Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To było trzy miesiące przed wyborami. Do zielonogórskiego działacza PO zadzwonił znajomy z sensacyjną wiadomością.

– Wiesz, kto będzie na jedynce w Lubuskiem? – zapytał.

– No jak, Waldemar Sługocki, nikt inny.

– Pudło.

– To może marszałek Polak.

– Też nie.

– Powiedz, kto?

– Aniśko.

– Wiesz, nie znam takiej kobiety.

W Platformie mało kto wiedział wówczas o istnieniu Aniśki, Tomasza Aniśki, szefa Zielonych w woj. lubuskim. A jak już przyjęto do wiadomości, że architekt krajobrazu, wykształcony także w USA, będzie na czele listy Koalicji Obywatelskiej, posypały się złośliwe komentarze. – Dramat. Nie będzie lokomotywą, nawet drezyną, tylko hulajnogą – stwierdził jeden z zielonogórskich radnych KO.

Aniśko obrócił to w żart. Na spotkania z wyborcami w małych miastach zaczął wozić hulajnogę. W niedzielę, 13 października okazało się, że był solidnym pociągiem. Może nie pendolino, a pośpiesznym. Zdobył prawie 24 tys. głosów. I dał Koalicji Obywatelskiej sporo świeżości.

Egzamin Sługockiego

Na pierwszym planie Waldemar SługockiNa pierwszym planie Waldemar Sługocki Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

Więcej, bo niespełna 30 tys., zdobył Waldemar Sługocki, senator i od ponad trzech lat szef lubuskiej PO. Rok temu ugrupowanie, jako Koalicja Obywatelska, wygrało wybory samorządowe do sejmiku. Platforma obroniła stanowisko marszałka.

W niedzielę Sługocki z partią przeszedł egzamin parlamentarny. Wyszedł z niego z podniesionym czołem. Bronią go wyniki. Koalicja co prawda nieznacznie przegrała z PiS, ale odnotowała jeden z najlepszych wyników w kraju. W mandatach poselskich padł remis – po cztery dla PiS i KO. W porównaniu z 2015 r. na Koalicję (wtedy PO) zagłosowało o prawie 40 tys. wyborów więcej. Sługocki nie oddał PiS-owi żadnego z trzech senatorów. Robert Dowhan, Władysław Komarnicki i Wadim Tyszkiewicz (niezależny, popierany przez KO) wygrywali wyraźnie.

Do Sługockiego dociera jednak, że przeciwnik staje się potężniejszy. Lubuszanie głosują częściej na PiS. W tych wyborach to aż 150 tys. głosów, ponad 50 tys. więcej niż w 2015 r. By dystans się nie powiększał, musi mieć nowy plan na Platformę.

– Tylko nie bardzo wiadomo, kim mamy być, iść bardziej w lewo czy w prawo? – zastanawiał się jeden z działaczy na wieczorze wyborczym w hotelu Amadeus. – Ale jedno jest pewne, nikt nam niczego za darmo nie da. Trzeba harować w terenie, czasy koniunktury dla PO w Lubuskiem mijają. PiS już nie odstrasza.

– Platforma Obywatelska musi zacząć ściślej współpracować ze stowarzyszeniami i organizacjami społecznymi. Przestać operować trochę w próżni publicznej. Widzę w PO problem z liderami. W PiS zresztą też. Anita Kucharska-Dziedzic z Lewicy zdobyła więcej głosów niż jedynka i dwójka KO – zauważa prof. Lech Szczegóła z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Ast zastąpił Rafalską

Wybory parlamentarne 2019, Zielona Góra. Marek Ast, poseł i szef lubuskiego PiSWybory parlamentarne 2019, Zielona Góra. Marek Ast, poseł i szef lubuskiego PiS Fot. Artur Łukasiewicz/AG

Gdy Marek Ast, szef lubuskiego PiS, wszedł do pełnej sali w hotelu Ruben, powitały go oklaski. I to zanim w telewizji ogłoszono wyniki. To chyba spotkało go pierwszy raz w życiu.

Ast miał ciężkie zadanie. Po pierwsze zastąpić w roli lokomotywy minister Elżbietę Rafalską. Po drugie pokonać Koalicję i zdobyć mandaty dla sześciu posłów – to zadanie postawił mu na konwencji w Zielonej Górze prezes Jarosław Kaczyński. Z pierwszego wybrnął, zdobył 36 tys. głosów, najwięcej w regionie. Z drugim poszło gorzej. Stan posiadania PiS zmniejszył się o jednego posła.

Lewica podniosła głowę

– Ponad 15 proc. to oczywisty sukces lubuskiej lewicy. Duża w tym zasługa Kucharskiej-Dziedzic. W jej przypadku procentują lata zaangażowania w sprawy lokalne, upominanie się o prawa kobiet. Gdyby nie ona, wynik byłby na pewno dużo niższy. To wyraźnie inny rodzaj polityka – mówi prof. Szczegóła.

Do Sejmu wraca Bogusław Wontor, szef SLD. Dla jego partii ostatnie lata były chude. Przegrane wybory samorządowe, nieobecność w parlamencie mocno osłabiły Sojusz. Wontor, skazywany na porażkę, pokazał, że wiadomości o jego politycznej śmierci były przedwczesne.

SLD i lewica dostały premię za zjednoczenie. Pytanie, jak ją wykorzystają. – Bo trzeba jakoś pogodzić różne biografie. Różne ścieżki polityczne jak w przypadku Wontora i Kucharskiej-Dziedzic – dodaje socjolog.

Pierwszy raz Jolanty Fedak

Szefowa PSL była już ministrem pracy, wicewojewodą lubuskim i wicemarszałkiem. Mało kto ma w Lubuskiem tak bogate polityczne CV. Tyle że osobiście przegrywała wszystkie wybory: do Sejmu i Senatu, europarlamentu i sejmiku. Aż do niedzieli. Tym razem pokazała pazur.

Fedak zdobyła ponad 13 tys. głosów i wyprzedziła na liście PSL Łukasza Mejzę, który w liczbie bannerów pobił na głowę wszystkich kandydatów. Dodatkowo Mejza dostał wsparcie prezydenta Zielonej Góry Janusza Kubickiego. Jak tego dokonała szefowa ludowców? Rozegrała to na zimno. Pracowała ciężko na swoje konto sama i ponad 20 kandydatów z listy, gdy na Mejzę tylko on sam. Zresztą wszystkich doświadczonych polityków zaliczył do „leśnych dziadków”, którzy muszą odejść i ogłosił kult młodości. Jakby nie wiedział, że akurat młodzi rzadko głosują na PSL.

Dużą niespodziankę sprawił w wyborach Krystian Kamiński, szef lubuskiego Ruchu Narodowego. Jego środowisko na posła czekało 14 lat, od czasu, gdy był nim Krzysztof Bosak. Razem zakładali Młodzież Wszechpolską. I teraz razem zostali posłami, tyle że Kamiński w Zielonej Górze, a Bosak w Kielcach.

– To jest w naszym regionie pewien fenomen. Dlaczego Konfederacja ma posła, skoro na co dzień u nas nie jest widoczna i aktywna w życiu publicznym? Takim radykalnym formacjom sprzyja sieć internetowa. Tam są mocni. Tak jest w Europie i na całym świecie – tłumaczy prof. Szczegóła.

PiS zwycięża w mieście Tyszkiewicza

Wadim TyszkiewiczWadim Tyszkiewicz Fot. Michał Ryniak / Agencja Gazeta

Według starej reguły kampanijnej wybory wygrywa się nie w Warszawie, a w Tłuszczu i Małkini. Świetnie pasuje do woj. lubuskiego.

W majowych wyborach do europarlamentu PiS wygrał w 41, czyli w połowie lubuskich gmin i miasteczek. W październikową niedzielę licznik dobił do aż 70. Koalicja zwyciężała w 11 gminach, w tym w lubuskich stolicach.

PiS wygrywał już nie tylko w małych wiejskich gminach, ale także w większych, ważniejszych. PiS pokonał konkurencję w Żaganiu, Sulęcinie, Sulechowie, Międzyrzeczu oraz – to nie pomyłka – w samej Nowej Soli. W mieście świeżo upieczonego senatora Wadima Tyszkiewicza, który w kampanii napisał, że „Kaczyński powinien smażyć się w piekle”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.