Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na jednym z transparentów widniał napis „Niezauważalni?”, który wyrażał rozgoryczenie pracowników tej grupy zawodowej. W poniedziałek lubuscy pracownicy pomocy społecznej byli jednak z pewnością zauważalni i słyszalni. Około setki osób z gwizdkami, bębnami i skandując hasła protestowało na ul. Hawelańskiej przed biurem poselskim Elżbiety Rafalskiej, minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Przyjechali pracownicy DPS-ów, OPS-ów, PCPR-ów itp. z całego województwa, a także np. z Myśliborza.

DARIUSZ BARAŃSKI

– Pracownicy pomocy społecznej od dłuższego czasu zgłaszają swoje problemy do ministerstwa i naprawdę nikt nie chce z nami usiąść i merytorycznie rozmawiać. My, jako lokalna inicjatywa już w lipcu skierowaliśmy do pani minister pismo z prośbą o spotkanie i nie dostaliśmy nawet odpowiedzi. To lekceważenie naszej grupy zawodowej i okazywanie braku szacunku – uważa Rafał Jaworski, związkowiec z „Solidarności” w zielonogórskich DPS-ach.

Minister Rafalskiej tego dnia nie było w gorzowskim biurze, ale liczna delegacja protestujących weszła na piętro i przekazała swoje postulaty.

– Chcielibyśmy, aby ktoś usiadł z nami i uczciwie nas wysłuchał i zaczął rozmawiać. Przede wszystkim jest kwestia wynagrodzeń, które tak naprawdę są głodowe. Wynagrodzenia zasadnicze w pomocy społecznej oscylują wokół minimalnego wynagrodzenia krajowego. Wystarcza na jedzenie, mieszkanie i dojazd do pracy. To jest wyzysk – dodaje Jaworski.

Niektórzy protestujący mówią, że dostają na rękę nawet 1,3 tys. zł. i za to nie da się godnie żyć.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.