Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Model katedry składa się z ponad 15 tys. elementów. To w sumie niewiele, bo to dość duże elementy. W końcu prawdziwe średniowieczne cegły też są większe od współczesnych. Jak doszło do jej powstania?

– Zacząłem się do tego przygotowywać już w 2011 r. Katedra stała jeszcze wtedy oczywiście w całej okazałości, bez rusztowań. Byliśmy z rodziną na lodach, wyciągnąłem aparat i zrobiłem setki zdjęć. To na ich podstawie powstał potem model, bez programów komputerowych czy projektów – mówi Cezary Siwek, twórca modelu i całej wystawy.

Budowanie katedry z lego, to żmudna praca. Latami trzeba było gromadzić materiał budowlany, bo to nie jest typowy obiekt. Cezary Siwek sprowadzał więc potrzebne specjalistyczne klocki skąd tylko mógł. Dokładnie 21 dni i zarwanych nocy trwało ich składanie. – Ostatnie elementy doszły dopiero wczoraj, to specjalne klocki na dach tubusu wieży – mówi. Kończył więc dosłownie na ostatnią minutę przed otwarciem wystawy w Galerii Manhattan.

Na otwarciu oprócz zaproszonych przedszkolaków z Przedszkola Miejskiego nr 1, przejętych taka ilością klocków w jednym miejscu, nie mogło zabraknąć proboszcza parafii katedralnej. – Odbudowujemy nasz katedrę po pożarze. Ta makieta jest też wyrazem troski, aby budowa i renowacja szły w jak najlepszym kierunku. I za to dziękuję, bo jest na co popatrzeć. To również wyraz pewnych pragnień gorzowian, którzy na tę katedrę czekają – mówi ks dr Zbigniew Kobus, który przekazał kolekcjonerowi przedwojenny widok katedry narysowany przez Romana Picińskiego.

DARIUSZ BARAŃSKI

Katedra to najnowszy model w kolekcji i na wystawie Cezarego Siwka. Ta wystawa to jednak efekt wielu lat pasji i rodzinnego składania klocków. Są na niej dziesiątki różnych makiet, zestawów, modeli i całych klockowych opowieści. Możemy więc wędrować po klockowym świecie: zobaczymy Tower Bridge, wieżę Eiffla, Krzywą Wieżę w Pizie, operę w Sydney, Tadż Mahal i in. A także po klockowym wszechświecie z imponującymi statkami kosmicznymi i postaciami np. ze Star Wars. Przeniesiemy się do westernowego miasteczka, na piracką wyprawę na Karaiby albo do obozu wikingów.

DARIUSZ BARAŃSKI

Kolekcja jest dziełem całej rodziny. – To zaczęło się 35 lat temu, kiedy byłem małym chłopcem. Zobaczyłem klocki Lego i oniemiałem na ich widok. Stwierdziłem, że nie chcę się bawić żadną inna zabawką. A po latach zaraziłem tym również żonę i dzieci. Nasza wystawa istnieje już od 10 lat. Postanowiliśmy pokazywać nasze modele, zachęcać innych do takiej formy spędzania czasu.Zwłaszcza dzisiaj, kiedy tablety czy komputery zajmują dzieciom coraz więcej czasu wolnego, chcemy wrócić do korzeni. Niech wezmą nożyczki, papier, kredki albo klocki. Niech coś budują – mówi Cezary Siwek.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.