Przed senatorem Waldemarem Sługockim test życia. Obroni marszałka lubuskiego albo w sytuacji bez wyjścia, przyparty do ściany, odda władzę Jolancie Fedak i jej ekipie. - Jest wyjście - mówi na to PiS. - Zróbmy PO-PiS, dla dobra regionu.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przed Świętem Niepodległości incognito do Zielonej Góry wpadł Władysław Kosiniak-Kamysz, szef PSL. Ale większą sensacją była potajemna wizyta Michała Dworczyka, szefa kancelarii premiera Morawieckiego. Nie wiedzieli o niej nawet miejscowi ważni politycy PiS.

– Normalna rzecz, przyjechał rozeznać się w sytuacji ewentualnych koalicji w sejmiku – przyznaje poseł Jerzy Materna.

Bo lubuski PiS nie zamierza czekać w okopach, aż PO i Nowoczesna przekonają PSL i SLD, by kontynuować rządy w regionie. Matematyczny układ w 30-osobowym sejmiku szans PiS nie przekreśla. Z dziewięcioma radnymi i pomocą PSL (4 radnych) i Bezpartyjnymi (4) mógłby wysadzić z siodła Platformę. Jak przyznają działacze, widzieliby już autostradę do celu, gdyby nie Kosiniak-Kamysz, który wciąż powtarza, że z „PiS nigdy” i z „politycznymi terrorystami się nie negocjuje”.

– Dlatego sytuacja jest trudna, mocno skomplikowana. Ale mamy ten komfort, że PiS niczego nie traci, a może tylko zyskać – mówi Materna.

Fedak kontra Polak

Po wyborach koalicja KO-PSL-SLD wydawała się formalnością. Razem ma w sejmiku 17 szabel „antypisu”. Tyle że szybko okazało się to drogą przez mękę. Ludowcy na hol wzięli Bezpartyjnych Łukasza Mejzy i Janusza Kubickiego. PSL zapowiedział konieczność rozszerzenia koalicji, co można odebrać jako ofertę nowego rozdania dla PiS i PO. – Kto da więcej, z tym pójdziemy – to normalna strategia Bezpartyjnych. Przyniosła im sukces na Dolnym Śląsku, gdzie więcej dał PiS, czego Grzegorz Schetyna nie omieszkał nazwać „korupcją polityczną”.

– Jest jak w powiedzeniu trenera Kazia Górskiego, dopóki piłka w grze... A my w rozgrywaniu jesteśmy dobrzy – mówił w „Wyborczej” Mejza.

Konferencja Władysława Kosiniaka-Kamysza, prezesa PSL i prezydenta Janusz Kubickiego
Konferencja Władysława Kosiniaka-Kamysza, prezesa PSL i prezydenta Janusz Kubickiego  fot. Artur Łukasiewicz

O dopuszczenia do rządów w Lubuskiem Bezpartyjnych zachęca Jolanta Fedak, szefowa PSL. Też żąda wymiany marszałka. Na tym stanowisku widzi siebie bądź Czesława Fiedorowicza.

– Razem z Bezpartyjnymi chcą po prostu zgilotynować marszałek Polak, a przy okazji pokazać Waldemarowi Sługockiemu, jaki jest słabiutki – opowiadają działacze PO.

A Fedak ma ku temu argumenty. Zawsze postępuje wedle zasady: wybory wyborami, a na końcu i tak przy stoliku wygrywa PSL. Wystarczą do tego stosowne okoliczności. A te są.

Fedak i Polak to skrajnie różne osobowości, inne polityczne życiorysy. Fedak ma bogate CV. Była wicewojewodą, wicemarszałkiem, a u szczytu kariery ministrem pracy w rządzie Donalda Tuska. Choć sama nigdy nie wygrała żadnego mandatu w wyborach. Unika mediów, paktuje za zamkniętymi drzwiami. Działaczy traktuje jak tyczki na plantacji. Wytrawny negocjator. Lubuski PSL, którym kieruje od dekady, sporo jej zawdzięcza. Jednak mechanizm zaczyna się zacinać. Cztery lata temu ludowcy mieli ośmiu radnych w sejmiku, dziś połowę. Fedak w ogóle nie wystartowała w wyborach. Symboliczną porażką była przegrana w okręgu zielonogórskim, gdzie do sejmiku nie wszedł popularny Czesław Fiedorowicz. Spora w tym zasługa Fedak, która na ostatniej prostej poparła na prezydenta Janusza Kubickiego obnoszącego się z szyldem Bezpartyjnych, co odbiło się na wyborach do sejmiku. W samej Zielonej Górze ludowcy rzucili ręcznik. Nie wystawili kandydata na prezydenta i list do rady miejskiej. Kilku działaczy znalazło się na listach Kubickiego, co skończyło się kompromitującymi wynikami.

Ludowcy kiepsko wypadli w wyborach do powiatów, w których w poprzedniej kadencji rozdawali karty. Lubuski PSL od trzech lat nie ma swojego posła. W 2015 r. do parlamentu nie weszli Fedak i Józef Zych.

Po wyborach do sejmiku widać, jak PSL topnieje w oczach. Ale wcale nie zamierza uszczuplić swojej władzy w regionie. Wbrew wynikom chce jej nawet więcej, licytując stanowisko marszałka. Fedak liczy, że radni KO, przyparci do ściany widmem paktu ludowców z PiS, podniosą rękę pod dyktando Fedak. Ta ma jeszcze jednego asa w rękawie. Liczy, że w razie czego PSL dostanie posadę marszałka z rozdzielnika ustalonego przez centrale partyjne PSL i PO.

10. Lubuski Kongres Kobiet
10. Lubuski Kongres Kobiet  Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Polak w tym czasie stała się twarzą sukcesów samorządowych regionu i lubuskiej PO. Pełno jej w mediach, także ogólnopolskich, wymieniana wśród najważniejszych polskich marszałków. Zresztą jedyna kobieta wśród nich. Obecna na antypisowskich protestach w obronie Konstytucji i wolnych sądów. Na tych Fedak jest nieobecna. Popularność Polak zdyskontowała podczas ostatnich wyborów. Ponad 21 tys. zdobytych głosów to rekord wyborczy. Następny z radnych zdobył ponad 10 tys. głosów mniej.

Nic dziwnego, że Polak stała się naturalnym kandydatem Platformy na marszałka. I nie chce iść na szafot.

Sługockiego test życia

Waldemar Sługocki rządzi lubuską PO od ponad 2,5 roku. Najpierw jako komisarz, potem przewodniczący. Partię zastał w rozsypce po przegranych wyborach do sejmu. Przed nimi odchodzili z niej do PiS parlamentarzyści (Stanisław Iwan, Helena Hatka, Artur Zasada). PO straciła ludzi potem w sejmiku. Porzucił ją m.in. Klaudiusz Balcerzak. Pierwszym egzaminem Sługockiego było odświeżenie partii i wybory samorządowe. One miały dać odpowiedź, czy nowy przewodniczący podniesie ją z marazmu, czy podryfuje w stronę masy upadłościowej.

PO z Nowoczesną pod wodzą Sługockiego wyszły zwycięsko z wyborów do sejmiku. Poprawiły wynik o ponad 5 proc., co dało ponad 40 tys. głosów więcej niż cztery lata temu. KO i Sługocki fatalnie obstawili jedynie kandydatów na prezydentów w Zielonej Górze i Gorzowie. Ale z drugiej strony Koalicja odżyła w wyborach do rad miasta. W Zielonej zdobyła 25 proc. Poprawiła się o pięć punktów. Pojawili się nowi radni. Sługocki mógł odetchnąć: operacja odświeżania Platformy przyniosła rezultaty. Widać, że Koalicja Obywatelska jest jedyną realną siłą, która jest w stanie w przyszłości odbić Zieloną Górę z rąk prezydenta Kubickiego. Dlatego ten jest zainteresowany osłabianiem i rozbijaniem PO, a sojusznika znalazł w szefowej PSL.

Sługocki znalazł się w pułapce zastawionej przez Fedak. I przed nim trudny test: obrona marszałka i pozycji PO  i.N. Czy uniesie ciężar i nie da sobie umeblować partii wedle żądań Fedak i oddać region pod jej kontrolę? Sługocki wie, że jego oponenci woleliby go z łatką nieskutecznego nieudacznika niż trzymającego sztandar sukcesu. Szef PO jest szachowany taktyką: jak nie chcecie, idziemy do PiS. Zdaje sobie sprawę, że gdy się ugnie, lubuska Platforma, sklecana od nowa, prawdopodobnie się rozpadnie. Już słychać o buncie radnych. Większość odrzuca rolę przystawki i oddanie władzy Fedak i jej ekipie.

Czy szef PO znalazł się w sytuacji bez wyjścia? – Jest wyjście – podpowiada mu... PiS.

PiS mówi: zróbmy PO-PiS

Bo PiS wcale nie pali się do koalicji z PSL i Bezpartyjnymi. – Widzieliśmy, jak zielonogórska Platforma chodzi na smyczy Kubickiego, i nikt z nas nie ma na to ochoty. Tak jak na dyktat szefowej ludowców. Politycznie byłoby niby OK, ale psychicznie nie do zniesienia – opowiada jeden z polityków PiS.

Poseł Jerzy Materna i radny Zbigniew Kościk
Poseł Jerzy Materna i radny Zbigniew Kościk  Paulina Nodzyńska/ Agencja Wyborcza.pl

Działacze PiS nie wykluczają rządów PO-PiS. – Wiem, że brzmi egzotycznie. Ale dlaczego nie? A szantażyści dostaliby po nosie – opowiada jeden z nich. Ostatnio Marek Ast, poseł i szef lubuskiego PiS, spotkał się w jednym z zielonogórskich hoteli z radnymi PiS. Tłumaczył im, że o koalicji w sejmiku rozmawia z każdą stroną.

– Z Waldemarem Sługockim też? – ktoś zapytał. Ast trochę zbladł. Przyznał, że z tym jedynym nie.

– Wiem, jak to brzmi, ale to byłaby dobra alternatywa dla regionu. Z jednej strony unijne pieniądze marszałka, z drugiej nasze wpływy w Warszawie. Synergia interesów dla województwa po prostu. Pewnie, że to jest mało realne, ale przecież nie takie rzeczy się udawały w polityce – komentuje poseł Materna

– PiS nie stawia warunków w tych rozmowach – nie musimy mieć marszałka – to nie jest warunek konieczny wejścia do koalicji. Marszałkiem może być np. Jolanta Fedak. Ale jako „sierota PO-PiS-u” dopuszczam też „Wielką Koalicję” w województwie lubuskim – taki lubuski Piemont, pójście drogą eksperymentu politycznego na wzór niemieckiej koalicji CDU-SPD – mówi Zbigniew Kościk, wieloletni radny PiS w sejmiku. – Wsłuchuję się uważnie w słowa Jarosława Kaczyńskiego, który nie wyklucza żadnego wariantu w poszukiwaniu koalicji. Przedstawiciel PiS powinien znaleźć się we władzach samorządu województwa, bo dalej 60 proc. środków unijnych dzieli Warszawa i zapewne łatwiej będzie po nie sięgać. Nie bez znaczenia będzie walka o wielkość środków w kolejnej perspektywie UE – dodaje.

– To nie są fantazje, centrala PiS godzi się na współpracę z PO i Nowoczesną – mówi jeden z polityków.

Politycy PO nie chcą się wychylać i komentować propozycji PiS. – Bo to ciężka sprawa, mamy przecież wojnę o Polskę. Ale każdy widzi, że lubuski PiS w sejmiku to nie żaden dżihad toruński, tylko w zdecydowanej większości poważni, przewidywalni ludzie. Dogadalibyśmy się. Inni mogą, dlaczego my nie? – mówi jeden z działaczy PO.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej