Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Główny i rozpieszczany bohater tej inwestycji to jeden z najnowocześniejszych śmigłowców ratunkowych w Polsce. Kosztował 28 mln zł. Ma ponad 700 koni mechanicznych i osiąga prędkość ponad 260 km na godz. To jeden z czterech modeli śmigłowców H135, które dostarczyła firma Airbus Helicopters. Dzięki szybkiej decyzji ówczesnego wiceministra rozwoju, dziś senatora RP Waldemara Sługockiego pieniądze z Programu Infrastruktura i Środowisko zostały przesunięte na zakup śmigłowca również dla Gorzowa. Warunek był jeden: musi powstać nowoczesna baza. To wzięły na siebie solidarnie władze województwa i władze miasta.

I wzięły bez oporów, bo dotąd północ województwa była „białą plamą” w zasięgu operacyjnym śmigłowców ratunkowych. W ratownictwie medycznym liczy się przecież każda sekunda. A o stacjonujący w Gorzowie śmigłowiec HEMS zabiegano już od ładnych kilkunastu lat.

Na początek powstała więc pod koniec 2016 r. przy szpitalu wojewódzkim baza tymczasowa: wielki brezentowy hangar na śmigłowiec i kontenerowe pomieszczenia dla ratowników. Od razu miała być budowana tuż obok stała baza. Wszystko przesunęło się jednak o dobry rok. Powód? Zwiększone koszty inwestycji. Wcześniej marszałek dała 3 mln zł i prezydent miasta dołożył tyle samo. Po przetargu okazało się, że to nie wystarczy. Nikt nie mógł przewidzieć, że ceny nagle poszybują o 30 proc. w górę. I tym razem jednak współpraca samorządu województwa i miasta była modelowa. Brakowało około 3,5 mln zł i wszyscy solidarnie złożyli się po połowie. Dziś nowoczesna baza przy ul. Dekerta – wybudowana za ok. 9,5 mln zł – jest już gotowa i czeka na przeprowadzkę ratowników.

DARIUSZ BARANSKI

Dyżur od świtu do zmroku

Niezależnie, czy to w tymczasowym kontenerze, czy w stałej bazie dyżur załogi HEMS wygląda podobnie. – Praca pilota zaczyna się o 6 rano. Wtedy dowódca śmigłowca robi tzw. preflight check, czyli sprawdza stan techniczny maszyny, czy wszystkie systemy funkcjonują prawidłowo. Ratownik rozpoczyna pracę o godz. 6.30 jest odpowiedzialny za sprawność sprzętu medycznego na pokładzie, stan gazów, np. tlenu medycznego itp. Jak przeprowadzimy te wszystkie czynności przygotowawcze, to przed godz. 7 jest podejmowana decyzja o tym, że śmigłowiec jest sprawny i zostaje wyhangarowany na miejsce postojowe, gdzie wyczekuje na wylot. Nie zawsze musi być wyprowadzony, czasem lepiej, jeśli zostanie w hangarze, jak zimą czy podczas burz – opowiada rat. med. Robert Hełminiak, kierownik filii Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Gorzowie.

Czas gotowości do wylotu zależy od odległości. Jeśli śmigłowiec leci w promieniu 60 km, wylatuje w ciągu 3 min od wezwania. Jeśli w promieniu 60-130 km, ten czas wynosi 6 min. – Musimy sprawdzić pogodę na tym docelowym terenie, mieć odpowiednią ilość paliwa, aby dolecieć na 120 km i wrócić.

Loty dalsze niż 130 km poza nasz rejon operacyjny są niezmiernie rzadkie, ale się zdarzają. Musimy być na nie gotowi, a wtedy czas przygotowania to 15 min – wyjaśnia Robert Hełminiak.

Po otwarciu bazy tymczasowej na zachodzie kraju, czyli między Goleniowem, Gorzowem, Zieloną Górą i Wrocławiem zdecydowanie poprawiły się warunki ratownictwa lotniczego.

– Gorzów był taką białą plamą na naszej mapie zasięgów. To 100 km w linii prostej do Goleniowa i 100 km w linii prostej do Zielonej Góry. Latanie na tak duże odległości śmigłowcami niekoniecznie jest zasadne. Chodzi przecież przede wszystkim o czas dotarcia do pacjenta i jego transportu do szpitala. Zanim śmigłowiec przyleciał z Zielonej Góry w okolice Gorzowa, potrzebował trochę czasu. W tej chwili mając tutaj stałą bazę w Gorzowie reakcja jest błyskawiczna i śmigłowiec jest naprawdę wykorzystywany, tak przez dyspozytorów z Lubuskiego, jak i Zachodniopomorskiego – mówi Robert Hełminiak.

A baza w Gorzowie na dodatek jest bardzo korzystnie zlokalizowana tuż przy wielospecjalistycznym szpitalu, na dodatek po sąsiedzku ze Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym. Śmigłowiec wykonuje podczas misji praktycznie tylko dwa odcinki: po pacjenta i z powrotem. Szpital jest tuż obok. Kiedy ratownicy przewożą pacjenta na pobliski SOR, dowódca odnawia w tym czasie gotowość śmigłowca, tankuje, robi przegląd. Kiedy wracają z SOR, trzeba tylko niekiedy uzupełnić zasoby medyczne, ale praktycznie od razu załoga HEMS jest gotowa do nowej misji. W innych ośrodkach śmigłowiec musi wrócić jeszcze do bazy (średnio to ok. 6-8 min), a odnowienie gotowości to 20 min i więcej.

Od pierwszej chwili śmigłowiec i załoga Ratownika 24, bo taką nazwę nowsi w systemie LPR gorzowski oddział, udowadnia swoją przydatność.

– Baza HEMS to podstawa bezpieczeństwa życia i zdrowia mieszkańców. Mamy największą gęstość dróg regionalnych w Polsce, 1500 km, autostrada A2, trasa S3 – wyliczała marszałek woj. lubuskiego Elżbieta Anna Polak podczas otwarcia bazy tymczasowej. A zaledwie dwie godziny później zespół HEMS z Gorzowa poleciał na swoją pierwszą misję do Dębna Lubuskiego, gdzie mężczyzna został przygnieciony podnośnikiem do sufitu.

– W 2018 r. załoga LPR z bazy w Gorzowie zrealizowała 528 misji. W ubiegłym roku była to druga baza dyżurująca od wschodu do zachodu słońca pod względem liczby wezwań – informuje Kinga Czerwińska, rzeczniczka prasowa LPR. Liczby mówią więc same za siebie.

Mieszkanie dla maszyny

Śmigłowiec lata już i ratuje ludzi od 2,5 roku. Co więc się zmieni po oddaniu stałej bazy?

– Zmieni się komfort pracy i pełnienia dyżurów, ale to jakby przy okazji. Dziś my nie narzekamy specjalnie, choć warunki są dość skromne. Na głowę nie pada, zimą jest ciepło i jakoś sobie radziliśmy. W nowej bazie jednak chodzi przede wszystkim o to, że to śmigłowiec będzie miał komfort „mieszkania”. Prawdziwy, ogrzewany hangar pod dachem, a nie namiot, który jest teraz. Jak jest zimą minus 10 stopni, to w namiocie jest minus 9. Natomiast sama praca załogi czy mechaników przy śmigłowcu w takich warunkach to spory dyskomfort. Nagrzewnice nie są w stanie do końca temu zaradzić. W nowej bazie śmigłowiec będzie wygrzany, będzie bezpieczny o każdej porze roku. Będzie stał na platformie samojezdnej, a nie trzeba będzie go wyciągać ciągniczkiem. A to pozwoli też dotrzymywać tego czasu operacyjnego trzech minut. Ta baza to będzie więc komfort dla maszyny, i to jest podstawowa rzecz, której potrzebujemy. A reszta bazy to już przyjemny dodatek do funkcjonowania – wyjaśnia Robert Hełminiak.

Dodatek przyjemny, ale też niezbędny. Jak na przykład część hotelowa. Kadra gorzowskiej bazy to trzech pilotów, trzech ratowników HEMS i sześciu lekarzy. – W trójkę spędzimy święta na dyżurze – uśmiecha się Robert Hełminiak, kiedy rozmawiamy w Wielką Sobotę. Problem jednak w tym, że w Gorzowie nie ma pilotów śmigłowca, podobne kłopoty są zresztą w ogóle w tej części kraju, bo tu nie było dużych wojskowych baz śmigłowcowych. A lotnicze Pogotowie Ratunkowe opiera się głównie na pilotach z wojska. – Dowódcy śmigłowców są z Bydgoszczy, Łodzi czy Krakowa, gdzie były duże bazy. Są zatrudnieni jako piloci w Gorzowie, ale muszą dojechać na dyżury. W kontenerze mamy malutkie pokoiki, to spora uciążliwość i gorsze warunki wypoczynku. Teraz będzie odpowiednie zaplecze, to się sprawdza w innych bazach – mówi Hełminiak.

Śledzi i dogląda powstawanie nowej bazy każdego dnia, od fundamentów. Obiekt jest już prawie gotowy, są prowadzone końcowe odbiory, kosmetyka. pierwszy planowy dyżur ma być 23 maja. Otwarcie oficjalne kilka dni później. W wolnych chwilach załoga dogląda dużego trawnika wokół lądowiska. Czy trawa wzejdzie na przyjazd VIP-ów? – O tak, przydałoby się – śmieje się Robert Hełminiak – Ale czekamy na trawę przede wszystkim dlatego, że przy starcie i lądowaniu z tej suchej ziemi wzbijają się straszne tumany kurzu – dodaje.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.