Nie chcą dezorganizować pracy sądu, dlatego nie biorą zwolnień, urlopów. Przez cały tydzień pracownicy Sądu Rejonowego w Gorzowie będą za to wychodzić codziennie w południe przed budynek sądu rejonowego w czasie swojej 15-minutowej przerwy i domagać się godnych zarobków.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W całym kraju pracownicy administracyjni sądów idą na zwolnienia. W Gorzowie sąd rejonowy pracuje w miarę normalnie. Pracownicy wybrali inną formę protestu, aby nie paraliżować pracy i nie odwoływać wokand.

W południe wyszli z transparentami przed gmach sądu przy ul. Chopina. Dokładnie na kwadrans. Tyle bowiem trwa przysługująca im przerwa w pracy. I tak będą protestować aż do przyszłego piątku.

– Najwyżej nie zjemy drugiego śniadania. Chodzi nam o podwyżki. Niedawno podostawali mundurowi i my też chcemy, bo nasze pensje są zamrożone od wielu lat. Ostatnia większa podwyżka była w 2008 r. Od tego czasu są tylko słowa i obietnice. Działań nie ma żadnych. Ten czas przerwy, 15 minut, wykorzystujemy, aby się zebrać i prosić o to, co nam się od wielu lat należy. Ktoś, kto przychodzi do sądu, dostaje najniższe krajowe wynagrodzenie. A przecież sędzia i sekretarka stanowią zespół, muszą sobie ufać. Dlatego również sędziowie nas wspierają, bo wiedzą, jaką pracę trzeba wykonać, aby wokandy nie spadały – mówi Iwona Golon, starszy sekretarz Sądu Rejonowego w Gorzowie.

Ministerstwo Sprawiedliwości zaproponowało jednorazową nagrodę w wysokości 700 zł brutto oraz waloryzację płac o 5 proc., ale zdaniem protestujących to za mało.

Dziś urzędnicy sądowi zarabiają na poziomie z 2011 r. Sekretarz sądowy z długoletnim stażem dostaje pensję 2,6-3,2 tys. zł brutto. Proponowana przez rząd waloryzacja oznaczałaby 150-160 zł brutto podwyżki. Pracownicy sądów oczekują jednak nawet tysiąca.

– Często na rękę nie zarabia się nawet 2 tys zł. Dlatego solidaryzujemy się z tymi, którzy są nieobecni w pracy, choć sami nie korzystamy ze zwolnień – mówi Magdalena Dębicka-Nowakowicz z „Solidarności” Pracowników Sądownictwa.

Protest pracowników administracji sądowej popierają również sędziowie. – Nie protestujemy, ale wspieramy ich. Dodajemy otuchy, tak jak oni dodawali nam otuchy podczas protestów przed sądami – mówi Olimpia Barańska-Małuszek ze stowarzyszenia Iustitia. – To wspaniali ludzie, często pracują za darmo, nawet po godzinach, aby wszystko było na termin. Ogrom pracy i kiepskie warunki, od lat są bardzo źle opłacani. A bez urzędników sądowych nie jesteśmy w stanie nic zrobić. To nie jest tylko protokołowanie na rozprawie. Trzeba jeszcze zawiadomić, wezwać, poustalać. To ogrom pracy papierkowej, której nie widać. My, sędziowie, ją widzimy. Proszę uwierzyć: to jest taki akord, że nie ma fabryki, która by tak pracowała. Sąd nie działałby ani jednego dnia bez nich – dodaje sędzia.

Małgorzata Żmijska, szefowa sekretariatu wydziału karnego, podkreśla, że to praca odpowiedzialna, za błąd można odpowiadać karnie. – Poza tym trzeba być dyspozycyjnym, pod telefonem. Są przecież sprawy aresztowe, przesłuchania dzieci pokrzywdzonych. To nie są proste rzeczy. Kiedyś był dodatek za dyżury aresztowe, ale dwa lata temu przyszło pismo, że pieniędzy na to nie ma – tłumaczy.

W Sądzie Rejonowym w Gorzowie jest ok. 250 pracowników sądowych. Nieobecnych było ponad 20 osób.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej