Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wioślarski światowy szczyt w 2019 r. rozpocznie się 25 sierpnia, a zmagania obejrzymy na torze regatowym w Linzu w Austrii. To będą zawody szczególne, wyjątkowo mocno obsadzone, bo właśnie tam zostanie rozdana większość przepustek olimpijskich.

Dwukrotna młodzieżowa mistrzyni świata w czwórce podwójnej przygodę z seniorskim wioślarstwem rozpoczęła wspaniale. W 2017 r. w Sarasocie w USA Olga Michałkiewicz z gorzowskiego klubu wsiadła do polskiej czwórki bez sterniczki i razem z Joanną Dittmann, Moniką Chabel i Marią Wierzbowską popłynęła po srebrny medal mistrzostw świata.

Rok temu w MŚ była piąta pozycja w finale A, były także dwa brązowe krążki mistrzostw Europy. Wiemy jednak, że wszyscy sportowcy uprawiający sporty olimpijskie tak naprawdę są zapatrzeni w igrzyska. To spełnienie marzeń, najpiękniejsze ukoronowanie ciężkiej, wieloletniej pracy. A gdyby tak jeszcze w Tokio w 2020 r. wspiąć się na podium...

Teraz liczą się tylko kwalifikacje olimpijskie, już za nieco ponad miesiąc. Jak one będą wyglądać w czwórkach podwójnych? Zdobędzie je osiem czołowych osad na MŚ w Linzu, czyli wszystkie z finału A i dwie najlepsze z finału B. Dwie pozostałe przepustki zostaną na regaty ostatniej szansy, które odbędą się w maju przyszłego roku w Lucernie w Szwajcarii.

Gdyby brać pod uwagę tegoroczne Puchary Świata, to w Poznaniu polska osada z Michałkiewicz w składzie zostałaby z niczym (czwarta lokata w finale B), za to ostatnio w Rotterdamie, gdzie karty mocno rozdawała też kapryśna pogoda, było premiowane miejsce – drugie w finale B, a więc ósme w łącznej klasyfikacji.

Trafną diagnozę tego, co dzieje się w czwórkach bez sterniczki, postawił Bogusław Gryczuk, dyrektor sportowy Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich: – Ta konkurencja ostatni raz była na igrzyskach w 1992 roku, a teraz, po bardzo długiej przerwie, wraca w Tokio. Stąd natychmiastowe zainteresowanie wszelkich wioślarskich nacji, także tych najmocniejszych. Widzimy, że konkurencja rośnie właściwie z zawodów na zawody. Wierzę, że nasze wicemistrzynie świata z 2017 roku dadzą sobie radę i spełnią swoje marzenie, popłyną prosto do Japonii. Obok siebie będą jednak miały dużo osad, naprawdę mocnych rywalek. O igrzyska powalczy 11 polskich osad. Marzymy o rekordzie i wywalczeniu ośmiu, a nawet dziewięciu osad, choć z pewnością to będzie bardzo trudne wyzwanie.

Olga Michałkiewicz jest optymistką. Wierzy, że osada cała w składzie z Sarasoty... – Jest w stanie pływać tak dobrze i skutecznie jak właśnie dwa lata temu w Stanach Zjednoczonych – powiedziała wioślarka AZS AWF Gorzów. – Wynik w Poznaniu faktycznie wywołał u nas małe tąpnięcie, ale trzeba było szybko się pozbierać. W Rotterdamie próbowałyśmy czegoś innego, nowej szlakowej, to było już lepsze pływanie. Cały czas jednak bardzo ciężko pracujemy, bo przecież liczy się tylko jak najlepszy wynik w Linzu. Oczywiście, że zwróciłyśmy uwagę na nasze miejsce w ostatnim Pucharze Świata, jeśli je powtórzymy, to weźmiemy kwalifikację olimpijską. Wiara w porządne pływanie naprawdę jest. Każde kolejne zawody to tylko test, bo cały sezon jest podporządkowany występowi w Austrii.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.