Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Za każdym razem hala przy Czereśniowej wypełniona do granic możliwości, europejskie puchary, medale, dramatyczne, niezapomniane mecze. Stilon był firmą, miał wielki zespół, a jedną z jego gwiazd był przyjmujący Jarosław Wojczuk. To wtedy gorzowska siatkówka odniosła dwa największe sukcesy. W 1999 r. w ekstraklasie byliśmy na trzecim miejscu, zabraliśmy brązowe medale, a rok później zostaliśmy wicemistrzami Polski. I jeszcze pamiętny finał Pucharu Polski w 1997 r. w Radomiu. Zwycięski mecz o pierwsze miejsce, 3:0 z Mostostalem Kędzierzyn-Koźle, w ostatnim secie 15:0...

52 lata, dopiero tyle 8 czerwca skończyłby Jarosław Wojczuk. Odchodzi od nas niespodziewanie, w sile wieku. Pochodził ze Szczecina, był wychowankiem tamtejszej Stali Stocznia. W czasie długiej, siatkarskiej kariery zapamiętali go kibice w Zduńskiej Woli, Sosnowcu, Pile, Międzyrzeczu, Radlinie... Na zawsze pozostanie również w naszych wspomnieniach, fanów gorzowskiej siatkówki.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.