Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem maturzystką i obecnie nie mam zbyt wiele czasu na sprawy, które nie są nauką (dolce vita!). Wiele aktualności mnie omija. Jednak chciałabym dodać swój głos do quasi-dyskusji dotyczącej kondycji oświaty i strajku. Nikt mnie o to nie pyta. A ja chcę móc powiedzieć: jestem ZA.

Wierzę w racje nauczycieli i sens tych działań, bo wiele im zawdzięczam.

Słuchając negatywnych opinii o podwładnych pani minister Zalewskiej (nie brakuje ich przecież w mediach), zdałam sobie sprawę, że wśród wielu podziwianych przeze mnie dorosłych jest mnóstwo belfrów! I zamierzam o tym napisać. Jestem im dłużna ten głos.

Pani Jagodzie, która z cierpliwością i wyrozumiałością spoglądała na me pierwsze kroki ku samodzielności. Dzięki niej stałam się dziewczyną, którą jestem teraz – zakochaną w wilkach, naturze i sztuce; upartą trzpiotką. Moje sukcesy humanistyczne i artystyczne nie miałyby miejsca bez jej wsparcia i słów pełnych zachęty, była pełną charyzmy i ciepła mentorką!

Panu A.S. – najdzielniejszemu i najtwardszemu ze wszystkich nauczycieli, któremu zawdzięczam na liczniku życia kilometry przepłynięte wpław i kajakiem, pęcherze na dłoniach i najwspanialsze wspomnienia z wypraw z utworzoną szkolną kajakarsko-ratowniczą ekipą. Okazał się Pan inspirującym i zagrzewającym do walki trenerem, ale również poetą, miłośnikiem sztuki i cóż... filozofem. Jako jedyny i niepowtarzalny Mistrz Yoshi, Admirał i guru zawsze będzie dla mnie i moich przyjaciół legendą i wzorem do naśladowania.

Wielu nauczycieli, których przyszło mi spotkać, pokazało, jak ludzką istotą potrafi być belfer. Najlepsze żarty i wybuchy śmiechu miały miejsce właśnie w szkole i nie było wspanialszego momentu niż ten, gdy nauczyciel przyłączał się do naszych dowcipów lub wykazywał się potęgą swojego dorosłego obycia i poczucia humoru, by „zdusić bunt” poprzez żartobliwe i pełne dystansu odpowiedzi.

Jestem winna ten list jednej z najdowcipniejszych nauczycielek przyrody, pani Sylwii, której czuły słuch potrafił wyłapać najostrożniej wyszeptany dowcip i przerodzić go w potężne wybuchy śmiechu całej klasy. Przyroda była naprawdę kwitnącą lekcją! W następnych latach Pani Eliza wykazała również godną podziwu wytrwałość i hart ducha, z humorem odpowiadając rykoszetem na szalone pomysły dojrzewających nastolatków, nie rezygnując z przygotowania nas do olimpiad, konkursów i egzaminów.

Piszę także ze względu na najwybitniejszych poliglotów – Panią K.S. czy Pana D.B. Towarzyszyli mi od czasów dzieciństwa w podróżach przez surowe, pełne wiatru wzgórza Szkocji, angielskie campingi i gwarne ulice Londynu, zarażając swoim ciętym dowcipem, nieustającym animuszem i swobodą obycia. Gdy spotykam ich dzisiaj, wiem, że za oficjalnym „Dzień dobry” kryją się najmilsze wspomnienia wielu przeżytych przygód i podróży.

Piszę z powodu Pań i Panów od... chemii, matmy, francuskiego, wuefu, polskiego...

No właśnie: „Laus alit artes” – prawdziwą sztuką są lekcje prowadzone przez legendę naszego liceum – panią B.S. Każdy człowiek mający szczęście uczestniczenia w wykładach zakochałby się w rodzimym języku i stał koneserem literatury, zarówno klasycznej, jak i tej nowszej, przebijającej dopiero swoją drogę do sukcesu. Charyzmatyczna i czarująca, rozbrajająco szczera i pełna zapału – przewodniczka przez literacki świat zawiłych intryg, złożonych i skomplikowanych uczuć, siejąca ziarno zwątpienia skłaniające do pytań i poszukiwań mądrości.

Czas dopiero pokaże, ilu wybitnych humanistów i pisarzy wyłoni się spod tych skrzydeł. Być może jeden z nich napisze kiedyś list w obronie swoich Mistrzów i Mentorów... Sformułuje piękniej słowa podziękowania, które słyszą zbyt rzadko.

Gdy podróżuję, chętnie wysyłam moim przyjaciołom pocztówki. Kiedy adresuję barwne tekturowe prostokąty, często wpisuję tam adresy szkół, dawnych i obecnej. Niech ten list będzie taką barwną kartką z podróży zwanej „Życie”, zawierającą podziękowania za to, że dzięki także Nauczycielom jestem najlepszą wersją dzisiejszej siebie. Nie wiem, czy jutro spotkamy się w szkole. Rozumiem dobrze, że ten protest to nie fanaberia, tylko twarda walka. Bój o to, by w końcu publicznie zdjąć ołowianą garsonkę Siłaczki, którą społeczeństwo tak chętnie widzi na torsach nauczycieli. Życzę, by Nauczycielom powiodła się walka o finanse, estymę i warunki pracy na miarę cywilizowanego państwa położonego w sercu Europy.

Powodzenia.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.