Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Bartosz Hryniewiecki pracuje w parku linowym w Nowej Soli. Jest społecznikiem, samoukiem w kwestiach zmian klimatycznych. Opowiada znajomym o problemach związanych m.in. z globalnym ociepleniem i wymieraniem gatunków. Ma 28 lat, mieszka w Przyborowie w powiecie nowosolskim.

Bartosz HryniewieckiBartosz Hryniewiecki Fot. Mateusz Pojnar

Mateusz Pojnar: Jesteś ekologiem?

Bartosz Hryniewiecki: – Ekologia sama w sobie to strasznie szerokie pojęcie. Ja łączę ją z minimalizmem. Od wujka usłyszałem ostatnio: ty to dziwny się zrobiłeś, Bartek.

A zrobiłeś?

– Inaczej patrzę na świat. Gdy malowałem z kolegami deski w parku linowym w Nowej Soli, gdzie pracuję, krzywiłem się, że farba śmierdzi. Oni, że za to drewno wytrzyma dłużej. Owszem. Normalnie wytrzymałoby 60 lat, a z waszym malowaniem 65. Dla mnie to żadna różnica. Można opierać się na czasie – on niszczy wszystko, ale jednocześnie wszystko naprawia.

Niedawno wróciłeś ze szkolenia fundacji Zielona Akcja. Mówiliście o przyrodzie łagodzącej zmiany klimatu.

– Byłem w sali jednym z nielicznych, którzy nie są związani np. z samorządem czy jakąś radą osiedlową. Trochę pojechałem tam z przypadku. Siedziałem z paniami z wydziału ochrony środowiska w Zielonej Górze. One stykają się z tymi problemami na co dzień. Dwie rzeczy najbardziej mi utkwiły w pamięci.

Jakie?

– Pierwsza z nich to różnorodność gatunkowa, druga – niebieska i zielona infrastruktura, czyli mała retencja. Bo woda leci w kranie, płynie w rzeczce, ale chodzi o tworzenie nowych przestrzeni, miejskich i wiejskich, które retencjonują wodę. Dobrych praktyk jest mnóstwo. Są ważne, bo klimat się ociepla i zasoby wodne się kurczą.

Słyszałem, że ekologicznie indoktrynujesz swoich kolegów?

– Moi znajomi nie interesują się problemami z klimatem. A ja jestem na takim etapie, że ciężko mi cały czas gadać o zakupach, serialach, Netfliksie i innych pierdołach. Bo coraz częściej mam ochotę uświadamiać rozmówców o zmianach w klimacie, wylewać to dalej. Nie dlatego, żeby wyjść na najmądrzejszego. Wiele osób już zaczęło to robić: oni pracują, żeby zapewnić swój byt, ale cała reszta poza pracą to działanie w temacie środowiska. Jako przykład działań podobnych aktywistów podaje akcję w Londynie sprzed paru miesięcy. Podczas debaty o brexicie weszli na golasa do Izby Gmin i mówili do deputowanych: „Wy zapomnijcie o brexicie. Zacznijcie myśleć, co będzie z Ziemią za 15-20 lat”.

Co myślisz o polskich politykach? Prezydent Andrzej Duda wątpi w zmiany klimatyczne, w to, w jakim stopniu przyczynia się do nich człowiek.

– Może prezydent nie jest skłonny w to uwierzyć, że przyczynia się i to w znacznym stopniu. Ale z drugiej strony, nie jest jeden. Nie słyszę w ogóle, żeby polscy politycy mówili poważnie o problemach klimatycznych.

A Biedroń? Mówi przecież często.

– Ale inni nie stawiają tego na pierwszym planie. W ogóle polityk w 95 proc. myśli o sobie, jak każdy z nas, a co dopiero o klimacie. Jako ludzie nie potrafimy się adaptować do zmian klimatycznych. Tkwimy w tym biernie, bo jest nam dobrze. A zwierzęta się dobrze adaptują. My dostaliśmy od losu więcej od nich – nie wiem, jakim prawem – i nie korzystamy z tego.

A w Polsce co cię denerwuje w kwestii zmian klimatycznych? Braki w edukacji?

– To na pewno. Chciałbym ściągnąć młodzież i poopowiadać im o klimacie. I wierzyć, że ktoś się pojawi. Cieszę się, że uczniowie robią strajki klimatyczne, był choćby w Kożuchowie. Nie zdajemy sobie sprawy, że środowisko naturalne jest ważne, bo jesteśmy jego częścią. Ludzie śmiecą i to żadna nowość. Była w Nowej Soli akcja czyszczenia lasów – super, cieszę się. Sam we wrześniu to robiłem, ale nie wyszło to tak efektywnie. Jak widzę, że ludzie śmiecą, staram się zwracać uwagę.

Robię to też wśród bliskich, ganię, że nie segregują śmieci. Zmiany w klimacie zaszły już tak daleko, że temperatura nie zmieni się tylko dlatego, że – dajmy na to – 15 proc. będzie żyć świadomie. Wysokoemisyjnych praktyk jest mnóstwo. Chciałbym załamać całą branżę budowlaną, żebyśmy korzystali z drzew jako surowca odnawialnego.

Jesteś radykałem!

– W pewien sposób tak. Nie jem także mięsa, ale nie mam problemu z tym, że ludzie jedzą mięso.

Ty wolałbyś, żeby jedli owady.

– Na ogniskach, które czasem robię dla znajomych, przemycam trochę temat dbania o środowisko. Zacząłem właśnie od karmienia ludzi owadami. Ponoć żywi się nimi 60-70 proc. ludzi na świecie. My tego nie robimy. Nigdy wcześniej nie jadłem robaka, ale specjalnie zamówiłem sobie świerszcze, kumpel ma hodowlę. Smażyłem je na głębokim oleju i częstowałem przy ognisku. To był w pewnym stopniu performance. Nawet kiedyś myślałem, żeby założyć hodowlę owadów.

Można cię spotkać na trasie Przyborów-Nowa Sól. Jeździsz stopem.

– Ograniczyłem korzystanie z samochodu. A jak już jeżdżę, to bardzo ekonomicznie.

Lubisz wychodzić poza ramy. Zrobiłeś słynny happening: powiesiłeś nad Odrą na jednym z drzew przy drodze baner z pytaniem: „Czy Odra może wyschnąć”. Wisiał na wysokości oczu kierowców.

– Kiedy robiłem baner, zapisałem sobie w notatkach 12 różnych pytań, które mógłbym im zadać. I to pytanie o Odrę jest skrajne, dlatego je wybrałem, bo ono jest ostatnim etapem cyklicznych zdarzeń, które mogą nastąpić w naszej okolicy wskutek zmian klimatycznych. Prędzej drzewa się położą, słońce wysuszy Bukową Górę i ona się zsunie, ale potem może wyschnąć rzeka. Liczę na to, że ktoś zacznie drążyć w tym temacie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.