Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Podczas wieczoru wyborczego PiS w zielonogórskim hotelu Ruben, jeszcze przed ogłoszeniem prognoz w telewizji, nastroje były szampańskie. – Jesteśmy skazani na sukces – przyznawali działacze. Na wieczór przyjechała ich prawie setka.

– Wygraliśmy, bo wyborcy nas docenili za to, co robiliśmy przez cztery lata – komentował poseł Jerzy Materna. Po niedzielnym głosowaniu rozpocznie piątą kadencję w Sejmie. Tak jak Marek Ast, prezes lubuskiego PiS.

Potem był wybuch radości, w który szybko wkradła się troska. Bo informacje płynące z woj. lubuskiego już nie były takie optymistyczne. Region miał być jednym z dwóch w Polsce, w którym wygrywa Koalicja Obywatelska.

Pomarańczowy widok woj. lubuskiego na ciemnogranatowej mapie ucieszył działaczy KO na wieczorze wyborczym. W trakcie przemówienia Jarosława Kaczyńskiego Waldemar Sługocki krzyknął z tyłu sali: W Lubuskiem wygraliśmy 32,5 do 31,9 proc.!

W poniedziałek okazało się, że wygrał jednak PiS. I nie o 200 głosów jak cztery lata temu, a o 13 tysięcy. W lubuskich wyborach do Sejmu na PiS zagłosowało 150 tys. Lubuszan (34,3 proc.), a na Koalicję prawie 137 tys. (31,9 proc.). Oba ugrupowania mogą czuć niedosyt. Bo oba, mimo że poprawiły wyraźnie wyniki, do Sejmu wprowadzą po czterech posłów, czyli o jednego mniej niż w 2015 r.

Powrót Lewicy, wejście narodowca

W wyborach dobry wynik odnotowała Lewica, która po czterech latach banicji wraca na Wiejską. W Lubuskiem z przytupem. Ponad 15 proc. oznacza, że Lewica ma dwóch posłów – debiutantkę Anitę Kucharską-Dziedzic i starego wyjadacza Bogusława Wontora (w Sejmie zasiadał już cztery razy).

– Cieszę się, że lewica wraca do parlamentu, cieszymy się z tego zjednoczenia, bo wyniki pokazują, że czekali na to obywatele – mówi Kucharska-Dziedzic. Liderka listy przyszła bez męża, bo ten... w tym czasie usuwał banery. – Powiedział, że będę pierwsza, która po sobie posprząta – tłumaczy.

Swój dzień miała Jolanta Fedak, szefowa PSL. Mimo bogatej kariery politycznej – była ministrem pracy i wicewojewodą – nigdy nie wygrała osobiście żadnych wyborów. Aż do niedzieli. Dostała ponad 13,7 tys. głosów. Większe szanse dawano Łukaszowi Mejzie, wspieranego przez prezydenta Janusza Kubickiego. Mejza miał gigantyczną i kosztową kampanię. – Będę wychodził z każdej lodówki – obiecywał i słowa dotrzymywał. – Była to kampania z gracją Zenka Martyniuka – kpili internauci.

Powód do świętowania ma Konfederacja, największa niespodzianka niedzielnego głosowania. Wynik 7,2 proc. wystarczył, aby Krystian Kamiński, lider Ruchu Narodowego, zdobył mandat poselski. – Szczerze, zupełnie się nie spodziewałem. Dla mnie to szok – przyznał „Wyborczej”.

Senat 3:0

PiS nie będzie miał senatora z woj. lubuskiego. Pod tym względem: na zachodzie bez zmian. W okręgu zielonogórskim wygrał Robert Dowhan. Dostał 66,4 proc. poparcia. Jego konkurent Zbigniew Kościk z PiS – 33,6 proc. Na północy nadal senatorem będzie Władysław Komarnicki (KO).

Trzecim wygranym jest Wadim Tyszkiewicz, od 17 lat prezydent Nowej Soli. W niedzielę dostał 51 proc. poparcia.

– Czeka mnie bardzo trudne zadanie jako przedstawiciela opozycji. Sam siebie nazywam „totalną opozycją”, ale uwaga: „totalną opozycją przeciwko totalnemu zawłaszczaniu państwa, niszczeniu jego demokratycznych struktur, przeciwko ograniczaniu roli samorządu na rzecz upartyjnionego państwa...” – skomentował wygraną Tyszkiewicz.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.