Po rewitalizacji Winnego Wzgórza ukazał się labirynt z iglaków. Pomysł świetny, ale frajdę dzieciom psuje fakt, że wykonano go z cisów - jednej z najbardziej trujących roślin w Polsce. Gałązka cisa potrafi zabić konia, który ją zjadł...
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pani Anna, mama półtorarocznej Kornelii, zabrała dziecko na Winne Wzgórza tuż po oficjalnym otwarciu.

– Przeczytałam o labiryncie dla dzieciaków, pomyślałam: świetna rzecz. Córeczka uwielbia się chować, uciekać. Ale szybko zmieniłam zdanie – opowiada matka dziewczynki. Zobaczyła, że labirynt tworzą nasadzenia z cisów. Choć ten jest dość popularnym iglakiem, jest najbardziej trującą rośliną w naszym kraju. Toksyny znajdują się we wszystkich jego częściach, ale głównie w igłach i nasionach. W roślinie toksyczna nie jest jedynie różowa osnówka.

– Osnówka wyglądem przypomina żelki. Dzieci mogą próbować je jeść. Połkną trujące nasiono. Mogą z nudów skubać igły, gdy będą oczekiwać, aż ktoś je znajdzie podczas zabawy w chowanego. Małe dzieci większość rzeczy sprawdzają, biorąc je do ust, tak poznają świat. Dlaczego ktoś zafundował im śmiertelną lekcję? – pyta matka dziewczynki.

Pilichowski: nie ryzykowałbym

Zjedzenie cisa grozi poważnymi konsekwencjami – może dojść do uszkodzenia serca, nerek i ośrodkowego układu nerwowego. Objawami zatrucia cisem są wymioty, bóle brzucha, biegunka, krwiomocz, drgawki, zawroty głowy, problemy z oddychaniem, zaburzenia pracy serca prowadzące do śmierci. Jak bardzo trująca to roślina? Gałązka cisa potrafi zabić konia, który ją zjadł.

Sebastian Pilichowski, biolog, który prowadzi warsztaty dla dzieci i młodzieży „Żywa edukacja”, przyznaje, że wybór rośliny na utworzenie labiryntu jest nieszczęśliwy.

– Jestem daleki od maniakalnego widzenia we wszystkim zagrożenia, ale dziś się takich sytuacji unika. Nie sadzi się trujących roślin na placach zabaw. To zbyt ryzykowne. Sadzimy takie rośliny, które dziecko może bez obawy dotknąć – tłumaczy Pilichowski.

Cisy najchętniej wymieniłby na rośliny, które nie trują i są polskie.

– Np. graby, buki. Taki labirynt powstał w odnowionym parku w Laskach k. Czerwieńska. Jeśli chcielibyśmy, by labirynt był zimozielony, można było wybrać bukszpan. Choć tu architekt krajobrazu może zarzucić, że ten ostatni nie jest rodzimym gatunkiem. Ja jednak stawiałbym przede wszystkim na bezpieczeństwo dzieci – tłumaczy Pilichowski.

W grę nie wchodzą popularne tuje, które nie dość, że nie są rodzime i kiczowate, także są trujące.

Kaliszuk: zmian nie będzie

Krzysztof Kaliszuk, wiceprezydent Zielonej Góry, nie zleci jednak wymiany roślin.

– Labirynt został zrealizowany zgodnie z programem funkcjonalno-użytkowym przygotowanym przez architekt krajobrazu Agnieszkę Kochańską. Zgodnie z jej informacjami publicznie dostępne żywopłoty, w tym tego typu labirynty, są powszechnie wykonywane z cisów, m.in. jeden z największych jest w Berlinie, i nie słyszała ona nigdy o przypadku zatrucia się z powodu zjedzenia gałązki z labiryntu – zapewnia Kaliszuk.

Będzie tabliczka

Pilichowski doradza więc, by miasto natychmiast postawiło tabliczkę z ostrzeżeniem dla rodziców, że labirynt jest śmiertelnie trujący. – A mamy powinny pilnować swoje maluchy – ostrzega.

Miasto wystawi tabliczkę i będzie usuwać kolorowe nasiona. Te pojawią się na żeńskich okazach za rok lub dwa.

– Owoce będą zbierane przez służby miejskie przed okresem dojrzewania – zapewnia Kaliszuk.

Matka Kornelii: – Zamiast labiryntu, który daje radość, mamy śmiertelną pułapkę. Żadna matka nie zrelaksuje się, siedząc przy takiej atrakcji.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej