Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O brakującą część pieniędzy upomniał się na swoim profilu facebookowym prezes fundacji Cancer Fighters Marek Kopyść.

„Podczas całego meczu udało się zebrać ponad 100 tysięcy złotych, jednak część środków (ok. 45 tysięcy) z biletów nie została nam przekazana. Kwota ta jest nadal w posiadaniu systemu KupBilet.pl, ze względu na to, że ZKS Stilon Gorzów uchyla się od wystawienia faktury i przelania środków na konto Fundacji”.

Informacja jest prawdziwa, ale szkoda, że niepełna. Kopyść pisze również, że „Na mocy umowy z fundacją, należna kwota dla Stilonu za organizację meczu wyniosła 9 249 złotych netto (12 tysięcy złotych brutto), z czego 11 tysięcy złotych brutto zostały wpłacone w formie zaliczki jeszcze przed meczem.” Nie dodaje, komu fundacja przekazała te pieniądze, kto organizował mecz w imieniu Stilonu i w jaki sposób można było spożytkować te pieniądze. Ludzi odpowiedzialnych za organizację meczu charytatywnego w klubie już nie ma. Za to długi są ogromne, a zajęcia komornicze to aktualnie w Stilonie codzienna norma.

„Proszę, pamiętajmy, że chodzi o dobro dzieci, a zdjęciami i słowami bez czynów nie zapewnimy im leczenia”. Z tym zdaniem prezesa fundacji Cancer Fighters w pełni się zgadzamy. Ani prezes Biłko, ani Stilon, tych pieniędzy nie zabrali, cały czas nie ma ich również fundacja. Dlatego dzień po dniu trzeba wspólnie szukać sposobu, aby jak najwięcej z tych środków faktycznie odzyskać. Opluwać kogoś to nie jest żadne wyjście. To się tyczy obu stron.

– Jeśli zrobię tak, jak chce prezes fundacji, czyli wystawię fakturę i pieniądze zostaną przelane na konto klubu, to natychmiast zabierze je komornik, tak jak robi z każdą złotówką – powiedział prezes Biłko. – To jest efekt ogromnego bałaganu w Stilonie i złego zarządzania od dłuższego czasu. Długi są tak ogromne, a kolejne trupy wychodzą z szafy dzień po dniu, dochodzą kolejne kwoty. Policzyliśmy już zaległości na około 700 tysięcy i niestety obawiam się, że to nie koniec. W najczarniejszych snach nie spodziewałem się i ludzie, którzy mi pomagają to w tej chwili ogarnąć, że sytuacja jest tak tragiczna. W meczu charytatywnym sam brałem udział, wpłaciłem pieniądze. A teraz trzeba wymyślić, jak najwięcej środków z KupBilet.pl przekazać fundacji. To na pewno nie będzie pełna kwota, bo tam poprzednicy rządzący Stilonem też narobili długów, jest ich na około 7 tysięcy. Reszta właśnie na koncie tej firmy jest w tej chwili najbardziej bezpieczna. Słyszałem o możliwości cesji, będziemy o tym rozmawiać z mecenasem Jerzym Synowcem. Zapraszam też prezesa fundacji do współpracy, na jego pomysły, jak tę sprawę pomyślnie i zgodnie z prawem załatwić. Nikt nie ukradł tu ani złotówki. Różnych spraw jest ogrom, jak najszybsze przekazanie pieniędzy fundacji to jednak jeden z priorytetów.

Niepokoi, że mecz charytatywny ma drugi, poważny wątek. – Jeden z podpisów złożony pod umową z fundacją, chodzi o podpis wiceprezesa Roberta Stanisławskiego, został złożony wbrew jego woli, mamy na to jego oświadczenie – mówił obecny prezes Stilonu. – Czytamy w nim, że „do złożenia podpisu zostałem zmuszony w drodze wymuszenia rozbójniczego, grożono pobiciem mi oraz mojej rodzinie. Do zdarzenia doszło w dniu 1 czerwca w miejscowości Mironice, podczas spotkania związanego z jubileuszem obchodów 70-lecia Stilonu. Obecni przy tym zdarzeniu byli prezes fundacji oraz ówczesny prezes Stilonu”. Wiceprezes nie chciał podpisywać umowy, bo jej nawet nie widział, nie mógł brać za nią odpowiedzialności. W powyższej sprawie złożone zostało zawiadomienie w Prokuraturze Rejonowej w Gorzowie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.