Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W internecie huczy, że niezadowoleni z niskich pensji nauczyciele będą strajkować. Wzorem policjantów, którym udało się wymóc na resorcie korzystne zmiany, pójdą także na zwolnienia chorobowe.

W listopadzie na L4 była połowa mundurowych. Sytuacja kadrowa była na tyle trudna, że zza biurek na ulice wyszli naczelnicy i kierownicy. Czy teraz czeka nas paraliż w szkołach? Nie wiadomo. Na razie jedno jest pewne: do protestu w szkołach nie przyznaje się żaden ze związków. Stanisław Broniarz, szef krajowego ZNP wypiera się, by był organizatorem. Podobnie nauczycielska „Solidarność”. Nikt nie jest w stanie przedstawić danych, ilu nauczycieli nie przyszło do szkół w poniedziałek.

Z inspiracji ZNP?

– Nie wiemy, kto go organizuje. Słyszę, że to tajna grupa, więc nikt nie bierze za ten strajk odpowiedzialności. Nie możemy się przyłączyć – tłumaczy Bożena Pierzgalska, szefowa zielonogórskiej nauczycielskiej „Solidarności”. I ostrzega nauczycieli, że ZUS może sprawdzać ich nieobecności.

– Policjanci nie podlegają takiej kontroli, ale do nas ZUS może wkroczyć. No chyba że ktoś jest faktycznie chory, ale wtedy chyba nie mówimy o proteście? – pyta z przekąsem Pierzgalska. Uważa, że strajk powstał z inspiracji ZNP. Bo to właśnie ten związek niedawno przeprowadził ankiety wśród belfrów.

– Pierwsze pytanie dotyczyło właśnie pójścia na L4. I niektórym nauczycielom się bardzo spodobało – przyznaje Bożena Pierzgalska. Solidarność nie wyklucza protestu, ale formę wybiorą sami nauczyciele. Jakie mogą warianty? Zamknięte całkowicie szkoły lub jej części.

– Będziemy strajkować wszyscy, a nie tylko branża nauczycielska. Nie chodzi o to, by jedna grupa uzyskała przywileje – tłumaczy Bożena Pierzgalska.

Strajk owszem, ale „na ostro”

Kiedy to nastąpi? Nieprędko. Na razie „S” daje sobie czas na rozmowy z resortem. Pierwsze negocjacje przyniosły skutek. Rząd wycofał się z zapowiadanych zmian.

– Wywalczyliśmy 500 plus dla wszystkich najlepszych nauczycieli, a nie tylko dyplomowanych. Bo dlaczego tylko oni mieliby je dostawać? Czy kontraktowi lub mianowani pracują gorzej? – wylicza Pierzgalska. Anna Zalewska, minister edukacji wróciła także do starego systemu oceny nauczycieli. Ale nadal podwyżek pensji nauczycielom nie przyznała.

– Cały czas rozmawiamy, naciskamy. I nie wycofujemy się ze stanowiska, że chcemy zmienić minister. Wolelibyśmy, by wprowadzono kogoś, kto bystrzej, szybciej zrozumie nasze argumenty. Bo z tych rozmów nie jesteśmy zadowoleni – mówi szefowa nauczycielskiej „S”. Zarząd krajowy związku na początku przyszłego roku podejmie kolejną decyzję.

– Nie wycofamy się przed protestem, choć to rok wyborczy. Jeśli rozmowy nie będą poważne, nie przyniosą rezultatów, będą protesty – zapowiada Bożena Pierzgalska.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.