Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rywalki miały za sobą niełatwy tydzień. W czwartek wysoko przegrały w rozgrywkach EuroCup w Turcji. Tam aktualne mistrzynie WNBA Jordin Canada i Mercedes Russell spędziły cały mecz na ławce rezerwowych. Dlaczego? Teorii było kilka, ale dziś już nie mają znaczenia, bo obie w Gorzowie znów zagrały w barwach Wisły, i to w pierwszej piątce. – Po ostatnich zawirowaniach w zespole cieszę się, że właśnie tak na te problemy zareagowaliśmy – powiedział trener gości Krzysztof Szewczyk. Miał powody do radości, bo choć wystawił do walki cały skład, to pewnie i tak nie spodziewał się, że jego koszykarki tak pewnie będą kontrolować to spotkanie.

My mamy prawo być zawiedzeni, bo słabych fragmentów w wykonaniu gorzowianek było zbyt wiele. Niby jesteśmy tak mocni, a to już nie pierwszy raz, gdy przegrywamy w bitwie na proste akcje i koszykarskie indywidualne umiejętności.

Pierwszy sygnał ostrzegawczy dostaliśmy w kwarcie otwarcia, w której jednak serią 9:0 odrobiliśmy straty i po 10 minutach prowadziliśmy w najmniejszych rozmiarach 17:16.

Druga kwarta i część trzeciej to popisy krakowianek i jednocześnie nasz pogrom. Najpierw bolesna seria 0:12, dalej kłopoty większe z minuty na minutę.

Statystyki obu drużyn mniej więcej na równi, tylko w jednym elemencie ogromna różnica. Rywalki trafiają w tym czasie 64 proc. rzutów, my – ledwie 31 proc. To nie jest żaden przypadek, bo mamy bardzo mało klarownych sytuacji, to nie były seryjne pudła z „setek”. Nasz atak przy widowiskowym i przede wszystkim skutecznym wiślackim, który chciało się oglądać, wyglądał fatalnie. Jakby spotkały się drużyny z dwóch różnych rejonów tabeli.

Przegrywaliśmy już różnicą 27 punktów – 37:64. To niestety była przepaść.

– To była bardzo dobra pierwsza połowa w naszym wykonaniu, szczególnie druga kwarta. W 20 minut zatrzymaliśmy gorzowską drużynę na ledwie 27 punktów – opowiadał trener Szewczyk. – Wiele dobrych rzeczy dołożyliśmy jeszcze przez część trzeciej kwarty i chyba zadowoleni z wysokiego wyniku stanęliśmy. Zgubiliśmy sporo z naszej przewagi, ale ostatecznie w końcówce nie było jakoś nerwowo.

Teraz zaczyna się przerwa reprezentacyjna. Za dwa tygodnie – 25 listopada – zagramy z niepokonanymi liderkami rozgrywek, Ślęzą, we Wrocławiu.

INVESTINTHEWEST ENEA GORZÓW – WISŁA CAN-PACK KRAKÓW 64:75

KWARTY: 17:16, 10:27, 19:21, 18:11.

INVESTINTHEWEST: Atkins 20 (1x3), Zoll-Norman 5, Papowa 4, Rytsikawa 2, Fikiel 2 oraz Linskens 10, Prezelj 9, Juskaite 5, Stelmach 5 (1), Dźwigalska 2.

WISŁA: Rodriguez 17 (3x3), Araujo 14 (1), Russell 13, Canada 13, Ziętara 2 oraz Conde 12 (1), Żurowska-Cegielska 4, Mujović, Oroszova.

WYNIKI Z 7. KOLEJKI:

INVESTINTHEWEST ENEA – Wisła Can-Pack Kraków 64:75, Arka Gdynia – CCC Polkowice 68:75, PGE MKK Siedlce – Artego Bydgoszcz 68:88, Ostrovia Ostrów Wlkp. – Ślęza Wrocław 47:80, Pszczółka AZS UMCS Lublin – Energa Toruń 61:66, Sunreef Yachts Politechnika Gdańska – Widzew Łódź 50:82. Pauzowała Enea AZS Poznań.

  • 1. Ślęza Wrocław 6 12 513:387
  • 2. CCC Polkowice 6 12 492:366
  • 3. Arka Gdynia 7 12 558:489
  • 4. Wisła Can-Pack Kraków 6 11 466:351
  • 5. INVESTINTHEWEST ENEA 6 10 503:400
  • 6. Energa Toruń 5 9 390:310
  • 7. Artego Bydgoszcz 5 9 375:329
  • 8. PGE MKK Siedlce 7 9 501:564
  • 9. Widzew Łódź 7 9 464:529
  • 10. Pszczółka AZS UMCS Lublin 7 8 467:516
  • 11. Politechnika Gdańska 7 8 434:573
  • 12. Enea AZS Poznań 6 7 390:518
  • 13. Ostrovia Ostrów Wlkp. 7 7 413:634

Osiem czołowych drużyn zagra w fazie play-off o mistrzostwo Polski. Zespoły z miejsc 9.–13. zakończą rywalizację po sezonie zasadniczym. Ostatnia ekipa utraci prawo do gry w EBLK w następnych rozgrywkach.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.