Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po dojściu do władzy PiS Narodowy Fundusz Zdrowia nie finansuje już zabiegów in vitro. Robią to nieliczne samorządy, m.in. Częstochowa (pionier polskich inicjatyw) czy Łódź.

Jesienią ub. roku na Kongresie Kobiet w Zielonej Górze osobistą historię opowiedziała słuchaczkom Anna Synowiec, prawniczka i radna sejmiku z Gorzowa. Swoją córkę Helenkę urodziła dzięki sztucznemu zapłodnieniu. – Na szczęście było mnie stać na ten zabieg, udało się za pierwszym razem. Wiem jednak, ile kosztuje ta procedura, i że jest nieosiągalna finansowo dla wielu par – mówiła. – Dzielę się tym, bo moim największym marzeniem było posiadanie dziecka. Pieniądze szczęścia nie dają.

In vitro na starcie

W sejmiku od tamtej pory rzadko poruszano temat. W końcu Lubuskie doczekało się osobnego programu leczenia niepłodności metodą in vitro. Opracowano go w departamencie zdrowia Urzędu Marszałkowskiego. Program został pozytywnie zaopiniowany przez rządową Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

– I to jest dobra wiadomość dla mieszkańców województwa starających się o dzieci. W tym roku na lubuskie in vitro mamy 100 tys. zł. Wkrótce ogłaszamy konkurs. Jako że u nas żaden szpital ani ośrodek nie wykonuje tych zabiegów, spodziewamy się ofert z klinik z innych regionów – mówi marszałek Elżbieta Polak.

Światowa Organizacja Zdrowia WHO wpisała niepłodność na listę chorób cywilizacyjnych. Zdaniem ekspertów bezdzietne pary dotykają częściej depresja i nerwice, zaburzenia w relacjach społecznych i rozpad małżeństw. Z danych NFZ wynika, że problem niepłodności w woj. lubuskim dotyczy 17,5 tys. par. Leczenia wymaga 350 par. Jeden cykl zapłodnienia in vitro kosztuje 8-12 tys. zł. Para z marszałkowskiego programu może liczyć na 5 tys. zł dofinansowania. Musi być zameldowana w Lubuskiem, a kobieta liczyć 20-40 lat. Para nie musi natomiast legitymować się potwierdzonym związkiem małżeńskim.

Z szybkich szacunków wynika, że pieniędzy wystarczy na pomoc 20 parom. – Wiem, mało, ale to początek. Zachęcamy inne samorządy. Program jest, wszystko działa, wystarczy się włączyć – zachęca marszałek Polak.

SLD próbował pierwszy

Marcin Pabierowski, zielonogórski radny PO, zapowiada, że Platforma zamierza przeforsować wejście do programu miasta Zielona Góra. – Czas najwyższy, zwłaszcza że prezydent miasta w tej sprawie nic nie zrobił – mówi Pabierowski.

Rzecz w tym, że od miesięcy gotową miejską uchwałę o in vitro (na wzór Częstochowy) ma zielonogórski SLD. Sojusz zebrał nawet 1,2 tys. podpisów mieszkańców o stosowaniu metody in vitro w mieście. Według programu przygotowanego przez zielonogórską lewicę o jednorazową refundację do 5 tys. zł starać mogłyby się tylko małżeństwa. Rocznie miasto wydawałoby na in vitro ok. 300 tys. zł.

Tyle że Tomasz Nesterowicz, jedyny radny Sojuszu, do sprawy nie był w stanie namówić radnych prezydenta Janusza Kubickiego i PO.

– Bo to był tylko pomysł. Uchwała nie miała potrzebnych opinii. Ta marszałka jest kompletna – odpowiada Pabierowski.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.