Wolelibyśmy, aby ekipa odchodząca z gorzowskiego klubu wyjaśniła sobie z nowym sternikami wszelkie niejasności, ale jeżeli to nie jest możliwe, może i faktycznie lepiej, aby wszystkie spory rozstrzygnąć na drodze prawnej. Tym bardziej, że słyszymy o zaległościach, których domagają się również byli już pracownicy klubu. Nikogo też lekką ręką nie nazywamy oszustem. Jedno jest pewne i to nie jest dla nas żadne zaskoczenie: niestety piłkarski Stilon był i ciągle jest na ostrym organizacyjnym zakręcie. Czy kiedyś w końcu z niego wyjdzie?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W Polsce dziś prawie każdy jest już trenerem futbolowej kadry narodowej, szykujemy się na czwartkowe otwarcie mundialu w Rosji, sprawdzamy w kalendarzach, kiedy pierwszy raz zagrają biało-czerwoni.

Niestety w piłkarskim Gorzowie stara bieda, od ilu już lat popełniamy wstydliwy grzech braku drużyny na porządnym poziomie ligowym. Obecnie Warta próbuje wrócić do lepszych czasów, wygrała czwartą ligę, Stilon rozpaczliwie broni się przed spadkiem z trzeciej ligi, czyli czwartego poziomu.

Fatalna sportowa wiosna zakończyła się rewolucją u stilonowców. Mamy nowego prezesa Piotra Biłkę, a w roli przewodniczącego komisji rewizyjnej Jerzego Synowca. Projekt szczeciński to była totalna klapa. Pal licho już te przegrane mecze, choć realia przy zapowiedziach wyglądają jak ponury żart. Piłka będzie miała szansę ruszyć z miejsca, gdy wreszcie ktoś ten klub poukłada organizacyjnie, a prezesowi Norbertowi Sawickiemu też to się nie udało. Niepokojące, że nowi w Stilonie znajdują trupy w szafie. Zagadki finansowe jak najszybciej koniecznie trzeba rozwiązać.

– Na koncie 4 czerwca [dzień walnego zebrania klubu, gdzie doszło do zmiany zarządu] było 6 złotych i 60 groszy, natomiast w otwartej komisyjnie kasie znalazło się 89,79 zł – powiedział prezes Piotr Biłko na dzisiejszej konferencji w Stilonie, poświęconej sytuacji organizacyjnej zastanej przez nowe władze w klubie. – Zaniepokoił mnie raport kasowy sporządzony na koniec kwietnia jeszcze przez poprzedni zarząd z kwotą 210 574 zł. Natomiast wewnętrzny audyt, który wykonała już komisja rewizyjna naszego klubu, wykazał kwotę na koniec maja 281 137 zł. Te liczby nie mają nic wspólnego z tym, co zastaliśmy w klubowej kasie i na koncie.

Jerzy Synowiec, od ostatnich wyborów w klubie przewodniczący komisji rewizyjnej, poinformował, że klub w tej sprawie podjął kroki prawne: – W gorzowskiej prokuraturze zostało złożone zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, przywłaszczenia pieniędzy bądź oszustwa, prokuratura z kwalifikacją czynu da sobie radę, na kwotę ok. 300 tys. zł. W ostatnich dniach, kiedy brakowało pieniędzy na wyjazdy, a zawodnicy prosili, aby wypłacić im jakiekolwiek środki na wyżywienie, bo nie byli rozliczani przez kilka miesięcy wstecz, z klubu wyprowadzano pieniądze przy pomocy kart bankomatowych przez co najmniej dwie osoby zatrudnione w klubie. W czerwcu, a więc dosłownie chwilę przed walnym zebraniem, pracownica klubowa wybrała kilkanaście tysięcy złotych w galerii handlowej w Szczecinie. Inny pracownik klubu w maju, kiedy już było wiadomo, że zbliża się koniec dotychczasowej ekipy, przy pomocy wielu transakcji jednego dnia wybrał w Gorzowie ponad 55 tys. zł. Co się stało z tymi pieniędzmi? Mamy nadzieję, że prokuratura to wyjaśni. W biednym klubie jeśli są pieniądze, powinny iść dla zawodników, dla młodzieży. Nie boję się ewentualnych procesów, bo to, co mówią zawodnicy, jak ich traktowano, woła o pomstę do nieba. Nigdy tak w Stilonie nie było. Poprzedniej ekipie udało się zrujnować ten klub wizerunkowo i sportowo, bo przecież czwarta liga stoi za drzwiami, choć liczę, że mimo wszystko zawodnicy i trener do tego spadku nie dopuszczą.

Gdzie trafiły te pieniądze? Na antenie Radia Gorzów już usłyszeliśmy, że do zawodników i na organizację meczów, a poprzednia ekipa nie ma sobie nic do zarzucenia. Ten głos drugiej strony przedstawimy w czwartek.

To ważne, aby na spokojnie wszystkie wątpliwości wyjaśnić. Tak samo rozstrzygnąć, co z roszczeniami byłych już pracowników Stilonu, które dotarły do prezesa Biłki. Jeśli są prawdziwe, też trzeba je zapłacić. Niestety znaków zapytania jest więcej: niezapłacone hotele, nierozliczone obozy młodzieżowe, choć przecież ich koszty pokrywali rodzice...

Sportowo został Stilonowi mecz o utrzymanie, w sobotę o godz. 18. Z wyliczeń wynika, że remis powinien dać nam trzecią ligę. Oby jedenastce, którą wystawi nowy trener Kamil Michniewicz, udało się pozytywnie skończyć sezon.

– Teraz ważne są tylko dwie sprawy: w sobotę drużyna musi zrobić wszystko, aby osiągnąć dobry wynik i zostać w trzeciej lidze. Od poniedziałku działamy dalej, szukamy przyjaciół klubu i pieniędzy na zbudowanie porządnego składu na nowy sezon, ale i spłatę zaległości – dodał Jerzy Synowiec.

– Czekam, aż spokojniej prześpię pierwszą noc od dnia, gdy zostałem prezesem Stilonu. Mam nadzieję, że to może będzie z soboty na niedzielę, po meczu z rezerwami Miedzi Legnica. Zorganizowaliśmy dla zawodników część pieniędzy, choćby na wyżywienie, bo doszło tu już do tak ekstremalnych sytuacji, że brakowało na podstawowe potrzeby. Na sobotę też będziemy gotowi, a w kolejne dni ruszymy do przodu. Są zawodnicy, którzy chcą tu dalej grać, są tacy, którzy po zmianach chcieliby wrócić do Gorzowa, a więc jest i miejsce na trochę optymizmu. Pierwszym poważnym ruchem będzie jak najszybsze zlecenie audytu firmie zewnętrznej, który na pewno zostanie upubliczniony, bo tu nic nie powinno być do ukrycia. Dalej czekają nas rozmowy ze sponsorami, realizacja umowy z miastem. Najpierw jednak czekamy na ostatnią kolejkę i dobre wieści z boiska – zakończył prezes Biłko.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej