Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Społeczność obrońców zwierząt obiegła informacja, że wyrok na krowach z Ciecierzyc ma zostać wykonany zaraz po wyborach. Dotąd urzędnicy mieli się wstrzymywać z zabiciem krów, bo to niekorzystne wizerunkowo. Podobno urzędnicy dążą do jak najszybszego zabicia zdziczałego stada bez jego przebadania. Gdyby wykryto jakieś choroby, mogłoby to oznaczać kłopoty „epizootyczne” dla hodowli w regionie. To oczywiście chowanie głowy w piasek i zamykanie oczu na problem.

– Urzędnicy domniemują, że jest jakaś choroba. I z tego powodu trzeba wybić całe stado? Okoliczni rolnicy mają dużo krów, które są systematycznie badane. Gdyby krowy były chore, to dawno by wyszło – mówi Anna Dryglas, koordynatorka w gorzowskim inspektoracie OTOZ Animals.

Nie rozumie, dlaczego upierają się, aby zabić zwierzęta bez powodu tylko dlatego, że ludzie zawinili. Przez 20 lat nie potrafiono sobie poradzić z problemem, to postanowiono krowy uśmiercić. Tymczasem wystarczyło, że sprawa stała się głośna w całej Polsce i w ciągu dwóch dni znaleziono kilka razy więcej miejsc dla tych krów niż potrzeba.

– Dlaczego mamy zabijać, skoro jest dla nich bezpieczna przystań? Wystarczy wykastrować te 20 byków, aby krowy się rozmnażały. Nie trzeba ich mordować. Czy koniecznie musi popłynąć krew, aby urzędnicy byli zadowoleni? Co oni chcą udowodnić? Nie widać dobrej woli, tylko jedno mają na celu: zamordować te krowy. Tu są nowo narodzone cielaczki, jedna krowa ocieliła się nawet w sobotę. Są jałówki, które będą się cieliły. Transportowanie do rzeźni to będzie masakra. Ileż tu będzie cierpienia, cielaki, cielne jałówki tratowane przez byki, łamane nogi. To będzie jeden wielki ryk, po ludzku: krzyk cierpienia. Nie jest ważne, czy ktoś je mięso, czy jest weganinem, ale nie może się godzić na barbarzyństwo i zabijanie zwierząt bez potrzeby – mówi Anna Dryglas. – I jeszcze jeden absurd: nie możemy ich stąd zabrać, przetransportować do azylów, bo nie są zakolczykowane i przebadane. Za to transportować do ubojni można? – dziwi się inspektorka Animalsów. I dodaje, że wojewoda, który pochwalił się zdobyciem pieniędzy na zabicie stada, powinien raczej ogłosić: znalazłem pieniądze na rozwiązanie problemu, porozumiałem się z organizacjami pozarządowymi i postaramy się pomóc tym zwierzętom”.

Zamiast tego jest pospolite ruszenie obrońców zwierząt. Na Santockie Zakole koło Ciecierzyc, gdzie obecnie na ogrodzonym terenie przebywa stado, przyjechali protestować w weekend miłośnicy zwierząt m.in. z Poznania, Szczecina, Piły, Gdańska, Łodzi, Wrocławia. I oczywiście inspektorzy z gorzowskiego OTOZ Animals.

Krowy z Ciecierzyc stały się już sławne w całej Polsce. Były nie tylko pod okiem ich obrońców na nadwarciańskich łąkach podczas weekendu, ale w piątek w Warszawie za „życiem dla wolnych krów” protestowano przed siedzibą od Głównym Inspektoratem Weterynarii oraz Ministerstwem Rolnictwa.

Chodzi o stado 185 krów, które egzystują na łąkach i polach w gminie Deszczno. Właściciel nie interesuje się nimi, a zwierzęta wypasają się po okolicy, na uprawach innych rolników. Stwarzają też zagrożenie na drogach, nie są objęte opieką weterynaryjną i w większości nie są też nigdzie zarejestrowane, nie mają wymaganych przez prawo identyfikatorów i paszportów. Dlatego uznano je za nielegalną hodowlę. Na właściciela nakładano grzywny, ale to nie przynosiło skutku.

Wojewoda wystąpił do Ministerstwa Rolnictwa o pieniądze na likwidację stada i 24 kwietnia zdecydowano, że na ten cel zostanie przeznaczone 350 tys. zł.

Zdaniem lubuskiego wojewódzkiego lekarza weterynarii stado należy wybić, bo stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa, również zagrożenie epidemiologiczne. Zwierzęta nie były znakowane, rozmnażały się bez kontroli. Dlatego nie może być dalej hodowane ani też mięso z uboju nie może trafić do obrotu.

Tymczasem po tej informacji do działania przystąpiły organizacje ochrony zwierząt.

Przeciwko uśmierceniu zwierząt wystąpiło Polskie Towarzystwo Etyczne, stowarzyszenie naukowe działające przy Instytucie Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie.

Prof. dr hab. Andrzej Elżanowski, zoolog, etyk oraz adw. Karolina Kuszlewicz, rzeczniczka praw zwierząt przy PTE, wystąpili z wnioskiem do powiatowego lekarza weterynarii w Gorzowie o wstrzymanie decyzji o wybiciu stada. Argumentują, że orzeczone środki są niewspółmierne do problemu związanego z tymi zwierzętami, a wyrok Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim z 19 listopada 2018 r. objęty jest istotnymi wadami. Pojawiły się też nowe okoliczności w tej sprawie, czyli alternatywne możliwości, które są w zgodzie z Ustawą o ochronie zwierząt.

„Według naszej wiedzy stado znajduje się obecnie na ogrodzonym terenie i zwierzęta te mogą, po dokonaniu niezbędnych badań weterynaryjnych (zwłaszcza w kierunku chorób zakaźnych), zostać przyjęte do azylów prowadzonych przez organizacje pozarządowe, które są w trakcie opracowywania planu działania w tej sprawie” – piszą we wniosku. Wyrok sąd doprowadził też do sytuacji kuriozalnej, kiedy powołując się na ochronę zwierząt, decyduje się o ich zabiciu. Te sprzeczności stanowią podstawę do wznowienia postępowania z urzędu.

W ciągu zaledwie dwóch dni obrońcom zwierząt udało się zorganizować miejsce dla dużo większej liczby zwierząt niż potrzeba. Pomoc, jak poinformowała wrocławska „Wyborcza”, obiecuje m.in. Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (DIOZ).

– Chcemy zabrać wszystkie krowy i uratować je przed śmiercią, bo urzędy na całej linii jak zawsze zawiodły. Mamy dla nich miejsce i czekamy na zgodę od Ministerstwa Rolnictwa oraz głównego lekarza weterynarii. Pieniądze miały zostać przeznaczone na „utylizację mięsa nieznanego pochodzenia”, ale liczymy, że zostaną wykorzystane do badań. Czekamy na dobrą wolę urzędników – mówi „Wyborczej” Konrad Kuźmiński z DIOZ. Bydło może trafić do miejscowości Rańsko (woj. lubuskie), gdzie wolontariuszka i adwokat DIOZ posiada gospodarstwo z 1000 ha pól i łąk. Znajduje się tam również stary budynek PGR.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.