Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

25-letni Tomek chciał zdawać egzamin na prawo jazdy w aucie, które zna. Szkolił się na toyocie yaris. I dokładnie ten model, dobrze znany Tomkowi, podstawiła jego szkoła nauki do WORD. Od 2013 r. zielonogórski ośrodek, jako pierwszy w Polsce, wprowadził możliwość zdawania egzaminów na autach szkoleniowców. Powody były dwa – mniejszy stres kursantów, większe oszczędności dla WORD, który nie musiał eksploatować swojej floty.

Ale mimo że auto zostało podstawione, Tomek nie mógł na nim zdawać egzaminu. Egzaminatorka poprosiła go o pokazanie dowodu rejestracyjnego i polisy OC auta, ale tych Tomek nie mógł odszukać. Egzaminatorka odmówiła przeprowadzenia egzaminu bez dokumentów.

– Byłem w wielkim stresie. Nie mogłem czekać, aż przyjedzie szkoleniowiec z nauki jazdy i je odnajdzie, bo musiałem wracać do pracy – mówi 25-latek, który uległ presji i wsiadł do auta proponowanego przez WORD. Tyle że kią nigdy nie jechał. Egzamin oblał.

– WORD to państwo w państwie. W całej Polsce kierowca nie musi mieć dokumentów auta, ale mój syn musi. Jak to się ma do prawa? – pyta mama 25-latka.

Sprawdzamy!

Czy słusznie WORD domagał się od kursanta okazania polisy OC i dowodu rejestracyjnego? Czy egzaminator miał prawo odmówić jazdy autem bez dokumentów? I co by się stało, gdyby zatrzymała ich policja? Jak to się ma do Ustawy prawo o ruchu drogowym, w którym w października ub. roku zmieniono zapis, że nie musimy wozić tych dokumentów przy sobie?

Ireneusz Plechan, p.o. dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Zielonej Górze, tłumaczył „Wyborczej”, że posiadanie dokumentów auta owszem nie jest konieczne, ale jedynie wtedy, kiedy pojazd jest w ruchu miejskim. Na egzamin trzeba podstawić samochód, który spełnia wymagania.

– Wśród nich jest posiadanie dokumentów, które wskazują, że jest to samochód szkoleniowy – przekonywał.

Eugeniusz Kubiś jest właścicielem Motorexu, działa na rynku od 30 lat. Kubiś był także właścicielem pierwszego prywatnego auta w Polsce, które zostało wykorzystane do egzaminowania w kraju. Uważa, że WORD popełnił błąd.

– Musimy podstawić auto szkoleniowe i to wynika z umowy, którą podpisujemy z ośrodkiem. Ale formalności powinny być dopięte na linii pracownik WORD – pracownik szkoły. Bo niby dlaczego kursant ma pokazywać te dokumenty, coś udowadniać? – pyta Kubiś. I celnie spostrzega, że to nie kursant miał obowiązek przygotować auto do egzaminowania, a jego szkoła.

– Gdy pojazd zostaje przekazany pracownikowi WORD, ten sprawdza m.in. czy w aucie poprawnie działają kamery. Powinien w tym czasie sprawdzić „papiery”. Co stało na przeszkodzie? – pyta Kubiś.

Wewnętrzne przepisy

Plechan powołuje się jednak na wewnętrzne przepisy WORD, te mówią, że jeśli zdający nie okaże dokumentów auta, egzamin albo odbywa się w innym samochodzie, albo zostaje odłożony do czasu znalezienia dokumentów. Tyle że szkoleniowcy zarzucają mu, że to archaiczne paragrafy.

– Jeszcze pół roku temu, przed nowelizacją, zapisy mogły mieć sens. Wtedy owszem, egzaminator musiał przedstawić dokumenty np. podczas policyjnej kontroli. Widocznie do dyrektora nie dotarło, że wszystko jest teraz scyfryzowane. Jeśli zwykli kierowcy nie muszą ich wozić, nie muszą robić tego także kursanci. My także ich nie wozimy podczas nauki – tłumaczy inny szkoleniowiec, który chce zachować swoją anonimowość. I wskazuje, że przepisów, na które powołuje się dyrektor, nie znajdziemy na stronie internetowej ośrodka.

W zakładce „przebieg egzaminu praktycznego” nie ma ani słowa o tym, że to kursant musi okazać dokumenty pojazdu.

Kubiś: – Po co tym ludziom robić dodatkowy stres? Po co mają szukać dokumentów i ich nie daj Boże nie znaleźć? – pyta. I dodaje, że skoro WORD nie dostosował się do zmiany przepisów prawa o ruchu drogowym, powinien przeprowadzić kolejny egzamin na swój koszt.

Co z policyjną kontrolą?

O to, czy auta szkół nauki jazdy muszą mieć dokumenty, zapytaliśmy policjantów z lubuskiej komendy.

– Nie żądalibyśmy okazania tych dokumentów, tylko dlatego, że jest to pojazd szkoły nauki jazdy. Prawo jest równe wobec wszystkich – tłumaczy Marcin Maludy, rzecznik lubuskiej policji.

Policjanci podpowiadają, że obie kwestie można sprawdzić w sieci, na zaufanych i rządowych stronach. Wystarczy znać numer rejestracyjny auta. Czy auto ma ważną polisę OC sprawdzi każdy Kowalski na stronie Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego [ufg.pl]. To nam ułatwi np. ustalenie polisy sprawcy kolizji czy wypadku, a tym samym wypłatę odszkodowania.

To, czy auto ma ważne badania techniczne, sprawdzimy na rządowych stronach, które przedstawią nam bezpłatny raport z Centralnej Ewidencji Pojazdów (CEPiK). Rozwiązanie znajdziemy na stronie www. historiapojazdu.gov.pl, wdrożyło je Ministerstwo Cyfryzacji.

Na obu stronach znajdziemy dane z zaufanego źródła.

Może z nich skorzystać każdy internauta, także dyrektor Plechan i jego egzaminatorzy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.