Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Bezpartyjni mają komfortową sytuacje na Dolnym Śląsku. Wprowadzili do sejmiku sześciu radnych, bez których nie da się stworzyć większości i rządzić regionem. Dlatego o ich „względy” zabiega zarówno PiS, jak i liderująca Koalicji Obywatelskiej Platforma – informuje wrocławska „Wyborcza”.

We wtorek 6 listopada ma dojść do kluczowych spotkań w Warszawie. Liderzy dolnośląskich Bezpartyjnych, prezydent Lubina Robert Raczyński i wciąż urzędujący marszałek Cezary Przybylski będą rozmawiać z Grzegorzem Schetyną. Później, jak potwierdziła „Wyborcza”, dojdzie do spotkania Bezpartyjnych z premierem Mateuszem Morawieckim. Prezydent Lubina zna się z nim jeszcze z lat 90., kiedy obaj, jako radni AWS-u, zasiadali w dolnośląskim sejmiku.

PiS z Bezpartyjnymi, ponad 50 proc. szans

– Nic nie jest jeszcze przesądzone, choć z Grzegorzem Schetyną komunikujemy się póki co poprzez wywiady w „Gazecie Wyborczej”. Mam nadzieję, że najbliższe dni to zmienią – zapowiada Robert Raczyński.

Według informacji dziennikarzy „Wyborczej” na koalicję PiS-Bezpartyjni „jest dużo ponad 50 procent szans”. Bezpartyjni mieliby mieć marszałka i większość w pięcioosobowym zarządzie. Bezpartyjni mieli dostać również propozycję objęcia przez jednego ze swoich ludzi fotela prezesa spółki Tauron.

Koalicja Obywatelska próbuje nie dopuścić do odbicia przez PiS Dolnego Śląska. Kartą przetargową może być dopuszczenie do władzy Bezpartyjnych na Zachodnim Pomorzu i w Lubuskiem. W obu regionach sytuacja wygląda inaczej. Do 30-osobowego sejmiku zachodniopomorskiego Bezpartyjni wprowadzili tylko trzech radnych, wobec czego Koalicji Obywatelskiej z PSL-em i SLD, które mają razem 16 mandatów, nie są do niczego potrzebni. Podobnie w Lubuskiem, gdzie KO wraz z PSL-em i SLD mają 17 radnych. Ale nieoficjalnie mówi się, że w obu regionach Bezpartyjni mogliby wejść do zarządów województw, ale pod warunkiem, że do podobnego porozumienia dojdzie na Dolnym Śląsku.

„Chcą upokorzyć Platformę”

– Jesteśmy w kontakcie z kolegami samorządowcami z Dolnego Śląska i Lubuskiego i koalicję zawiązywać będziemy w koordynacji – mówił po swoim wyborze na prezydenta Szczecina Piotr Krzystek. – Bo choć nie jesteśmy strukturą formalną, to jednak współpracujemy ze sobą. Taka była też umowa, że będziemy próbowali rozmawiać razem w grupie.

W Lubuskiem przychylnie patrzy na Bezpartyjnych PSL. Szefowa ludowców Jolanta Fedak przyznała w „Wyborczej”, że „przydałoby się rozszerzanie koalicji”. W kuluarach mówi się, że Fedak i Bezpartyjni Łukasza Mejzy i Janusza Kubickiego chcieliby objąć stanowiska marszałka i w ten sposób utrącić Elżbietę Polak [zdobyła rekordowe 23 tys. głosów w ostatnich wyborach – przyp. red.] i mocno osłabić Koalicję Obywatelską.

– Wyborcy PO i Nowoczesnej przyjęliby to fatalnie, a PO groziłby rozpad. Obie partie zostałyby upokorzone przez Mejzę, Kubickiego i Fedak, która nigdy osobiście nie wygrała żadnych wyborów, a w ostatnich to nawet nie startowała. Tyle że kluczem do wszystkiego jest Dolny Śląsk – ocenia jeden z lubuskich polityków PO.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.