Tygodniowe zgrupowanie w Dębnie, gdzie jak zwykle nie było lekko, gorzowscy piłkarze ręczni zakończyli turniejem, w którym raz zmierzyli się z elitarną Pogonią Szczecin oraz dwa razy z pierwszoligową Gwardią Koszalin. Stali wyszedł bilans 1-2. - Wyniki nie były tu ważne, bo na boisko ruszyliśmy z marszu, po ciężkiej pracy, a i tak z Pogonią zagraliśmy naprawdę bardzo dobre spotkanie - powiedział trener Dariusz Molski.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Każdy dzień w Dębnie zawodnicy mieli wypełniony od rana do nocy. – Może nie było aż tak ciężko, ale na pewno żmudnie – opowiadał nasz trener Dariusz Molski. – Fajnie wyszło też granie w piłkę ręczną plażową. Na turniej o puchar burmistrza ruszyliśmy bez większych perypetii zdrowotnych, choć z pewnością na ostatnich nogach. Dlatego tu najważniejsze było wejście w warunki meczowe, ale bez przywiązywania się do wyników. Na te właściwe wnioski, co do naszej gry, przyjdzie jeszcze czas. Inna sprawa, że od razu jesteśmy rzuceni na głęboką wodę, bo przecież zagraliśmy też z ekstraklasą i wyszło nam to zupełnie nieźle.

Razem z zespołem ćwiczyli nasi rekonwalescenci. – Marcin Gałat potrzebuje spokojnie wejść w drużynę po poważnej kontuzji jaką było zerwanie ścięgna Achillesa, ale co tylko mógł, robił w Dębnie naprawdę bardzo solidnie – stwierdził Molski. – Bardziej skomplikowała się sprawa Oskara Serpiny, który znów korzystał z pomocy lekarzy. Wydaje się jednak, że najgorsze już za nim, rokowania są dobre i teraz tylko pytanie, czy zdąży na początek ligi, a jak wiemy, startujemy 21 września.

Dziurę na prawym rozegraniu po Adrianie Turkowskim mają załatać Jakub Dzieciątkowski i Szymon Światłowski, których zobaczyliśmy w akcji podczas turniejowych pojedynków. – Zaczęliśmy pracę właściwie od podstaw i nie powiem, nie jest łatwo – przyznał nasz szkoleniowiec. – Nie spodziewałem się jednak czegoś innego, bo przecież plan był inny, oni mieli uczyć się ligowych nawyków na tej pozycji właśnie od Adriana, a tak nie mają wyjścia, bo zderzą się ze znacznie większymi wymaganiami. Zobaczymy, niech próbują. Do ligi mamy jeszcze sporo czasu.

Gorzowianie po bardzo wyrównanym spotkaniu przegrali z Pogonią, gdzie występował wychowanek gorzowskiej piłki ręcznej Arkadiusz Bosy, 24:27 (12:14), ulegli po przeciętnym pojedynku Gwardii Koszalin 27:28 (11:11) oraz pokonali gwardzistów 28:26 (16:12). Ten ostatni mecz decydował o drugim miejscu w turnieju. Do końca zmagań nie dotrwał Tomasz Gintowt, który doznał urazu barku i chwilę odpocznie od treningów.

– Najpierw wszyscy zagrali systemem każdy z każdym i po dwóch zwycięstwach przyznaliśmy Pogoni pierwszą pozycję [szczecinianie pokonali Gwardię 43:27] – mówił trener Molski. – Z Gwardią zagraliśmy jeszcze raz, a chciałem, żeby każde starcie było o coś. Mieliśmy takie wyjątkowe reguły, bo w ostatniej chwili wycofał się Jurand Ciechanów i postawił nas w mało komfortowej sytuacji.

Najbliższe plany sparingowe stalowców to w środę dwa mecze z Pogonią w Szczecinie, a w sobotę 24 sierpnia przyjedzie do Gorzowa nasz grupowy rywal Real Leszno. Tego samego dnia rano nasi zawodnicy zaliczą nietypowy rozruch, bo mają wziąć udział w biegu na 10 km w Bogdańcu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej