Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Łukasz Mejza, radny sejmiku, reklamujący się jako rasowy „bezpartyjny samorządowiec”, do tej pory szydził sobie głównie z partii. Że bezideowe, pazerne na stołki, leniwe. Podobne banały opowiada od lat. Aż wreszcie zapragnął być posłem najmłodszym, „co to przewietrzy cały Sejm”. I wystartował z PSL, partii o najdłuższym stażu, bo ponad 100-letnim. Takie to życie przynosi niespodzianki.

Jako że Mejzie trudno by było dąć w antypartyjne żagle, armaty skierował w starszych kandydatów. I ogłosił krucjatę przeciwko „leśnym dziadkom”. To była akcja z cyklu zrobię, zanim pomyślę. Bo sąsiadem na liście PSL jest np. 78-letni Jan Świrepo, co to kilka razy był wicewojewodą, a i posłowanie mu się też przydarzyło. Przy dorobku Świrepy, mimo szczerych chęci, trudno dostrzec jakikolwiek urok młodości Mejzy.

W ogóle w koalicji wokół PSL modne zrobiło się wytykanie wieku. Olimpia Tomczyk-Iwko, liderka Kukiz’15, pozostając w klimacie Mejzy, porównała Jolantę Fedak, szefową bratniego PSL, do starego ursusa, co jeździł po polskich wsiach pół wieku, i gdzie powszechnie nazywano go „ciapkiem”. A ponoć kobiety rugują chamstwo z polityki.

Nie wiem, czy Mejza dostanie się do Sejmu, ale jednego nie osiągnie – nie będzie najmłodszym posłem lubuskim w historii. Tym jak do tej pory jest Krzysztof Bosak z LPR. Gdy wchodził do Sejmu w 2005 r., miał 23 lata. Wcześniej tym najmłodszym był Marek Rusakiewicz z Komitetu Obywatelskiego „S”. W 1989 r. miał 25 lat.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.