Najczęściej jest tak, że ogarniającą zdrowie w rodzinie jest kobieta. Choć przecież zdrowie nie ma płci - mówi Piotr Bromber, dyrektor lubuskiego NFZ
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Artur Łukasiewicz: W listopadzie mężczyźni niemal na całym świecie solidarnie zapuszczają wąsy. Kiedy pan pierwszy raz usłyszał o akcji Movember?

Piotr Bromber, dyrektor lubuskiego oddziału NFZ: – Kilka lat temu. Bardzo mi się spodobała, i nie tylko z powodu szumu medialnego i symbolicznych wąsów, które jednak wyszły z mody. To jedna z niewielu akcji zdrowotnych, których adresatem są mężczyźni.

Bo z tym jest problem?

– I to bardzo duży problem. Niestety, obecnie większość tego rodzaju akcji jest adresowana do kobiet.

Dlaczego się tak dzieje?

– Wystarczy spojrzeć wstecz. Od lat programy profilaktyczne, które realizujemy jako Fundusz, to przede wszystkim programy przeznaczone dla kobiet. Najbardziej znane dotyczą raka szyjki macicy i raka piersi. To zadziałało środowiskowo. Dało się zauważyć, że kobiety zaczęły szybciej myśleć o sobie i swoim zdrowiu.

To widać było w pismach kobiecych, bardzo wpływowych. Od lat oprócz mody, kuchni zaczęto stawiać w nich na tematy zdrowotne. Pojawiły się wyraziste kampanie nawołujące do masowych badań. A mężczyzna pozostał, co widać w magazynach, przy sporcie, motoryzacji i polityce, trochę modzie. Męski konserwatyzm?

– Fakt w męskich pismach nie jest to aż tak widoczne. Sądząc po przekazie dla mężczyzn, ważna jest siłownia, bieganie, ruch, sporty ekstremalne, odżywianie. I na tej liście wizyta kontrolna u lekarza zajmuje odległe miejsce. Jak się porówna te pisma, widać ogromną różnicę w podejściu do zdrowia przez kobiety. Ono jest bardziej wszechstronne. Widać też, że kobiety szybciej się zorganizowały. Zakładają stowarzyszenia, mają masę pomysłów. Mówiąc kolokwialnie, kobiety okazały się bardziej zaradne w życiu. Tu dostrzegam pewien paradoks. Pamiętam, jak robiliśmy debatę na temat męskiego zdrowia, wyszło mnóstwo stereotypów.

Najbardziej żywe i trwałe?

– Takie, że mężczyzna przychodzi do lekarza zwykle z kobietą, żoną, partnerką, młodzi chodzą z matkami. Znamienne jest przy tym, że lekarz komunikuje się głównie z żoną czy partnerką pacjenta. Bo ona wie lepiej, zrozumie szybciej. Druga rzecz. Wpływ telewizji na świadomość pacjentów. W reklamach o problematyce zdrowotnej widzimy na ogół potwornie umęczonego mężczyznę w stanie niemal beznadziejnym. Wtedy pojawia się wybawicielka, która podaje fantastyczny lek i mężczyzna z miejsca staje na nogi. Nie ma reklam o odwrotnym przekazie. I to pokazuje stan świadomości, zdecydowanie wyższej u kobiet. Pewnie też pierwsze zrozumiały głębiej skalę problemu raka piersi czy raka szyjki macicy. Różnice widać we wspomnianych stowarzyszeniach i aktywności społecznej. Znamienne jest np. że w klubach seniora czy uniwersytetach trzeciego wieku dominują kobiety. Są bardziej widoczne, zaangażowane. Nie widziałem w lesie grupy spacerujących starszych panów z kijkami. Kobiece grupki widzimy na każdym kroku. Związane jest to moim zdaniem z kolejnym mitem męskiego zdrowia, świadczącym o niezniszczalności. Niewykluczone, że w tych męskich pismach kłopoty ze zdrowiem nie pasują do silnego wizerunku.

W ub. roku robiliśmy akcje badania jąder pod hasłem „Im szybciej, tym lepiej”. I ten akcent wyraźnie był widoczny. Wcześniej zleciliśmy badania ankietowe na temat kondycji zdrowotnej mężczyzn w województwie lubuskim. Utworzyliśmy na naszej stronie specjalną zakładkę „Męskie zdrowie”. Takich inicjatyw wciąż jest w kraju niewiele. Czasem przypominają burzenie muru. Nie spotykają się z szerokim zainteresowaniem, choć oczywiście słyszałem opinie, że dobrze, że to zrobiliście. To jest jednak nadal walka ze stereotypami. Próbujemy je łamać poprzez różne działania informacyjne, na przykład akcję „Bo jesteś dla mnie ważna”. W niej z kolei przekonywaliśmy mężczyzn, że skoro kobiety dbają o ich zdrowie, oni powinni dbać o zdrowie swoich bliskich kobiet. Uwrażliwiać się nawzajem. Podczas akcji wysyłali SMS-y z informacjami, gdzie i kiedy mogą się badać.

Takie odwrócenie ról działa?

– Na pewno każe się zastanowić. Pozwala stawiać pytania o zdrowie, zaciekawia. No i że każdy, bez względu na płeć, jest w stanie zatroszczyć się o zdrowie swoje i swoich bliskich. Bo najczęściej jest tak, że ogarniającą zdrowie w rodzinie jest kobieta. Choć przecież zdrowie nie ma płci. Zasadna jest wspólna dbałość o zdrowie. To, oczywiście, też wynika ze stereotypów, w którym mężczyzna zarabia pieniądze, a kobieta je wydaje i dba o dom. Rola męska kończy się wtedy na dbałości o konto w banku.

W ub. roku „Wyborcza” namawiała mężczyzn do badań jąder w ramach akcji „Movember”. Dziennikarze wciąż słyszeli, że jednak chodzi o wstydliwe badania i rozgłos jest niepotrzebny. Ponadto czytelnicy pytali: OK, zbadam się, ale gdzie to mogę zrobić, za ile, czy są darmowe? Jak wygląda sprawa badań?

– Czy choroba dla mężczyzny powinna być czymś wstydliwym? Moim zdaniem nie. Tak jak kobiety muszą się zmierzyć z rakiem piersi czy rakiem szyjki macicy, tak samo mężczyźni muszą się mierzyć choćby z rakiem prostaty. Gdyby udało się pozbawić choroby wstydu, to byłby duży krok naprzód. Mówienie otwarcie o chorobach i badaniach niewątpliwie poprawiłoby sytuację w męskiej profilaktyce. Panowie poszliby w ślady kobiet, które już potrafią tak mówić. A przypomnę, że kobiety żyją o kilka lat dłużej. To nie bierze się z niczego, z natury. Szybciej przyswoiły temat.

I szybciej chodzą na emeryturę.

– Nie doszukiwałbym się akurat tutaj przyczyny. Mieliśmy już zrównany wiek emerytalny i statystyki długości życia się nie zmieniły.

Ale kończąc wątek wstydliwości. Trzeba rzeczy nazywać po imieniu. Kobiety mogą, to dlaczego ci niezniszczalni nie. Trzeba przyznać się do słabości i otwarcie o nich mówić. Dla tzw. prawdziwego mężczyzny choroba nie musi być ujmą, nie musi się jej bać, odkładać wizyty u lekarza w czasie. Potrzebna jest wiedza, choćby o tym, że rak prostaty zdiagnozowany odpowiednio wcześnie daje szanse na wyleczenie.

Gdzieś w tle wciąż mamy relacje męsko-kobiece, rodzinne, domowe. Bo też ważne są relacje osobiste. Na ile kobieta jest w stanie porozmawiać o swoich problemach, a na ile mężczyzna z kobietą. Wydaje mi się, że kobieta robi to lepiej. Nie zaczyna panikować, nie podchodzi do diagnozy irracjonalnie jak mężczyzna, stara się objąć problem. Omija strach i wstyd. Mężczyzna mógłby brać przykład. Chociaż i tutaj pewne są odstępstwa od reguły.

A co z badaniami. Gdzie i za ile?

– Narodowy Fundusz Zdrowia nie finansuje programu profilaktycznego ukierunkowanego tylko dla mężczyzn. Ale dodatkowe pieniądze, które już przeznaczyliśmy i planujemy jeszcze przeznaczyć, mają zwiększyć dostępność do poradni urologicznych.

Oczywiście nadal obowiązują skierowania do poradni urologicznej. Pamiętajmy jednak, iż ku temu muszą być przesłanki, na pierwszym miejscu medyczne wskazania. Ale ważne są też inne: wiek, występujące ryzyko w rodzinie. Zaufajmy też lekarzowi rodzinnemu.

Dostępność do badań prostaty czy w kierunku raka jąder w województwie lubuskim jest dość dobra. Mamy 23 poradnie urologiczne.

Czego pan oczekuje po takich akcjach jak „Movember”?

– Wąsa zapuszczam z przekonania, że warto, choć zdecydowanie wolę całościowy zarost (śmiech). Jeśli wąsy, tak zauważalne w listopadzie, pomogą zwrócić uwagę na problem raka u mężczyzn, skłonić ich do badań, to znaczy, że są wartością dodaną. Robią swoje.

Na koniec prośba do kobiet: odpuście w listopadzie swoim mężczyzną „gadanie” o zgoleniu wąsów czy brody. Zastąpcie je pytaniem – jak się czujesz?

Lubuski mężczyzna i rak

Z ogólnopolskich danych z Centrum Onkologii (Krajowy Rejestr Nowotworów 2015) umieralność na nowotwory złośliwe gruczołu krokowego (prostata) wynosi w woj. lubuskim 13,7 proc. (średnia krajowa to 13,4). Rak prostaty w regionie znalazł się na trzecim miejscu po raku płuca i raku jelita grubego.

Zachorowalność na nowotwór złośliwy gruczołu krokowego wynosi 41,8 proc. (średnia krajowa wynosi 43,8). Region znajduje się na 11. miejscu w kraju.

Statystyki leczenia nowotworów męskich narządów płciowych w woj. lubuskim w latach 2014-17 wyglądają następująco:

Nowotwór złośliwy gruczołu krokowego (prostata) – 510 pacjentów (2014 r.), 528 (2015 r.), 624 (2016 r.), 683 (2017 r.)

Nowotwór złośliwy jądra: 256 pacjentów (2014 r.), 282 (2015 r.), 291 (2016 r.), 274 (2017 r.)

Nowotwór złośliwy prącia: – 71 pacjentów (2014 r.), 68 (2015 r.), 56 (2016 r.), 50 (2017 r.)

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej