Ludzie spotkają się z nietolerancją nie tylko w szkołach, w pracy, ale i swoich domach. Chodzi o to, żeby nie czuli się samotni ze swoimi problemami - mówią organizatorzy Marszu Równości w Gorzowie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dotąd Marszu Równości w Gorzowie nie było. Przyszedł już czas?

Monika Drubkowska: W Gorzowie mało się mówiło na temat środowiska LGBT. Chyba nie było dotąd takiej grupy zdeklarowanej, która by występowała o nasze prawa. Ja nabrałam odwagi, gdy wstąpiłam do Wiosny. Kiedy Wiosna zaczęła poruszać problemy związane z LGBT, poczułam się pewniejsza. Powiedziałam o sobie, kim jestem, że jestem lesbijką. Zrobiłam coming out.

Razem z Wiosną. Czyli całkiem niedawno

Tak, kwiecień tego roku. I właśnie w kwietniu złożyliśmy pismo, że mamy zamiar zorganizować marsz 24 sierpnia. Tę datę zaznaczyłam w kalendarzu już w styczniu, bo akurat był wolny termin w ogólnopolskich przemarszach. To nie był celowy zabieg, że akurat w mieście będzie w tym czasie Koniec Lata Party.

Jest ponad 20 miast maszerujących w Polsce, w każdy weekend, w każdą sobotę. Doszło nawet Radomsko, małe miasto.

Co się od tego czasu wydarzyło?

Zrobiliśmy piknik dla osób LGBT w Gorzowie, przyszło ponad 40 osób, głównie młodzieży. To nie tylko chodzi o potrzebę, aby zrobić Marsz Równości, ale ci ludzie mają potrzebę spotkań regularnych i rozmawiania o naszych problemach. Zaczęliśmy poznawać się bliżej, integrować, spotykać raz w tygodniu. Są z nami osoby w różnym wieku, osoby niepełnosprawne, ale też młodzi w wieku 15–18 lat. I oni mówią, że mają problemy natury psychologicznej, depresje, czasem przeszli próby samobójcze.

Doszliśmy do wniosku, że potrzebna jest grupa wsparcia. Będziemy tworzyć stowarzyszenie. To nasz plan po marszu.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Marsz Równości w Gorzowie ma konkurencję: 25 pikiet i manifestacji "na każdy temat"

Sławomir Zalewski: Chodzi o to, żeby oni nie czuli się samotni ze swoimi problemami. Bo z nietolerancją spotykają się nie tylko w szkołach, ale i w domach. Są przypadki, że taka osoba została wyrzucona z domu. Chcemy im mówić, co robić, jak działać. Mamy własne doświadczenia.

MD: I dzielimy się nimi. Myślimy już nie tylko o grupie wsparcia, ale chcemy rozszerzyć działania, nawet docelowo jest w planach stworzenie hostelu. Ta młodzież czasem dzwoni i mówi, że mama mnie wyrzuciła z domu. I co mam robić, bo rodzice nie akceptują tego, że jestem osobą transpłciową.

Poznaliśmy już trochę to środowisko i okazało się, że za każdym spotkaniem ktoś nowy przychodzi. Ktoś przyprowadza następną osobę i tak 100 osób od kwietnia się przewinęło.

SZ: My rozmawiamy, ale Monika, jak jest problem, to wsiada w samochód i jedzie rozmawiać z rodzicami. To pomaga, bo potem rodzice sami się z nami kontaktują. Uświadamiają sobie, że jest problem, ale to nie jest problem po stronie dziecka ani po ich stronie. Oni są często tak samo zagubieni jak te dzieciaki. Tym bardziej, że – nie ukrywajmy – Gorzów nie należy do miast szczególnie tolerancyjnych, otwartych czy oświeconych umysłowo. Gdyby tak było, to Zielona Góra nie wyprzedziła by nas, a oni mają u siebie już drugi marsz w tym roku. Mają działające od roku stowarzyszenie, mają wsparcie pani marszałek.

MD: My też wystąpiliśmy o patronat do marszałka województwa. Czekamy na decyzję (marszałek objęła gorzowski marsz swoim patronatem – red.). Stowarzyszenie Gorzów 66-400 poprosiło o patronat przewodniczącego Rady Miasta.

Przewodniczący Jan Kaczanowski odmówił.

SZ: Szkoda. Teoretycznie jest nas 10 proc. społeczeństwa. Nie wierzę, że jest jakaś rodzina w Gorzowie, która by się nie zetknęła z takimi osobami. Ewentualnie może nie być świadoma, że zna taką osobę.

Bernadetta Rojek: Pracujemy w różnych zawodach, każdy musiał się kiedyś zetknąć. Są lekarze, doradcy w punktach usługowych.

Ile osób deklaruje udział w marszu?

MD: Zgłosiło się 1,5 tys. To gorzowianie i przyjezdni, z Poznania, Berlina, z ościennych miast, jak Kostrzyn, Strzelce Krajeńskie, Drezdenko, Myślibórz. Liczymy jednak realnie, że będzie 500-700 osób.

BR: Byliśmy w Koszalinie na marszu i było 500 osób. Byłam pod wrażeniem, bo byłam przekonana, że zbierze się jakieś 40-50 osób i to wszystko. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia i te nastroje, nie sądziłam, że będzie tak liczna grupa.

Jaka była w Gorzowie reakcja na wieść, że będzie Marsz Równości?

MD: Po pierwszych informacjach na temat marszu mieliśmy dużo hejtu, kasowaliśmy na bieżąco na naszej stronie wszelkie obraźliwe i takie homofobiczne wypowiedzi

BR: Zarzucano nam, że sami walcząc o wolność, kasujemy te komentarze. Ale to była mowa nienawiści, bardzo obraźliwe rzeczy. Możemy rozmawiać z tymi, którzy się z nami nie zgadzają, ale kulturalnie

SZ: Na poziomie merytorycznym, ale jak te komentarze mają za zadanie tylko nakręcać tę spiralę hejtu, to nie ma o czym rozmawiać. Jeśli ktoś był na nie, ale widać było, że chce porozmawiać na poważnie, to dyskusja się rozwijała.

Radna Alicja Burdzińska z PiS zaapelowała do prezydenta, aby zakazał organizacji marszu. Pisała w interpelacji, że uczestnicy są „zwożeni z całego kraju autokarami, działacze LGBT poprzez swoje skrajne zachowania, takie jak niestosowny ubiór czy obrażanie uczuć religijnych katolików, budują złą atmosferę szyderstwa i nienawiści w celu spowodowania interakcji, która ma eskalować konflikt”. Co wy na to?

SZ: Gdyby radna chciała nas poznać, dowiedzieć się, dlaczego i po co organizujemy ten marsz, toby się z nami spotkała i porozmawiała. A potem mogłaby wyrazić swoją opinię.

Są obawy przed marszem?

MD: Nie boimy się.

Nie o to chodzi. Gdybyście się bali, nie robilibyście marszu. Są obawy, czy marsz nie zostanie zakłócony, że coś wymknie się spod kontroli?

MD: Jedynie o termin. Obawiamy się, że miasto się uprze i się nie zgodzi. Będziemy walczyć do ostatniej chwili. inne miasta pokazały, że to możliwe

SZ: Nawet Białystok poszedł, pomimo tego, co się działo. Marsz zawsze idzie.

MD: Nawet w Częstochowie były incydenty, ale marsz szedł dalej. W ostatniej chwili zmieniono trasę marszu, policja asekurowała, a marsz szedł dalej. Nie sądzę, że po tym, co się wydarzyło w Białymstoku, ktoś odważyłby się w nas w Gorzowie rzucać kamieniami, butelkami.

BR: Ochrona policji była na innych marszach naprawdę świetna. Mam nadzieję, że tak będzie i w Gorzowie.

SZ: Liczymy się, że ktoś może zakłócić, że przyjadą z innych miast. Pytanie tylko w jakiej sile i kto weźmie za nich odpowiedzialność. Ci, co zgłaszali inne manifestacje?

Ja byłem już na marszu w Poznaniu rok temu na 7 tys. osób i w tym roku byłem drugi raz: było 30 tys. Fantastycznie zabezpieczona impreza, W głowie się nie mieści, jak policja kontaktuje się z organizatorami, jak to można zaplanować. Mam więc nadzieję, że spotkamy się z policją nieraz. Chodzi przecież o to, aby ten marsz przeszedł bezpiecznie. To priorytet. To, co było w Białymstoku, dostało błogosławieństwo. I wiemy od kogo. A potem podziękowania w niedzielę.

Marsz Równości w Gorzowie
Marsz Równości w Gorzowie  Fot. Facebook

Myślę że Gorzów, jednak leży po innej stronie kraju. Marsz zawsze idzie, ale trzeba brać pod uwagę ryzyko i przewidywać. Dlatego liczymy, że prezydent szybko podejmie decyzję, bo od tego momentu policja będzie mogła się z nami kontaktować. Jeśli prezydent wyda decyzję negatywną, to mamy możliwość szybkiego reagowania, odwołania do sądu, a potem ustaleń z policją. Im więcej takich spotkań i omówienia działań, tym lepiej dla bezpieczeństwa. I to wszystkich, również tych, którzy ewentualnie będą kontrmanifestować. Trzeba brać pod uwagę, że bez względu na poglądy i to co sobą reprezentują, też mają prawo do zapewnienia bezpieczeństwa, jak i ci, co będą maszerować.

Kiedy spodziewacie się decyzji prezydenta?

SZ: Prezydent musi podjąć decyzję na 96 godzin przed planowanym terminem. Jeśli podejdzie do sprawy rozsądnie, wyda ją jak najwcześniej. Musi się liczyć z tym, że pójdziemy do sądu. Jeśli będzie zwlekał do ostatniej chwili, sam sobie robi krzywdę, bo po jego stronie jest zabezpieczenie imprezy.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Marsz Równości w Gorzowie. Zmienią planowaną trasę, aby marsz mógł się odbyć

Szkoda, że nikt – poza tą prośbą o przesunięcie terminu – się z nami nie kontaktuje. Przewlekanie sprawy w naszym odczuciu działa na niekorzyść, bo skraca czas przygotowania z policją. My ze swej strony i tak się przygotowujemy. I marsz pójdzie.

Zapisz się newsletter LGBT+ i otrzymaj 2 miesiące darmowego dostępu do Wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej