Z Babimostu do Londynu, Paryża, Lwowa i jeszcze sezonowo do Rzymu i Barcelony. Takie są plany decydentów, ale po raz kolejny brutalnie zweryfikowała je rzeczywistość. Do przetargu ogłoszonego przez marszałek nie stanął ani jeden przewoźnik.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wymagania były wysokie. Urzędnicy marszałek oczekiwali, że ewentualny przewoźnik uruchomi z Babimostu aż trzy połączenia w tygodniu (w tę i z powrotem) do Londynu i Paryża, a także dodatkowo w pełni komercyjne loty do Lwowa (też trzy razy w tygodniu w obie strony). To nie koniec. Zamówienie przewidywało jeszcze, że w ramach tego samego przetargu przewoźnik będzie latał sezonowo do Barcelony i Rzymu (dwa razy w tygodniu w tę i z powrotem, od kwietnia do listopada). Samoloty miały dysponować minimum 180 miejscami, a umowa miała być ważna do końca 2021 r.

Z tych ambitnych planów na razie nic nie będzie. To już kolejny przetarg na międzynarodowe loty z Babimostu, który zakończył się fiaskiem – nie zgłosiła się do niego ani jedna spółka, marszałek musiała konkurs unieważnić.

Przypomnijmy: loty za granicę miały być finansowane z budżetu województwa, a także z dotacji, które zadeklarowały władze Zielonej Góry. We wcześniejszych latach prezydent Janusz Kubicki na połączenia lotnicze (do Warszawy) z miejskiej kasy przelewał 2 mln zł rocznie. Wsparcie przed rokiem wstrzymał, ale teraz zaległe dopłaty obiecał wyrównać. Pod warunkiem, że samoloty będą latać także za granicę.

– Nie będę dopłacał z publicznych pieniędzy, żeby urzędnicy mogli za przeproszeniem przewieźć dupę do Warszawy i z powrotem – stwierdził w ratuszu Kubicki.

Na uruchomienie międzynarodowych połączeń urząd miasta miał przekazać w tym roku 1,5 mln zł, a w kolejnych dwóch latach po 3 mln zł. Teraz dotacja stoi pod znakiem zapytania.

Był taki jeden przetarg

Przypomnijmy: pod koniec lutego bieżącego roku przetarg na loty międzynarodowe samodzielnie ogłosił urząd miasta. Zakładał on, że umowa z przewoźnikiem trwałaby trzy lata i dotyczyła lotów w sezonie letnim do „minimum dwóch destynacji turystycznych lub wakacyjnych”. Pierwszego roku miało to być co najmniej 20 kursów w tę i z powrotem i po 10 kursów więcej w każdym roku następnym. Według założeń prezydenta Kubickiego i jego urzędników samoloty miały dysponować 180 miejscami na pokładzie. Ostatecznie nic z tego nie wyszło – do przetargu nie zgłosił się żaden chętny.

Ruch do góry, ale pomału

Dziś spod Zielonej Góry samolot lata tylko do Warszawy i z powrotem. Połączenie od marca 2017 r. obsługuje LOT. Warta 12,1 mln zł umowa z urzędem marszałkowskim jest ważna jeszcze do końca tego roku. Mogący pomieścić 82 pasażerów embraer 175 na trasie lata sześć dni w tygodniu. Z Babimostu odlatuje codziennie oprócz niedzieli o godz. 5.45. W odwrotnym kierunku tak samo, tyle że wieczorem – o godz. 22.35. Wcześniej lotów w tygodniu było po pięć. Kurs trwa godzinę.

Odkąd połączenie ze stolicą przejął LOT, w Babimoście pomału rośnie liczba pasażerów. W zeszłym roku port lotniczy ustanowił swój skromny rekord, czyli 17,7 tys. obsłużonych podróżnych przez cały rok. W tym roku wynik może się poprawić, bo tylko przez pierwszych sześć miesięcy lotnisko odnotowało ponad 12 tys. pasażerów.

O kwestię biletów dla urzędników pytaliśmy w urzędzie marszałkowskim. – Urzędnicy płacą za bilety tak samo jak każdy inny pasażer, a my nie pytamy pasażerów, jaki zawód wykonują, więc nie mamy takich statystyk. Nie ma darmowych biletów dla urzędników – to mit powielany z niewiadomych przyczyn. Wiemy jedynie, że w 2017 r. spośród 17 tys. pasażerów obsłużonych w Babimoście wielu korzystało z tzw. siatki połączeń LOT, czyli międzylądowania w Warszawie – mówi Michał Iwanowski, rzecznik prasowy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej