Zaczęłam pracę w urzędzie jako referentka. Stukałam w maszynę do pisania tak głośno, że koleżanki z pokoju zwracały mi uwagę: - Ela, przestań, nie można pogadać - wspomina marszałek Elżbieta Polak w wywiadzie w "Wysokich Obcasach".
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pamiętam, że kiedy zostałam burmistrzem, pojechałam do Świeradowa na zjazd burmistrzów i wójtów. Przyjechał po mnie mąż z dziećmi. Czeka przed hotelem i widzi, że wychodzi dziesiąty, 20., 40., 70. facet i w końcu 80. Ela. Na 83 gminy były tylko dwie kobiety! Na kolejny zjazd wójtów i burmistrzów nie pojechałam – opowiada Dorocie Wodeckiej w sobotnich „Wysokich Obcasach” marszałek lubuska Elżbieta Polak.

Bo mąż był zazdrosny?

Też. Ale trudno nie odczuwać dyskomfortu w tak zmaskulinizowanym gronie. Te proporcje się nie zmienią, jeśli kobiety nie dostaną na listach wyborczych miejsc biorących.

Pani dostanie jedynkę?

Teraz tak. Ale kiedy pierwszy raz kandydowałam w wyborach do sejmiku, dostałam ósmą, niebiorącą pozycję. I zdobyłam mandat.

Po pierwszej kadencji przegrała pani wybory na burmistrza. Dlaczego wyborcy nie docenili pani pracy?

Byłam przeciwniczką powstania prywatnego wysypiska śmieci w Kartowicach i przez cztery lata, kiedy rządziłam Małomicami, inwestorzy nie mogli go zbudować. Dostawałam nawet SMS-y, że mam takie śliczne dzieci, a mogę ich nie mieć.

Zgłosiła pani te pogróżki policji?

Tak, ale dochodzenia były umarzane. Ówczesny burmistrz Szprotawy stał na czele zwolenników budowy i rada gminy podjęła wtedy jedyną chyba w Polsce uchwałę, w której potępiła burmistrza innego miasta za to, że się wtrąca w sprawy nie swojej gminy.

Ale na jakiej podstawie mogła się pani wtrącać?

Byłam stroną, bo składowisko miało graniczyć z moją gminą. Wiedziałam, że jest niepotrzebne, bo mamy wspólne składowisko w Świętoszowie. Miało fatalną lokalizację – w dolinie Bobru, tuż przy kościółku z XIII wieku i blisko zabudowań. Wyobrażałam sobie, że je ogrodzą drutem kolczastym, spuszczą psy i nikt tam nie wejdzie. I tak też się stało.

Mój kontrkandydat wsparty przez lobbystów tego składowiska miał kampanię, jakby kandydował co najmniej na burmistrza Nowego Jorku. I kiedy mnie usunęli, wysypisko zostało zbudowane pod wodzą ówczesnego burmistrza.

Ta sprawa wróciła do mnie po latach, gdy składowisko było już pełne. Kontrole nie wykazały obecności substancji szkodliwych czy niebezpiecznych, ale mieszkańcy przedstawiali dowody w postaci zdjęć potwierdzające, że są na nim składowane odpady niebezpieczne.

CAŁY WYWIAD z marszałek znajdziecie w Wysokich Obcasach

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej