Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chciałam badać dokumenty w IPN. Albo być naukowcem, jeździć na konferencje po świecie. Ale nic z tego się nie spełniło. Po studiach historycznych czekała na mnie jedynie praca w szkole. Na początku ją bardzo lubiłam. Ale potem mniej. Bo praca z dorastającą młodzieżą jest trudna. I z roku na rok robi się coraz trudniejsza. Poza tym nikt nie szanuje nauczycieli historii.

Gardło. Odzywa się raz na miesiąc. Piecze, boli, nie mogę mówić. Moja laryngolożka (chodzę do niej prywatnie, inaczej czeka mnie miesięczna kolejka) ostrzega, żeby nie nadwyrężać strun. Najlepiej tydzień nie mówić. Ale jak mam to zrobić? Robić milczące lekcje? Jak mówię dyrektorce, że potrzebuję kilku dni wolnego, bo struny muszą się zregenerować, mówi „odpoczniesz w wakacje”. Piję surowe jajka, robię inhalacje z soli fizjologicznej. I walczę, żeby się na klasę ani trochę nie wydrzeć. Efekt? Wchodzą mi na łeb.

Wakacje, święta. Są, ale nie trwają dwóch miesięcy. Już w sierpniu regularnie kursuję do szkoły – są rady pedagogiczne, malowanie sal, porządki. Właściwie praca w szkole dała mi drugi zawód – robotnika budowlanego. Nauczyłam się sama malować ściany, zdzierać starą lamperię. Ostatnio układałam panele w klasie. Owszem, nie sama.

Pomagali mi rodzice, ale żadna z moich koleżanek nie układała paneli w swoim biurze. Oklejam stare meblościanki z PRL, sklejam prujące się mapy.

Czasami czuję się, jakbym była kustoszem w muzeum. Koleżanki zazdroszczą mi długich wakacji w szkole. Tyle że one wyjeżdżają, a ja zostaję w domu. Nie stać nas. Spłacamy z mężem mieszkanie.

W szkole nie ma pieniędzy. Jest postęp, bo nie trzeba za każdym razem płacić za ksero, papier (zrzucamy się po 50 zł na początku roku). Ale gdy chcę kupić nową książkę, atlasy, słyszę ciągle „nie mamy pieniędzy”. A książki do historii się szybko dezaktualizują... Żeby lekcje nie były nudne, staram się zabierać uczniów na wycieczki. Jak ktoś nie ma pieniędzy na bilet autobusowy, wyciągam z własnego portfela. Rzadko kiedy oddają. Podobnie z książkami. Wolę zrobić ksero omawianego tematu.

Przerwa świąteczna? Nie mam. W tym czasie sprawdzam próbne egzaminy. Kiedy moje koleżanki pieką pierniczki ze swoimi dziećmi, ja rozbijam bank z arkuszami. Sprawdzenie jednego zajmuje mi co najmniej pół godziny. W jednej klasie mam ok. 30 uczniów. A klas mam w tym roku osiem, do tego cztery lekcje WOS i pół etatu historii w drugiej szkole. Ktoś powie, to po co tyle brałaś? A ja dziękuję, że mam te dodatkowe godziny. Dzięki temu mogę kupić nowe trampki mojemu synowi, wysłać na naukę angielskiego. Nauczyciele matematyki, języków mogą dorobić, dając korepetycje. Ale korepetycji z historii lub WOS-u żaden uczeń nie chce.

Wycieczki szkolne. Dzieciaki się bardzo cieszą, ale kiedy zabierasz na wycieczkę dorastającą młodzież, możesz być pewna, że nie zmrużysz oka przez trzy dni. Sprawdzasz, czy nie przemycili piwka, wina albo czy ktoś komuś nie wszedł do łóżka.

Kiedyś na wycieczkę swoim autem dojechał 20-letni chłopak 16-letniej uczennicy. I on do mnie mówi, że Klaudia, będzie dziś spać z nim. I on ją zabiera do hotelu. Ciągnie ją, a ja jego.

Ona w miłosnym amoku, mówi, że jak jej nie puszczę, zejdzie po kratach balkonu – z drugiego piętra. Co mi zostało? Obudzić w środku nocy rodziców. Ojciec był w Międzyzdrojach po dwóch godzinach. Zrugał mnie, córkę zabrał. Odetchnęłam.

Praca w szkole to strach, bo to wielka odpowiedzialność. Dziecko złamie rękę, nogę, a rodzic może cię pozwać. Widmo płacenia za leczenie, renty jest przerażające. Dlatego uczniów pilnuję. Na wycieczki biorę jeszcze asystę dwóch rodziców.

Ubierz się! Nauczyciel nie może źle się ubierać. Musi mieć zawsze porządne buty, torebkę. Odkładam pieniądze i kupuję ciuchy na wyprzedażach. Staram się mieć zawsze coś modnego. Wiem, że to głupie, ale konieczne. Uczniowie wnikliwie cię obserwują i oceniają. Niestety, kolejne pokolenia bardzo materialistycznie podchodzą do życia. Nauczycieli traktują jak nieudaczników, którzy nie zrobili własnych interesów, bo ich zdaniem byli za głupi, za słabi, a może za mało inteligentni? Smutno to przyznać, ale jest tak, że dla tych dzieciaków nauczyciel rośnie w oczach, jak przyjdzie w firmowej kurtce, z nowym smartfonem albo zmieni auto na lepsze. Czasem nawet przestają pyskować. Ich kompletnie nie interesuje, jak bardzo wartościowymi, mądrymi ludźmi są ich nauczyciele.

Kiedyś podsłuchałam na korytarzu rozmowę dwóch panienek, jedna drugiej tłumaczyła: Stara, daj spokój, chyba nie zamierzasz się martwić tą tróją z chemii od baby, która chodzi w starych butach z Tesco.

Codziennie rano, zakładając buty, sprawdzam, czy nie są już za bardzo sfatygowane.

A wydawało się, że pracuję w liceum z marką, gdzie dzieci są lepiej wychowane.

Wypalenie. Pojawiło się po pierwszych pięciu latach. Maturzystom nie tak poszedł egzamin. Choć tłukliśmy, wałkowaliśmy materiał. I naprawdę świetnie go opanowali. Egzamin jednak nie poszedł na same piątki i szóstki. Wtedy zrozumiałam, że mogę nauczyć wszystkiego, ale system orzeknie, że nie nauczyłam ich nic. To mnie załamało. Żal mi było uczniów, żal siebie. Zrozumiałam wtedy, że nie mogę uczyć tak, jak mnie uczono, żeby człowiek miał szeroką wiedzę, wyrobiony światopogląd. Muszę uczyć mechanicznie, pod arkusz, tłuc go, uczyć dzieciaki schematów. Wiem, że kolejne roczniki za kilka lat nic nie będą pamiętać, niewiele rozumieć, te arkusze nauczą ich tylko, jak być w życiu cwanym.

Wyrzuty wobec własnego dziecka. Nauczyciel pracuje 20 godzin w tygodniu, to każdemu wydaje się, że nauczyciel idzie do szkoły na cztery godziny. Brzmi jak bajka, ale nie u nas. Nie ma takich dyrektorów, którzy tak układają plan lekcji. Ja często idę do pracy na 9 godzin, bo mam w tym trzy okienka, w tym jedno dwugodzinne. Pierwszy miesiąc po ustaleniu planu próbuję jeszcze coś zrobić, zamienić się z innymi nauczycielami, wstrzelić inną klasę w okienko, ale rzadko się to udaje. Co robić? Wychodzę na zakupy, na pocztę.

Na okienkach nie da rady sprawdzać klasówki, przygotować się do kolejnych lekcji. Ciasny pokój nauczycielski, małe stoliki, gwar i opowieści koleżanek. Jest tak ciasno, że nawet nie masz gdzie tych kartkówek odłożyć. Więc sprawdzanie robię po nocach. Gdy uśpię swoje dziecko, męża, a w domu jest cicho, siadam do poprawek. Musi być cicho, żeby się nie pomylić. Nie chciałabym nigdy skrzywdzić żadnego ucznia.

Kładę się spać o drugiej, trzeciej nad ranem. O szóstej pobudka, przed pracą muszę odwieźć syna do przedszkola. Odbieram go zazwyczaj ostatnia. Jest mi przykro, gdy czeka ostatni na mnie w przedszkolu. Nauczycielki nigdy nic nie mówią. Wiedzą, gdzie pracuję.

Drodzy nauczyciele, jak wygląda wasz dzień w pracy? Napiszcie do „Wyborczej”. Do zdobycia roczna prenumerata

W szkole i w domu, bo przecież tam też dużo pracujecie. Ile godzin poświęcacie pracy, jakie dostajecie za to wynagrodzenie? Co lubicie najbardziej w swoim zawodzie, a co chcielibyście natychmiast zmienić?

Pokażcie nam prawdziwy dzień nauczyciela, dzień z waszego życia, opiszcie go przed strajkiem. Każdy nauczyciel, który podzieli się z nami swoim doświadczeniem (adres: listy@wyborcza.pl), a jego list zostanie przez nas opublikowany, dostanie roczną prenumeratę cyfrową „Wyborczej”.

Wyborcza to Wy, piszcie: listy@zielona.agora.pl, listy@gorzow.agora.pl oraz listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.