Wcale nie jest przesądzone, że Koalicja Obywatelska obroni stanowisko marszałka lubuskiego, choć matematyka w sejmiku lubuskim za tym przemawia. Czy marszałek Polak obroni swoją pozycję?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Niedziela, zielonogórski Hotel Ruben. Wieczór wyborczy zorganizowały tu komitet Janusza Kubickiego i Bezpartyjni Samorządowcy, sąsiednią salę zajął PiS. Działacze obu obozów spotykają się na papierosie, nie ma wrogości, jest dużo kurtuazji.

Wiceprezydent Krzysztof Kaliszuk na telefonie pokazuje cytat z artykułu o marszałek Polak – „spakowałam się...”. Chodziło o powrót z Francji 40 lat temu, ale mniejsza o to. Żart budzi radość.

Gdzie wygrywała Koalicja Obywatelska, gdzie PiS i Bezpartyjni [WYBORY]

Jeden z radnych Kubickiego też zagląda w telefon i w spływające wyniki w mieście. – Miażdżymy, miażdżymy – powtarza. „Miazgi” nie było. Prezydent wygrał w pierwszej turze wyraźnie – ponad 57 proc., choć cztery lata temu miał o 11 proc. więcej. W radzie miasta powtórka. Ekipa Kubickiego będzie miała 11 radnych, czyli tyle samo, co ostatnio. A plan zakładał większość w ratuszu.

Niedziela 21 października, wieczór wyborczy komitetu Janusz Kubickiego Bezpartyjni
Niedziela 21 października, wieczór wyborczy komitetu Janusz Kubickiego Bezpartyjni  Fot. Artur Łukasiewicz

Drugiej tury więc nie było. Mogła być, gdyby nie fatalny wybór PO. Sławomir Kotylak zdobył w prezydenckim wyścigu ponad 5 proc., czyli pięć razy mniej niż kandydaci Koalicji Obywatelskiej w wyborach do rady miejskiej. Na osłodę Kotylakowi został mandat radnego.

– Po mieście krąży dowcip o tym, że to była najdroższa kampania na radnego w historii – komentuje prof. Łukasz Młyńczyk, politolog z Uniwersytetu Zielonogórskiego. – A poważnie, to Platforma popełniła duży błąd przy obsadzie kandydata na prezydenta. Nie popełniła go w wyborach rady, miała dobre listy. Zyskała radnego na zielonogórskich wsiach, czyli twierdzy Kubickiego.

Sąsiadów z hotelu Ruben bardziej interesowały wyniki do sejmiku. Posłowie PiS liczyli na remis. Tymczasem przegrali, ale nie na tyle, by nie myśleć o stanowisku marszałka. Koalicja Obywatelska ma 11 radnych, PiS – 9 (najwięcej w historii), PSL – 4, Bezpartyjni – 4 i SLD – 2.

Bezpartyjny front interesów

Kubicki stworzył jeszcze jeden front wyborczy – do sejmiku. By osiągnąć to, co Bezpartyjni Samorządowcy zaplanowali sobie na Dolnym Śląsku. Projekt „Bezpartyjni” wypalił tam idealnie, powiódł się nie w pełni w Lubuskiem i na Zachodnim Pomorzu. W reszcie Polski przepadł.

We Wrocławiu Bezpartyjni wprowadzili do sejmiku sześciu radnych i bez nich nie da się rządzić. Kłaniać się im muszą PiS i Koalicja Obywatelska. Filozofię polityczną Bezpartyjnych wyłożył we wrocławskiej „Wyborczej” Robert Raczyński, wieloletni prezydent Lubina i mózg operacji Bezpartyjni.

– Do obu tych bloków zachowuję równy dystans. I do obu jest mi równie blisko. To kolejny cel, który udało nam się osiągnąć. Chcieliśmy być obozem między Platformą i PiS i to się udało. Nie jesteśmy więc obozem politycznym, nie scala nas ideologia, a chęć załatwiania wspólnych projektów. Bo polityka to dla nas właśnie droga do załatwiania interesów. A naszą najważniejszą cechą jest zdolność do rozmowy ze wszystkimi – klaruje Raczyński. Sprawę stawia jasno: – o koalicji rozmawiać będę wyłącznie bezpośrednio z Grzegorzem Schetyną i Jarosławem Kaczyńskim. Ostatnie wiadomości są takie, że będzie sojusz z partią Kaczyńskiego.

Zielona Góra, niedziela 21 października. Wieczór wyborczy PiS. Łukasz Mejza, lider lubuskich Bezpartyjnych i poseł PiS Jerzy Materna
Zielona Góra, niedziela 21 października. Wieczór wyborczy PiS. Łukasz Mejza, lider lubuskich Bezpartyjnych i poseł PiS Jerzy Materna  Fot. Artur Łukasiewicz

Identycznie brzmi Łukasz Mejza, lider lubuskich Bezpartyjnych. – Do PO i PiS jest mi tak samo daleko jak blisko. Różnica jest taka, że nam nie chodzi o stołki, a interesy woj. lubuskiego. Przygotowujemy listę inwestycji. Kto się pod nimi podpisze, z tym możemy rządzić – mówi Mejza.

Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli, nie kryje, że z Bezpartyjnymi mu nie po drodze. – Choć cztery lata temu współtworzyłem ten ruch. Myliłem się. Trudno mi zrozumieć, że mieszkańcy dali się nabrać na hasła farbowanych lisów. Bo przecież u nich jest zatrzęsienie partyjnych i to nie tylko z głębokiej przeszłości. A to, że najbliżej im do PiS, powtarzam od dawna.

Karty w rękach ludowców

Bezpartyjni, by współrządzić w Lubuskiem, muszą storpedować koalicję kontynuacji KO-PSL-SLD. Albo przynajmniej wyeliminować Sojusz i go zastąpić. Bo SLD poniósł klęskę w wyborach. Jest cieniem dawnej potęgi.

– Bo to schyłkowa formacja, bez większej siły przebicia, nie zyskuje elektoratu. Młoda lewica szybciej wybierze Biedronia niż Sojusz – ocenia prof. Młyńczyk.

Niewykluczona jest koalicja Bezpartyjnych z PiS. Jedyny kłopot to skuszenie PSL, którego krajowi liderzy wykluczają taki pakt. – PiS chciał nas zniszczyć. A my nie musimy przed nikim klękać. Przez trzy lata chciano nas rozbić, zniszczyć, wylewano wiadra pomyj. A po kampanii, gdy jest ochota opanować cały kraj, to się będzie głaskać po główce? Ja się na taką zabawę nie piszę – komentował w „Wyborczej” szef ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz. Tyle że głos centrali to jedno, a rzeczywistość w regionach to drugie.

– Chcielibyśmy tej koalicji, najbliżej nam do Bezpartyjnych, ale wiadomo, jakie jest nastawienie PSL. I robi się z tego ciężka sprawa. Ale rozmawiamy, przekonujemy. Możliwe, że będziemy mieć koalicje z PSL w powiecie krośnieńskim – mówi Jerzy Materna, zielonogórski poseł PiS.

Jolanta Fedak, szefowa lubuskiego PSL, radzi czekać na ustalenia na szczeblu krajowym. – Dopiero wtedy tu będziemy wiedzieć, o czym i z kim konkretnie rozmawiać o koalicji. Bo trzeba wziąć pod uwagę wyniki takich stronnictw jak Bezpartyjnych. Różnie może być. Jedyne, co można powiedzieć, to że mało prawdopodobny jest nasz sojusz z PiS.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej