Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Minął tydzień pełen napięcia, skończył się piąty dzień strajku nauczycieli. – Nastroje wśród nauczycieli są dobre, choć ostatnie dni podczas egzaminów gimnazjalnych były trudne. A od przyszłego tygodnia kolejne tym razem u nas. My jednak strajkujemy, w komplecie, z wyjątkiem księdza i katechetki – mówi nauczycielka z jednej z gorzowskich podstawówek. Protest będzie trwał, a nauczyciele będą strajkować i przychodzić do szkoły również do samych świąt.

Na wiec na Wełnianym Rynku przyszło ponad 300 osób. Byli wśród nich nauczyciele, również dyrektorzy szkół, którzy strajkować wprawdzie nie mogą, ale chcieli w ten sposób poprzeć strajk.

– Byłam nauczycielką przez 31 lat i ciągle słyszeliśmy, że nie czas, że nie można strajkować, bo przecież dzieci, bo przecież uczniowie. W czasie mojej pracy były strajki, strajki ostrzegawcze, ale nie było nigdy takiej sytuacji, żeby wszyscy nauczyciele, w tak wielkiej liczbie szkół potrafili się zjednoczyć i wreszcie powiedzieć „nie”. Problem w oświacie to nie jest problem tych ostatnich lat Powiedzmy sobie szczerze: cały czas byliśmy zaniedbywani. Ale to co wyprawia obecna władza, to się nie mieści w głowie. Premier naszego rządu mówi, że nauczyciel mało pracuje, bo ma dużo wolnego. To jest hańba, jak można powiedzieć coś takiego. Marszałek senatu mówi, że przecież nauczyciel powinien pracować dla idei, tak jak on. Mając 13 tys. miesięcznie też bym pracowała dla idei. Nie możecie teraz odpuścić, bo rząd przejedzie po was jak buldożer – mówiła jedna z gorzowianek.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.