Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Protest marszałków wzbudziły medialne wypowiedzi Jerzego Kwiecińskiego, ministra inwestycji i rozwoju. – Część województw musi przyspieszyć inwestowanie funduszy unijnych. Zagrożonych jest 1,3 mld euro. A naszych województw nie stać na utratę funduszy – przekonywał Kwieciński.

W czwartek w południe marszałkowie zwoływali konferencje prasowe, by prostować komentarze przedstawiciela rządu. – Delikatnie mówiąc, minister się myli. Nic złego się nie dzieje, wdrażanie środków unijnych przebiega sprawnie. A jeżeli już, to są opóźnienia w rządowych funduszach unijnych – tłumaczy marszałek Elżbieta Polak. – Mogę to tylko wrzucić na karb kampanii wyborczej. Bo słyszymy ze strony rządu, że marszałkowie się nie sprawdzają, a ministrowie owszem. Tymczasem jest odwrotnie.

Do 2020 r. woj. lubuskie z Unii Europejskiej ma do wykorzystania ok. 4 mld zł w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego (RPO) i EFS, czyli twardych i miękkich funduszy. Do tej pory w ramach RPO podpisano ponad 660 umów na prawie 2,3 mld zł, czyli na ok. 58 proc. Do samych przedsiębiorstw trafiło ok. 540 mln zł, na przebudowę dróg już 27 mln zł, a w naukę i tzw. kapitał ludzi pół miliarda.

– Jesteśmy na półmetku. Rozliczenia końcowe upłyną w 2023 r. I pieniądze zamierzamy wydać do końca, Unii nie zwrócimy ani złotówki, jak sugeruje minister. To nie są kwoty wydawane, byle jak, byle szybko – komentuje marszałek Polak. – Więc niech minister pogoni swoje resorty. A miałby co robić.

Jak wylicza Urząd Marszałkowski, w woj. lubuskim opóźnienia dotyczą rządowych inwestycji z pieniędzy unijnych. – PKP PLK nie może wydać aż 147 mln zł, na ochronę przeciwpowodziową nie zakontraktowano 67 mln zł.

Wicemarszałek Romuald Gawlik, który nadzoruje w regionie tzw. miękkie fundusze (rynek pracy, żłobki, przedszkola, szkolenia – red.) warte 885 mln zł, ocenia, że umowy podpisane są już na 524 mln zł, więc dobrze przekraczają połowę. Tego wskaźnika nie przekraczają wydatki na wsparcie rynku pracy. – Bo trudno szkolić bezrobotnych, skoro bezrobocia nie ma – tłumaczy Gawlik. – Stąd postulaty samorządowców, by móc przesuwać fundusze na inne potrzeby. Radzimy sobie dobrze, choć minister, do tej pory uważany za rozsądnego człowieka, chciałby wmówić ludziom, że oni nie dali sobie rady, a my poradzimy. To fałszywy obraz.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.