Apartheid był legalny, bo większość uchwaliła. Holocaust też. Tylko że we współczesnych demokracjach koncepcja prawa jest inna. Ma zapewniać tarczę ochronną dla mniejszości - mówiła prof. Ewa Łętowska na festiwalu Pol'and'Rock w Kostrzynie nad Odrą.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prof. Ewa Łętowska, była sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego i Trybunału Konstytucyjnego, w sobotę spotkała się z uczestnikami festiwalu Pol'and'Rock (czyli dawnego Przystanku Woodstock). Spotkanie odbyło się w namiocie warsztatowym ASP.

Profesor zaczęła od wykładu, który w skrócie przedstawił jej poglądy na sytuację w Polsce. – Demokracja to rządy większości, ale we współczesnym ujęciu demokracji większość nie powinna krzywdzić mniejszości. Jaki jest parasol ochronny dla mniejszości? Prawo, czyli konstytucja, oraz prawa człowieka, które jako uniwersalne są chronione międzynarodowym prawem. Morał: Nie wszystko, co w parlamencie uchwaliła większość, ma szansę zrealizować się w prawidłowo funkcjonującym państwie – tłumaczyła prof. Łętowska.

I podała przykłady: – Apartheid był legalny, bo większość uchwaliła. Holocaust? Jak najbardziej. Podobnie niewolnictwo i kolonializm. Tyle że koncepcja prawa przy tych sytuacjach jest koncepcją praworządności, czyli prawa-miecza. Otóż, we współczesnych demokracjach koncepcja prawa jest cokolwiek inna. Prawo ma zapewniać również tarczę ochrony mniejszości. Sama praworządność, zgodna z prawem, oznacza oparcie prawa o czystą siłę. A rządy poprzez prawo oznaczają, że tarcza prawa chroni przed tym, aby miecz nie był zbyt ciężki, albo zbyt mocno rażący. Prawo bez miecza jest nic niewarte, bo nie można go wyegzekwować. Z kolei czysta siła rani większość – wykładała sędzia.

„Każda władza dąży do autorytaryzmu”

Prof. Łętowska wyjaśniała, że konstytucja to „łańcuchy, które mają wiązać ludzi wtedy, kiedy ogarnie ich szaleństwo w parlamencie". – Niechęć ustawodawcy wobec tych łańcuchów, które go krępują, wyraża się w tym, że ci, którzy interpretują prawo – adwokaci, sędziowie, prawnicy, urzędnicy – o ile są związani z establishmentem, są zainteresowani tym, by konstytucję interpretować w jak najwęższy sposób. Po to, by łańcuchy były mniej dotkliwe – tłumaczyła.

Zaznaczyła jednak, że każda władza – nawet w najbardziej demokratycznym państwie – ma tendencję do ułatwiania sobie życia. – I w związku z tym, do autorytaryzmu. Dlatego władzy trzeba patrzeć na ręce i dać człowiekowi parasol, na którym napisane jest „konstytucja” – mówiła.

Sami swoi

Dalej profesor alarmowała, że obsadzanie różnych stanowisk „swoimi” ma doprowadzić do takiej interpretacji prawa, które dobrze oddaje cytat z filmu „Sami swoi", czyli: „Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie".

– Jeżeli daje się 30 sekund na zabranie głosu w dyspucie, jeśli pogwałcony jest właściwy tryb uchwalania aktów prawnych, to wtedy mamy do czynienia z zepsuciem wszystkich procedur, które mają prowadzić do tego, żeby prawo było dobre. Jeśli prawo jest niedobre i nadużywa się trybu poselskiego uchwalania zamiast rządowego, to mamy do czynienia z Sejmem krwawiącym – wykładała prof. Łętowska.

Podkreślała, że w Polsce nadal obowiązuje trójpodział władzy, ale zachwiana została równowaga między jego trzema filarami. – Obwód trójkąta się nie zmienił, ale pociągnięto za jeden rożek – wyjaśniała, ilustrując rzecz na wcześniej przygotowanej prezentacji.

Gdzie jesteśmy?

– W jakim momencie polskiej historii jesteśmy? – padło pytanie w stronę profesor.

– Prawo składa się z dwóch elementów: tego, co jest napisane w konstytucji, i standardu, czyli tego, jak się dzieje naprawdę. Z tego punktu widzenia mamy regres cech, które decydują o państwie prawa. Jesteśmy nadal państwem prawa, ale o obniżonym standardzie. Krótko mówiąc, przestawiono drogowskaz. Z demokracji liberalnej na demokrację narodową – odpowiadała sędzia Łętowska.

Tłumaczyła dalej, że cała awantura związana z odsyłaniem w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego i kończeniem w przymusowy sposób kadencji pierwszej prezes bierze się stąd, że ustawodawca nie martwi się o przepisy prawa przejściowego. – Normalnie, gdyby chodziło o kwestie, które nie są zakotwiczone w konstytucji, mógłbyś sobie, ustawodawco, w przepisach uchwalić zasadę, że nowa ustawa złapie w locie sytuacje, które są zmieniane. W tym przypadku jest to niemożliwe. Akurat w obu tych sytuacjach konstytucja determinuje, jaką regułę prawa przejściowego musi się wybrać. Sędzia jest nieusuwalny, kadencja trwa 6 lat. Niestety, nie bierze się tego w dyskusji pod uwagę i dlatego mamy ten pasztet, który mamy – mówiła prof. Łętowska. – Jeśli weźmiecie pod uwagę standardy unijne, to z wyroków Europejskiego Trybunału Konstytucyjnego wynika to samo. Nie można przerwać kadencji i nie można manewrować w ten sposób wiekiem spoczynkowym, jak to w Polsce uczyniono – dodała.

Wybiórcze stosowanie prawa

Profesor podkreślała, że dziś prawo stosowane jest wybiórczo. Jako przykład podała proces Jurka Owsiaka za użycie wulgaryzmu podczas spotkania ze słuchaczami we Wrocławiu. – Eksces w stosowaniu ścigania lub karania może być stosowany jako instrument tzw. efektu mrożącego, czyli żeby nas zniechęcić. Nie jest przypadkowy wybór terminu rozprawy i osoby, którą się ściga. Ja bardzo przepraszam, ale tzw. grube słowo, padające na różnych publicznych spotkaniach, nie jest niczym osobliwym i pan Owsiak nie jest wyjątkiem – mówiła.

Musimy wprowadzać zmiany w sądownictwie, bo mierzymy się z kastą, która nie dba o obywateli, a jedynie o swoje interesy?

Prof. Łętowska: – Czasami sądownictwo bywa oskarżane o brak demokracji, bo sędziowie nie są wybieralni, przemawiają niezrozumiałym językiem, mają tendencję do dogmatycznej sztywności w komunikacji z ludźmi. To wszystko jest prawda. Tylko jedna rzecz: jeżeli narzekamy na aroganckie zachowanie sądu (ja też narzekam), że sądy nie potrafią tłumaczyć ludziom, dlaczego przegrali, że nie są dostatecznie wnikliwe, to dlatego, że sądy są niesłychanie demokratyczne. To kość z kości i krew z krwi nas wszystkich. Na co dzień Polacy grzeczni wobec siebie nie są i to się przenosi – mówiła sędzia.

I dodała: – Sądy wymagają poprawy, ale akcentu nie kładłabym na opieszałość, tylko na doskonałość zawodową, biegłość w interpretacji, umiejętność zorientowania się, że prawo to nie tylko tekst, ale również standard, czyli to, co się dzieje w praktyce.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej