Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Złota historia Zmarzlika dopełniła się w sobotę, w ostatniej rundzie cyklu Grand Prix 2019 na toruńskiej Motoarenie. Gorzowski żużlowiec w półfinale musiał przyjechać co najmniej drugi, a wygrał ten wyścig. W tym momencie mogliśmy wykrzyczeć: Bartosz Zmarzlik mistrzem świata!

Pierwszej swojej przejażdżki Bartosz nie pamięta, bo tata Paweł wsadził go na malutki motorek, gdy miał ledwie trzy lata. Zmarzlikowie mieszkają we wsi Kinice, między Barlinkiem a Nowogródkiem Pomorskim. Stamtąd na stadion im. Edwarda Jancarza w Gorzowie mają ok. 40 km.

Kozaki od mamy

– Zabrałem go na jazdy dzieciaków z wawrowskiej szkółki żużlowej Bogusia Nowaka, od tego momentu nie dawał mi spokoju – opowiadał ojciec Paweł Zmarzlik senior. – Zobaczył Adriana Cyfera, z podobną posturą. Najmniejsi, a najszybsi, najbardziej zawzięci. Czasami oglądamy sobie filmik z tamtych czasów.

Rodzina nie zawsze w sporcie się sprawdza, ale akurat u Zmarzlika w niej tkwi tajemnica jego sukcesu. Iskra z niebios plus wsparcie najbliższych. Sodówka mu nie grozi, bo... – Zaraz mama sprowadzi mnie na ziemię – śmieje się Bartosz.

Pierwsze kółka Zmarzlika na „Jancarzu” obrosły już legendą. To był 2008 r., 13-latek starał się wsiąść na dorosły motocykl żużlowy, ale nie dosięgał nogami do ziemi. Tata zrobił więc specjalną ramę.

– Mimo to i tak robiłem wielkie oczy – opowiadał trener Stali Stanisław Chomski. – Na pierwszym słupku wiaty parkingowej, w tym miejscu, gdzie dziś Bartosz prawie zawsze rozkłada swoje motocykle, narysowałem więc linię, dokąd ma urosnąć, aby wyjazd na tor stał się możliwy. Minęły dwa tygodnie, a ten dzieciak faktycznie tam sięga! Cud jakiś? Nie, pomogły kozaki mamy. W końcu jednak się ugiąłem. Po pierwszych okrążeniach znów wszyscy szeroko otwieraliśmy oczy, bo to było coś niesamowitego. Taki talent trafia się raz na wiele lat.

Kwiecień 2011 r. Mecz z Unią Leszno, zwycięstwo aż 57:33. Debiutant Zmarzlik zaczął od trójki, wygrał swój pierwszy ligowy wyścig w karierze. – Nie lubiłem tych pierwszych biegów – wspominał. – Po prezentacji od razu na tor. Cieszyłem się, gdy zmieniono drabinkę i później zawody zaczynali starsi koledzy, była szansa, aby jeszcze ich podpatrzeć. Z Unią ostatecznie zdobyłem 4 punkty.

Poważna kontuzja

Na początku września 2012 r. młodzi Polacy zostali w Gnieźnie drużynowymi mistrzami świata. 17-letni Zmarzlik też dostał złoto, ale nie dokończył tych zawodów po kraksie w 19. wyścigu. Rosjanin Andriej Kudriaszow na drugim okrążeniu uderzył w stalowca. Bartek sam nie podniósł się z toru, ze stadionu niestety wywiozła go karetka.

Zmarzlik złamał kość uda, fatalnie, z przemieszczeniem. Kilka miesięcy wracał do zdrowia. – W domu to od razu wszystko zaczęło się goić dwa razy szybciej – wspomina żużlowiec. – Los szybko mnie doświadczył poważną kontuzją. Takie historie nam przypominają, że do sportu, który uprawiamy, trzeba podchodzić z pokorą. Dlatego nie snuję wielkich planów, a staram się sumiennie pracować, zadbać o wszystko tu i teraz. Stając pod taśmą, nie zakładam, że wygram, bo każdy chce tego samego. Puchary, medale, nagrody podniosę z toru wtedy, gdy będzie mi to dane.

Ligowe złoto po 31 latach

Pierwszy mecz o złoto w 2014 r. w Lesznie miał jednego bohatera: 19-letniego Bartosza Zmarzlika. Po takich meczach zaczynają się porównania do legend Stali. – Było sześć trójek i też zero, ale to moja wina. Będziemy pracować, aby były same trójki, ale i tak chyba było nieźle – podsumował swój fenomenalny występ Zmarzlik. A potem był rewanż na „Jancarzu” i mistrzostwo. – Jakoś te 31 lat do mnie nie docierało, bo przecież nic z tamtych czasów nie pamiętam. Jasne, że poznałem historię wielkiej Stali. Teraz trzeba wierzyć, że już Gorzów na taką jazdę swojej drużyny nie będzie czekał aż tyle.

– Do taśmy podjeżdża nowy mistrz świata juniorów! – krzyczał spiker zawodów w Pardubicach 19 września 2015 r., przed 16. wyścigiem. Zmarzlik już w parkingu odbierał gratulacje. Obok niego tata Paweł, brat Paweł, Seweryn, mama, dziewczyna... – Każda z bliskich mi osób ma część tego złota. Wiem, ile team włożył w to wszystko roboty, abyśmy szczęśliwie dojechali na to podium – mówił Bartek. – Dziękuję wszystkim. Marzyłem o tym... No właśnie, od kiedy? Chyba właśnie od małego, gdy pierwszy raz wsiadłem na motocykl, i jeszcze długo nie chcę z niego zsiadać.

– Czy ty wiesz, że w koszulkach teamu Zmarzlika spotkaliśmy dziś nie tylko Polaków, ale także Czechów, Niemców i jednego Anglika? – zapytaliśmy.

– O, nie wiedziałem, to miłe – odpowiedział Bartek. – Znaczy, że tu też mnie znają. To dla nich też jest to złoto, bo wsparcie fanów jest najważniejsze. Uwielbiam się ścigać, kocham wsiadać na motor, ale robię to też dla nich, czuję jak mnie niosą.

Gdy jego ekipa odjeżdżała ze stadionu, fani wciąż bawili się w najlepsze na pikniku. – Niech ten chłopak tylko jeździ cało i zdrowo. Da nam wkrótce jeszcze więcej frajdy, może mamy to szczęście, że urodził nam się kolejny mistrz ze Stali Gorzów, Edward Jancarz czy Zenon Plech naszych czasów?

Najmłodszy

30 sierpnia 2014 r. Zmarzlik miał 19 lat i 14 dni. Wtedy zachwycił nim się żużlowy świat, bo w domu w Gorzowie został najmłodszym zwycięzcą rundy Grand Prix. Z wysokości trybun jego zwycięstwo obserwował Tomasz Gollob. – To jest człowiek, któremu bardzo wiele zawdzięczam. Najpierw jako dzieciak marzyłem, aby go dotknąć. Przeżywałem, gdy kiedyś wziął mnie na kolana, a potem udzielił mi mnóstwa rad. Potem jeździliśmy w parze. Cały czas mogę do niego zadzwonić z pytaniem, on mi nie odmówi – opowiadał Zmarzlik.

– Jak zagrali Mazurka Dąbrowskiego, to łezka się w oku znów zakręciła – wspominał Gollob. – Jak widać, mogę odchodzić z tej rywalizacji w spokoju, bo mamy bardzo zdolną młodzież, Bartek już potrafi u siebie wygrywać ze wszystkimi najlepszymi na świecie. Ten trudny tor Stali kreuje mistrzów. Mnie też w 2010 r., gdy ścigałem się w barwach Gorzowa, poniósł do złota. Nie wiem, czy Bartek zostanie mistrzem, bo tego nikt nie wie. Jeśli nadal będzie tak pracowity, tak zacięty i tak waleczny, to nie ma przed nim granic.

Mistrz świata

Bartuś, Bartek... Dziś już pan Bartosz Zmarzlik. W 2016 r., debiutując jako stały uczestnik cyklu GP, od razu zdobył brązowy medal. W poprzednim sezonie został wicemistrzem świata.

W tegorocznym wyścigu o żużlowego mistrza globu od początku był w ścisłej czołówce. Przed ostatnim turniejem w Toruniu Zmarzlik miał nad Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem 7 pkt przewagi, a Duńczyk Leon Madsen tracił do polskiego lidera 9 pkt.

Na Motoarenie gorzowianinowi najmocniej zagrażał Madsen, perfekcyjnie spasowany do toru, przez cały wieczór nikomu nie dał się pokonać. Zmarzlikowi najgorzej poszedł wyścig w czwartej serii, wtedy przywiózł do mety tylko punkt. Za chwilę Duńczyk zbliżył się do Polaka na tylko 2 pkt.

– Teraz mogę się przyznać, że presja była ogromna – opowiadał Zmarzlik. – Widzieliście, ile ludzi na mnie liczyło, wierzyło we mnie. Do tego na moment rozminęliśmy się z ustawieniami motocykla, pojawiły się nerwy. Wtedy sięgnęliśmy po to, co zawsze moją ekipę ratuje. Spojrzeliśmy na siebie, wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski i 20. wyścig oraz półfinał były po prostu wspaniałe. Ten ostatni start, decydujący o mistrzostwie, bardzo mi się dłużył, jakby czas stanął w miejscu. Jedź, motorku, mówiłem sobie, uważaj na błędy, Bartku. I wreszcie meta, coś niewiarygodnego. Mistrzostwo świata. Nie mogę uwierzyć.

Za metą półfinału Zmarzlik wyściskał się z tatą Pawłem, bratem, całą ekipą. Na tym nie skończył. Przeskoczył przez bandę i pomknął na trybuny do mamy, dziewczyny, bliskich. Wreszcie pokłonił się wszystkim kibicom. Tego jeszcze nie było. Żaden żużlowiec z Gorzowa nigdy wcześniej nie napisał tak wyjątkowej, złotej historii.

Finał wygrał Madsen i on jest wicemistrzem świata, brąz dla Rosjanina Sajfutdinowa. Zmarzlik na koniec był czwarty, ale to już nie miało żadnego znaczenia. Zaraz wyjechał na tor w złotym kasku, przebrał się też w strój, który miał złote elementy. – Cały czas jednak w to nie wierzę. Bartosz Zmarzlik mistrzem świata. Tak mówią, tak słyszę. Mazurek Dąbrowskiego, ten najważniejszy w karierze. Niewiarygodne – zakończył trzeci w historii złoty polski żużlowiec.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.