Do domu pani Beaty w podgorzowskich Chwalęcicach podchodzą lisy. Nie boją się ludzi, zadomowiły się na tarasie. Podobno wścieklizny nie było od bardzo dawna, ale na dzikie lisy lepiej uważać.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ponad miesiąc temu na posesji naszej czytelniczki z Chwalęcic zadomowiły się lisy. Nie boją się ludzi, wręcz podchodzą i gdyby mogły, wchodziłyby do domu.

– To jest niecodzienna sytuacja. Właściwie jakby tu mieszkały. Od miesiąca lis siedzi sobie na ławce, śpi na moim tarasie. Chciałam go wystraszyć i otworzyłam drzwi na taras. Myślałam, że usłyszy szczęk klamki i się spłoszy. Odskoczył, ale gdy mnie zobaczył, to zaczął podchodzić w moją stronę. Niedaleko stad sąsiad się buduje i okazało się, że pracownikom lisy wykradały kanapki – opowiada pani Beata.

Lisy łaszące się do ludzi to niespotykana sytuacja i mieszkanka Chwalęcic zawiadomiła nadleśnictwo. Leśniczy stwierdzili jednak, że takimi sprawami zajmuje się gmina. W urzędzie gminy skierowano panią Beatę do powiatowego inspektora weterynarii. A w inspektoracie dowiedziała się, że mieszka w lesie, to ma zwierzęta. A w okolicy nie było wścieklizny od 1991 r.

– Tyle się mówi, że gdy zwierzę nie ucieka, to może być chore. I że trzeba wzywać służby, a nie radzić sobie samemu. A jak się ma problem, to traktują cię jak dziecko. Mieszkasz koło lasu, posadziłaś krzaki, podlewasz trawę i lęgną się różne pędraki, to sama sobie stworzyłaś warunki dla lisów. I to naturalne, że lis podchodzi i pcha ci się do domu – mówi czytelniczka.

Zadzwoniła więc do wojewódzkiego inspektoratu w Zielonej Górze i tam uzyskała pomoc. – Pani powiedziała, że faktycznie wścieklizny nie notowano od dawna, nie musze się bać, ale oczywiście lepiej być ostrożnym. Mam problem i ona postara się pomóc. Za pięć minut zgłosił się inspektor powiatowy, za 15 minut miałam pana łowczego, a za 40 minut przyjechał dyżurny weterynarz – mówi.

Lisów wprawdzie nie zastali, ale obiecali później zastawić pułapkę i wywieźć zwierzęta w inne miejsce. Od łowczego czytelniczka dowiedziała się, że zwierzęta coraz częściej wychodzą z lasu, nie musi to być oznaką wścieklizny, ale zmiany stylu życia. – Powiedział też, że w okolicy pojawiły się wilki, podobno cztery osobniki, taka mała watażka, która straszy również lisy. To może być tez jedna z przyczyn ich dziwnego zachowania – dodaje pani Beata.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Z mieszczuchami nie wygrasz, drogi lisku. Co za wredne babsko.
    już oceniałe(a)ś
    6
    1
    Ktoś najpierw chciał zamieszkać na łonie natury, a teraz się dziwi, że mu ta natura do domu zagląda.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Lisy pożarły mi kotkę, trzeba uważać...
    już oceniałe(a)ś
    1
    1