Różnica w długości oczekiwania na pozwolenia na pracę i pobyt w poszczególnych województwach jest ogromna. Tak jakby wojewodowie rządzili w różnych krajach. Lubuskie należy do tych z najdłuższymi kolejkami. Jeszcze trzy lata temu obcokrajowiec czekał na decyzje nieco ponad pół roku. Z odpowiedzi Ministerstwa Pracy na interpelacje poselskie w 2018 r. wynika, że kolejka w urzędzie wojewody w Gorzowie sięgała aż 250 dni. Dłużej, bo aż rok, czekało się w Gdańsku i Wrocławiu. Najkrócej – średnio po dwa miesiące – w Rzeszowie i Lublinie. Z pozwoleniem na pracę Ukrainiec czy Białorusin wychodził w niespełna miesiąc z urzędu wojewody w Rzeszowie, Gdańsku, Łodzi i Warszawie. Średnia lubuska wynosiła 130 dni.

Dlaczego tak długo trzeba stać?

– 167 dni to średni czas oczekiwania na zezwolenie na pracę i pobyt wydane przez wojewodę lubuskiego w latach 2016–2017 i wynikał on z dynamicznie rosnącej liczby wniosków, która nadal się zwiększa – tłumaczy Waldemar Gredka, dyrektor Biura Wojewody Lubuskiego. Twierdzi, że w regionie mamy rekordowy przyrost wniosków o pobyt czasowy. – Liczba wniosków wzrosła z 794 w 2014 do 6799 w 2018 (856 proc.). Należy pamiętać, że poza zezwoleniami na pobyt czasowy w urzędzie rozpatrywane są także wnioski o zezwolenia na pobyt stały i pobyt rezydenta długoterminowego UE.

Do września br. zarejestrowano 6,4 tys. wniosków. Jak przewidują urzędnicy wojewody lubuskiego, w całym roku wpłynie ich ok. 9 tys. W innych regionach procentowy przyrost jest mniejszy. Od 322 proc. wniosków więcej na Podlasiu, 674 proc. na zachodnim Pomorzu po 724 proc. w Wielkopolsce.

Lubuski Urząd Wojewódzki po remoncie
Lubuski Urząd Wojewódzki po remoncie  DANIEL ADAMSKI

– Różnica w czasie oczekiwania w porównaniu z województwami lubelskim, podlaskim czy podkarpackim wynika z tego, że województwa zachodniej Polski mają większe zapotrzebowanie na pracowników i w tych urzędach obciążenie pracą jest największe – komentuje Gredka.

Według NIK jedną z głównych przyczyn kolejek są braki kadrowe u wojewodów i brak pieniędzy na sprzęt i etaty. Urząd wojewody Władysława Dajczaka przyznaje, że to główne bolączki, lecz nie czeka, aż kłopot sam się rozwiąże.

– Aby poprawić jakość obsługi cudzoziemców, wojewoda lubuski przy współfinansowaniu z Funduszu Azylu, Migracji i Integracji uruchomił nową halę obsługi, wymienił wyposażenie na stanowiskach, uzyskał środki na rozbudowę infolinii i zmienił organizację pracy właściwych komórek. Od 2014 udało się także zwiększyć zatrudnienie w Wydziale Spraw Obywatelskich i Cudzoziemców, jednak dynamika zjawisk migracyjnych wymaga jeszcze większych nakładów finansowych – odpisuje „Wyborczej” dyrektor Gredka.

Wojewoda lubuski szacuje, że w 2019 r. zostanie złożonych ok. 18 tys. wniosków na wizy pracownicze. W 2014 r. wpłynęło 1,9 tys. wniosków, a cztery lata później prawie 14 tys.

Najczęściej o legalną pracę ubiegają się Ukraińcy. Dużo rzadziej Gruzini, Hindusi i Białorusini.

Urząd płaci za zwłokę

Cudzoziemcy narzekają na opieszałość i bezczynność urzędów wojewodów. Reprezentujący ich prawnicy coraz częściej skarżą urzędy do sądów. Według NIK w latach 2014–2018 zapadło 115 wyroków w sprawach o bezczynności urzędników i przewlekłości postępowań. Najwięcej w 2018 r. Wojewodowie, zgodnie z wyrokami, zapłacili ponad 200 tys. zł.

– W Lubuskiem jest niewiele takich spraw. Ale niewykluczone, że lawina dotrze i do nas – dodaje Pańtak.

– W sprawie o przewlekłość postępowania w WSA orzeczeniem zakończyła się jedna sprawa, w której sąd uznał przewlekłość postępowania, biorąc jednak pod uwagę sytuację i obciążenie pracą, sąd uznał, że nie doszło do rażącego naruszenia prawa – przyznaje Waldemar Gredka.

Jasiński: Nie chcą żyć poza prawem

– To najpilniejszy problem dla naszej gospodarki. Bez obcokrajowców niektóre branże byłyby martwe, tak stałoby się w przypadku plantacji owoców. Bez kierowców ze Wschodu ciężko miałby nasz transport – mówi Janusz Jasiński, szef Organizacji Pracodawców Ziemi Lubuskiej (OPZL). – Rozładowanie kolejek leży w interesie wszystkich. Nas pracodawców, ZUS, urzędu skarbowego i oczywiście pracowników. Oni nie chcą pracować na czarno i żyć poza prawem. Są w sytuacji jak my w latach 80. Pracują dla dwóch domów. Nie przyjechali tu dla socjalu.

Janusz Jasiński
Janusz Jasiński  Anna Kraśko

– O tym głośno mówimy na lubuskiej Radzie Dialogu Społecznego. I niewiele z tego wynika. Jako pracodawcy mieliśmy pomysł, że utworzymy fundusz na dodatkowe etaty dla urzędników. Ponoć się nie da. Co ciekawe, nie mamy świadomości o skali problemu. Dane wojewody a np. ZUS do siebie nie przystają, np. w przypadku liczby legalnych pozwoleń a wpływów z podatków. ZUS nie zastanawia się za bardzo, czy płyną z legalnej pracy. To potem wychodzi podczas nalotów inspektorów na budowach – komentuje Jasiński.

Oleg z Zielonej Góry zastanawia się, co będzie po 1 stycznia, kiedy rynek dla Ukraińców otworzą Niemcy. – Wybór może być prosty. Wyjazd, niestety – mówi.

– Takie zagrożenie jest – przyznaje Jasiński. – Możemy mocno to odczuć. Za Odrą pensje są wyższe, a może okazać się, że Niemcy o wiele sprawniej ogarną organizację spraw imigrantów. Mogą wyjechać najlepiej wykształceni i najbardziej dynamiczni. Nie zaryzykują mniej odważni. Jakoś do nas nie dociera, że nic nie jest na zawsze.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej