Ależ to były męki, przez większość spotkania nasz atak wyglądał zwyczajnie źle. W końcówce gorzowianie zadziwili jednak wszystkich, bo w krótkim czasie odrobili pięciobramkową stratę i ostatecznie pokonali Śląsk Wrocław 23:22. Na razie to nie jest start sezonu w wykonaniu piłkarzy ręcznych Stali dla fanów o słabych sercach. Trzy mecze i wszystkie rozstrzygnięte jednym golem, dwa zwycięstwa żółto-niebieskich.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Po odejściu Adriana Turkowskiego Wiktor Bronowski to na dziś nasza najpoważniejsza strzelba – mówił trener Stali Dariusz Molski. – Czekaliśmy na dojście tego zawodnika do odpowiedniego poziomu, ale przy młodych graczach trzeba być cierpliwym. Za to od razu na głęboką wodę, czyli na prawe rozegranie, zostanie rzucony Jakub Dzieciątkowski. Zobaczymy, jak sobie poradzi.

Nasz szkoleniowiec jakoś to sobie w okresie przygotowawczym poukładał, liczył na tych, którzy się wyróżniali. Sęk w tym, że na razie jakiekolwiek strzelby, te rażące z dystansu, mamy głęboko pochowane, stąd tak duże nasze problemy w ofensywie.

Dziś Bronowski od początku wiele rzutów brał na siebie, ale skończył to spotkanie bez żadnej zdobyczy. To nie tak, że się nie starał. Widzieliśmy, że w każdą akcję wkładał całego siebie, aż w końcu opuścił boisko mocno poturbowany. Nic jednak nie chciało wpaść. Do Wiktora dołączyli inni. Adrian Chełmiński, wspomniany wyżej Dzieciątkowski czy Aleksander Kryszeń. Słupki, poprzeczki, wreszcie strzały obok bramki... A w tym czasie, niegrający jakiegoś rewelacyjnego spotkania, Śląsk powoli budował swoją przewagę.

Z pewnością nie byłoby „tylko” 11:14 do przerwy ani patrząc z przebiegu pojedynku, trochę nieoczekiwane, choć z pewnością bardzo radujące, 23:22 dla Stali na koniec, gdyby nie genialna postawa gorzowskiego bramkarza Cezarego Marciniaka. On nie powstrzymywał prostszych rzutów z daleka, a kasował kontrę za kontrą, bo my w tym spotkaniu dodatkowo daliśmy o wiele za dużo prostych strat, m.in. zupełnie brakowało dokładności w grze w ataku z kołem. Gdy w drugiej części Marciniak jak najlepszy akrobata, wyrzucając nogi wyżej niż głowa, obronił w krótkim odstępie dwa kolejne strzały, pomyśleliśmy: kiedy w końcu pomogą mu koledzy z pola? Tym bardziej że Mateusz Stupiński i Olek Kryszeń jeden po drugim zmarnowali dwa rzuty karne...

– Wiara, dalej walczymy, to jeszcze można odrobić – wykrzyczał nasz bramkarz po kolejnej udanej interwencji. To było w momencie, gdy przegrywaliśmy 14:19, a wcześniej, przez prawie 10 minut na otwarcie drugiej połowy, nic nie dorzuciliśmy.

Próbowaliśmy właściwie każdego ustawienia, a wszystko, co dobre, w tak udanej dla nas końcówce, wzięło się z obrony. Już nie tylko Marciniak, a cały zespół zaczął uprzykrzać życie graczom Śląska na całego. Goście gorzej radzili sobie bez zawodników bronionych indywidualnie. W tym czasie już bardzo rzadko przebijali się w okolice szóstego metra, a gdy jednak im się to udało, to trzeba było jeszcze pokonać bramkarza Stali.

W ofensywie odpowiedzialność za wynik wzięła na siebie „lekka jazda”, jak ich nazywa trener Molski, czyli nasz skład gotowy do mistrzostw Polski w piłce ręcznej do 180 cm wzrostu. To był chyba najlepszy mecz w Gorzowie Mariusza Smolarka (4 gole, wszystkie po przerwie), który rewelacyjnie zastąpił na lewym skrzydle kapitana Stupińskiego. Indywidualne akcje skończyli Tomasz Gintowt i Mariusz Kłak. Ten drugi ostatnią, tą najważniejszą, na 23:22, gdy do końca spotkania pozostawały jeszcze 33 sekundy. Śląsk miał jeszcze swoją akcję, ale przecież bramkę gospodarzy murował Marciniak...

Pierwszy mecz w domu oddaliśmy Ostrovii 27:28, w drugiej kolejce wygraliśmy w Łodzi 28:27. Tym razem też kończymy "spokojnie", jedną bramką na naszą korzyść. Na poważnie to szczęśliwi, ale w stanie przedzawałowym. Po spotkaniu zdecydowanie nie najwyższych lotów, ale pokazującym, że ta grupa ludzi ma możliwości, a strzelby za chwilę porządnie odpalą, tu wierzymy trenerowi Molskiemu. Wtedy ta Stal stanie się znacznie groźniejsza.

STAL GORZÓW – ŚLĄSK FORZA WROCŁAW 23:22 (11:14)

STAL: Marciniak, Nowicki – Mariusz Smolarek 4, Kłak 4, Stupiński 3, Kryszeń 3, Chełmiński 3, Gintowt 2, Pietrzkiewicz 2, Dzieciątkowski 1, Serpina 1, Bronowski, Marcin Smolarek, Światłowski.

WYNIKI I PROGRAM 3. KOLEJKI:

STAL GORZÓW – Śląsk Forza Wrocław 23:22, Olimp Grodków – Anilana Łódź, Siódemka Miedź Legnica – KPR Ostrovia Ostrów Wlkp., Grunwald Poznań – Olimpia Piekary Śląskie, MKS Wieluń – Real Astromal Leszno, Bór Oborniki Śląskie – AZS UZ Zielona Góra.

  • 1. MKS Wieluń 2 6 66:49
  • 2. Siódemka Miedź Legnica 2 6 60:48
  • 3. Grunwald Poznań 2 6 47:45
  • 4. STAL GORZÓW 3 6 78:77
  • 5. KPR Ostrovia Ostrów Wlkp. 2 4 53:52
  • 6. Śląsk Forza Wrocław 2 3 55:50
  • 7. Olimpia Piekary Śląskie 2 3 53:58
  • 8. Olimp Grodków 2 2 53:55
  • 9. Anilana Łódź 1 0 27:28
  • 10. AZS UZ Zielona Góra 2 0 49:55
  • 11. Real Astromal Leszno 2 0 44:50
  • 12. Bór Oborniki Śląskie 2 0 53:71

Najlepszy zespół awansuje do turnieju mistrzów trzech grup pierwszej ligi. Tam zwycięzca zyska prawo gry w elicie, jeśli spełni wymagania licencyjne PGNiG Superligi, a druga drużyna może wystąpić w barażach z przedostatnią ekipą elity. Ostatnie dwa zespoły spadną do drugiej ligi.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej