Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

List mamy tegorocznych ósmoklasistów zdobył w ciągu kilkunastu godzin ponad 6 tys. udostępnień na Facebooku. W poniedziałek, gdy dzieci pisały egzamin, ich mama postanowiła napisać list do rządu.

– Próbujecie wmówić nam, rodzicom, że to nauczyciele spowodowali ten kryzys. Prawda jest taka, że uczniowie nie zostali porzuceni przez nauczycieli, a przez was! Tworząc rząd, reprezentujecie wszystkich Polaków. Oczekuję, że w końcu weźmiecie odpowiedzialność za to, co się dzieje – tak rozpoczęła list do rządu i do minister edukacji Lucyna Zembowicz*, mama Emila i Zosi.

Zrobiło mi się przykro

Chłopiec ma 14 lat, dziewczynka jest o rok młodsza (poszła do szkoły jako sześciolatek), zdają razem egzaminy w podstawówce na Ursynowie. W poniedziałek ich mama odwiozła je do szkoły.

– I zobaczyłam napis „strajk”. Zrobiło mi się przykro, że moje dzieci muszą pisać egzaminy w takiej atmosferze. I wtedy dotarła do mnie odwrotność całego przekazu o strajku. Bo wcześniej uległam, jak wielu z nas, manipulacji, która jest w medialnym przekazie. By winić za strajk właśnie nauczycieli – mówi Lucyna Zembowicz.

Wróciłam do domu, ugotowałam dzieciom zupę i nie mogłam znaleźć sobie miejsca. – No to napisałam, to co mi spokoju nie dawało – mówi.

Przeproście miliony dzieci

Mama uważa, że ruch jest po stronie tych, którzy tą oświatą zarządzają. Frustracja nauczycieli nie wzięła się tylko z tego, że są źle opłacani, ale z całej reformy.

– Którą od dwóch lat przeżywają nauczyciele i nasze dzieciaki – mówi mama Zosi i Emila.

Przestańcie manipulować opinią publiczną i ukazywać nauczycieli w złym świetle, weźcie odpowiedzialność za ich strajk. Nie chcę, by nasze dzieci były ofiarami zaniechań waszych negocjacji z nauczycielami oraz pośpiesznie i nieudolnie wprowadzonej reformy. Miejcie odwagę przyznać się do błędu i przeproście za to, że miliony uczniów są od tygodnia pozbawione nauki.

Lucyna Zembowicz dziś jest warszawianką, ale przez lata mieszkała w Zielonej Górze. Chodziła do Szkoły Podstawowej nr 13, potem do VII LO. Dziś wspiera swoich nauczycieli. Do napisania listu zainspirował ją wpis zielonogórskiego historyka z I LO.

– To co mamy, to potworny kryzys. Nagle 5 milionów małych ludzi nie chodzi tam, gdzie powinno chodzić o tej porze roku. To tak naprawdę destabilizuje cały kraj, bo rodzice muszą sobie z tym poradzić. Ale proszę, rodzice, nie wińcie za to nauczycieli – mówi. Do nauczycieli ma prośbę, żeby w strajku wytrwali. – Nie gaście ducha. A ten czas poświęćcie na rozmowy o zmianie polskiej szkoły.

Zembowicz nie sądziła, że jej apel będzie miał taki odzew.

– Widać, że coś się nagle pootwierało w ludziach. Piszą do mnie nauczycielki z małych miejscowości, które mówią, że są zaszczute, że taki głos to coś cennego. Ale z drugiej strony wiem, że otworzyłam puszkę Pandory. Bo na mój profil wchodzą różni ludzie i pytają „co to za baba, dlaczego miała czelność?” – mówi.

– A co to za baba?

– Zwykła mama, zwykłych dzieci.

Lucyna Zembowicz*, jest mamą Zosi i Emila, skończyła zielonogórskie VII LO, potem filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zajmuje się organizacją pokazów filmowych, jest twórcą projektu Films for Food, który rozwija kulturę kulinarną w Polsce poprzez film, który traktuje jako narzędzie edukacji i nośnik zmian społecznych.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.