Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piotr Bakselerowicz: Jedynkę na liście Lewicy do Sejmu musiał pan oddać Anicie Kucharskiej-Dziedzic z Wiosny. Koalicjanci się śmieją, że Wontor rozpaczał. Prawda?

Bogusław Wontor*: Rozumiem, że z dziennikarskiego punktu widzenia takie rewelacje są ciekawe. Ale co mogę powiedzieć? To tak samo, jakby dziennikarz zapytał polityka, dlaczego nie płaci alimentów. Czegokolwiek nie odpowie, to źle. Nawet jakby nie miał dziecka.

To logiczne, że lider każdej partii chciałby być numerem jeden. Czy było mi to obojętne, że stracę jedynkę? Oczywiście, że nie. Natomiast kulisy całej sprawy wyglądały zupełnie inaczej. Kucharska-Dziedzic bardzo chciała być tą jedynką w Lubuskiem i mocno o to zabiegała. Do tego stopnia, że Robert Biedroń postawił warunek: albo Kucharska-Dziedzic na jedynce, albo Wiosna wychodzi z koalicji. Z Włodzimierzem Czarzastym, szefem SLD, zastanawialiśmy się, co w tym temacie zrobić – też postawić twardy warunek czy odpuścić? Czarzasty był skłonny walczyć do końca, ale ja sam podjąłem decyzję, że zachowam się jak dżentelmen i zrezygnuję. Miałem świadomość, że gdyby z tego powodu nie doszło do koalicji, to mogłoby mi się czkać do końca życia. Byłbym wytykany palcem.

I tak wyglądały kulisy. Ciężko mówić o rozpaczy z mojej strony – to ja podjąłem decyzję.

Podobno po utracie jedynki w ogóle nie chciał pan startować?

– Nad startem zastanawiałem się, jeszcze zanim zawiązaliśmy koalicję. Zgłaszałem to Czarzastemu, że może lepiej rozważyć inny wariant. Nie ukrywam, że kiedy jedynkę oddaliśmy Kucharskiej-Dziedzic, to nawet się ucieszyłem, że nie muszę startować w wyborach.

I kto pana przekonał?

– Czarzasty i Biedroń. Namawiali mnie razem. Tłumaczyli, że dla dobra koalicji i samego SLD powinienem wystartować.

Lewica jeden mandat ma niemal pewny. Ciężko uwierzyć, że pan go nie chciał.

Bogusław Wontor, SLDBogusław Wontor, SLD fot. Anna Krasko/Agencja Wyborcza.pl

– Poza polityką też jest życie. Bycie w polityce nigdy nie było moim celem nadrzędnym. Nigdy też nie myślałem, że muszę się w niej utrzymać ze wszelką cenę. Część ludzi – tak jak ja – do polityki trafia ze względu na swoją aktywność społeczną, gospodarczą lub jeszcze jakąś inną. To nie są rasowi politycy, partyjni, można powiedzieć. Znaleźli się w polityce, bo mieli swoje zdolności i się pokazali w innych dziedzinach życia. Mam kilka płaszczyzn, które sprawiają mi przeogromną przyjemność. Oczywiście te płaszczyzny w polityce też znajduję, bo ona oddziałuje na wszystko – od przedszkola po cmentarz.

Jakie zdolności ma Wontor?

– Potrafię być skuteczny, pokazałem to nieraz. Mam duże doświadczenie oraz wiele zasług dla regionu i dziedzin, którymi się zajmuję – sport, praca z młodzieżą, edukacja. W ostatnim czasie są to nowoczesne technologie, zwłaszcza przemysł kosmiczny. Wszystko, co się działo w ostatnich latach w Polsce w związku z „kosmosem", wydarzyło się przy moim większym lub mniejszym udziale.

Prof. Marek Banaszkiewicz z Centrum Badań Kosmicznych PAN żartował, że wciągnął pan wszystkich lubuskich posłów do parlamentarnej grupy do spraw przestrzeni kosmicznej.

– Cóż, kosmos interesuje wszystkich parlamentarzystów. To jeden z niewielu tematów, gdzie wszystkie związane z nim sprawy przechodziły w Sejmie praktycznie bezproblemowo. Przemysł kosmiczny jest motorem napędowym gospodarki – w innowacyjnych technologiach to branża numer jeden.

Przez ostatnie cztery lata byłem poza Sejmem i dzięki temu więcej czasu mogłem poświęcić regionowi. Dzięki mojemu zaangażowaniu, a także determinacji marszałek Elżbiety Polak i senatora Waldemara Sługockiego udało się doprowadzić do tego, że w Nowym Kisielinie mamy oddział CBK PAN, a wkrótce powstanie Park Technologii Kosmicznych. Region podciągnie to mocno do góry w układzie gospodarczym. Nasze województwo zajmuje jedno z ostatnich miejsc pod względem innowacyjności, więc to dla nas wielka szansa. Skorzysta biznes i nauka.

Park ściągnie firmy?

– Polskie i zagraniczne, także potentatów. Od 1 września swój oddział w Zielonej Górze będzie mieć włoska firma, jedna z większych w Europie w tej branży. Za chwilę lokować swój zakład będzie tutaj także największa niemiecka firma kosmiczna, czyli grupa OHB. Pójdą za tym nowe miejsca pracy o wysokich specjalizacjach. A to oznacza, że mieszkańcy Lubuskiego nie będą musieli emigrować do większych ośrodków. Z drugiej strony, będzie to magnes do przyciągania najlepszych ludzi z kraju i całego kontynentu.

Co dziś jeszcze boli Lubuskie?

– Służba zdrowia, choć to oczywiście problem całego kraju. Samorząd województwa robi, co może, ale to cały system źle funkcjonuje. Kolejki do lekarzy rosną, zwłaszcza do specjalistów. PiS mówi o trudnej sytuacji ludzi starszych, ale poza tym, że daje cukierki i próbuje ich kupować, to za wiele nie robi. Nie ma pieniędzy na oddziały geriatryczne. Miejsce w ośrodku stałej pomocy to koszt ok. 4 tys. zł. Jaką rodzinę na to stać? Powinny być miejsca, gdzie starsi ludzie mogą godnie funkcjonować. Największym kuriozum jest to, że seniorzy wychodzą z aptek z niewykupionymi lekami. Nawet jak leki są, to ich nie stać. Mam łzy w oczach, jak to widzę. Wielokrotnie podawałem im pieniądze, chociaż biorą niechętnie, bo są dumni.

Włodzimierz Czarzasty w Zielonej Górze. Przy nim Bogusław Wontor, szef SLD w województwie, i Tomasz Nesterowicz, przewodniczący partii w Zielonej GórzeWłodzimierz Czarzasty w Zielonej Górze. Przy nim Bogusław Wontor, szef SLD w województwie, i Tomasz Nesterowicz, przewodniczący partii w Zielonej Górze Piotr Bakselerowicz/ Agencja Wyborcza.pl

I co można zrobić?

– Jeżeli w PRL-u emeryt i rencista mógł mieć za darmo podstawowe leki, to dlaczego dzisiaj – kiedy mówimy, że jesteśmy lepszym, bogatszym państwem – nie można tego minimum zapewnić? Będę o to walczył.

Dużo do zrobienia w ekologii. Powinniśmy bardziej dbać o środowisko, bo przecież jesteśmy regionem turystycznym, mamy niewykorzystany potencjał turystyczny. No i edukacja. Przy ostatnim proteście nauczycieli wszyscy skupiliśmy się jedynie na podwyżkach. To istotne, żeby godnie zarabiali, ale nauczyciele chcieli też zwrócić uwagę na to, w jakim stanie jest oświata. Minima programowe są przeładowane. Nauczyciele niekiedy nie są w stanie przerobić 60 proc. materiału.

Wróćmy do Lewicy. Alians z Wiosną i Razem to rzecz prosta?

– Żadna koalicja nie jest łatwa. Tak jak w małżeństwie – zdarzają się ciche dni i różne trudne sytuacje. Potrzeba czasu, żeby partnerzy się dotarli. Tym bardziej w polityce, gdzie jest gra interesów. Byłbym nieuczciwy, gdybym powiedział, że wszystko układa się w jasnych kolorach. Ale wszyscy się starają, bo mamy jeden cel. Nasza siła tkwi w różnorodności. SLD to socjaldemokracja, centrolewica. Z kolei Razem jest daleko na lewo.

Dla was to szansa na zerwanie etykiety „leśnych dziadków"?

– Jak będziemy się kłócić, to lewica nadal będzie poza parlamentem, bez wpływu na nic. Z etykietą „leśnych dziadków” się nie zgadzam. Z poważnych partii SLD w swoich szeregach ma najwięcej młodych ludzi. Częściej pokazujemy tych starszych, oni tworzą narrację, bo są bardziej doświadczeni. To prawda, że młodym w SLD trudniej się przebić niż w partiach na dorobku, ale to wynika z tego, że my mamy byłych prezydentów, premierów, ministrów.

PRL nigdy nie był moim systemem marzeń. Cieszyłem się, kiedy upadł, ale dzisiaj wielokrotnie go bronię. Nie pozwolę na to, żeby oceniać zero-jedynkowo. Nie jest tak, że wszystko, co przed 1989 r. było złe, a co później, to dobre. Teraz też byśmy dużo złych rzeczy znaleźli. Jakby popytać dziadków, to potwierdzą, jak było naprawdę. Urzędy bezpieczeństwa to narracja lat 40. i 50. Kolejki i puste półki też wystąpiły tylko fragmentarycznie. Ci, którzy pokazują PRL jako zło wcielone, powinni oddać zdobyte w tamtych czasach tytuły i majątki. Członkowie PZPR są dzisiaj wszędzie. Najwięcej tych z górnych półek jest paradoksalnie w PiS. Leszek Miller w stosunku do otoczenia Jarosława Kaczyńskiego był wtedy pionkiem.

A jednak dla młodych SLD to komuniści. Wydawało się, że partia dogorywa.

– Życie jest sinusoidalne. Na tym polega też demokracja. Gdy rządzi jedna partia przez cały czas, to na ogół mamy do czynienia z totalitaryzmem. Partia ma swoje wzloty i upadki. Dzisiaj naszym zadaniem jest dotarcie do świadomości społecznej z przesłaniem, że wartości socjaldemokratyczne to rzecz dobra. Chcemy wrócić do parlamentu, wtedy łatwiej jest być słyszanym.

Skrajna prawica mówi, że Unia Europejska to socjalizm. Coś w tym jest, bo zbudowana została na podwalinach socjaldemokratycznych. Większość państw w Europie ma takie podłoże, bo po wojnie rządzili głównie socjaldemokraci. To nie jest nic złego. Gospodarka rynkowa może się rozwijać, nikt tego nie hamuje i nie mówi o upaństwowieniu. Państwo interweniuje, kiedy musi. Przedsiębiorcy w Polsce najwięcej zyskali za premiera Leszka Millera. Został wprowadzony podatek liniowy dla przedsiębiorców, a inne zostały obniżone, tak samo akcyza. Nigdy wcześniej i nigdy potem nie zostało tyle zrobione.

Odważna teza. A dlaczego odradza się nacjonalizm?

– Polska jest państwem UE, gdzie żyje najwięcej ludzi poniżej minimum socjalnego. Ogólne wskaźniki zamożności niby mamy dobre, ale w praktyce mamy warstwę ludzi bardzo bogatych i ludzi, którzy egzystują. To rodzi opór ludzi młodych. Warstwy średniej nie ma praktycznie w ogóle. Musimy ją stworzyć, bo to jest motor napędowy każdego społeczeństwa.

Po części to jednak globalna tendencja. Na pewno duży wpływ ma sytuacja na Bliskim Wschodzie. Największa tragedia to mylenie imigrantów z uchodźcami. Dla obecnie rządzących to jedno i to samo. A różnica jest ogromna. Uchodźca to człowiek, który został wypędzony albo uciekał, żeby przeżyć. Nie wie, co ze sobą zrobić. Chciałby wrócić do swojego domu, ale nie może. Takim ludziom trzeba pomóc, nie możemy odwracać się plecami. Natomiast imigracja to już kwestia na dyskusję – w jakiej skali i jak to powinno wyglądać. Inna rzecz, że procentowo liczba różnego rodzaju zajść, jakich „reżyserami” w krajach Zachodu są muzułmanie, jest taka sama jak 5, 10 i 15 lat temu. Tu nic nie wzrosło.

Jaki krajobraz przewiduje pan po wyborach?

– Moim marzeniem jest, żeby było normalnie. Władzy, która tak perfidnie wykorzystuje narzędzia, jeszcze w wolnej Polsce nie mieliśmy. Państwo musi mieć mocne podwaliny demokratyczne, a dziś są one podkopywane. Wierzę, że opozycja jest w stanie zdobyć więcej mandatów i przywrócić normalność.

*Bogusław Wontor – poseł czterech kadencji (2001-2015), były radny sejmiku, od ponad dekady szef lubuskiego SLD. Z wykształcenia magister inżynier, studiował zarządzanie i marketing na Politechnice Zielonogórskiej. Brat Tomasza Wontora, byłego wicemarszałka. Ma 51 lat.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.