Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W lutym rada miasta zgodziła się na wystawienie zabytku na sprzedaż z 80-procentową bonifikatą. Wtedy niektóre kluby, w tym PiS czy LdM, wstrzymały się od głosu i uchwała przeszła. Na tamtej sesji wystąpił nawet... potencjalny kupiec: firma Silcare, która chce wykorzystać pałac na konferencje, biura i restaurację.

Dziś radny Sebastian Pieńkowski uważa, że nie wszystkie możliwości ratowania zabytku i zdobycia pieniędzy zostały wykorzystane przez miasto. Wystąpił na konferencji prasowej przed willą i mówił, że są do wykorzystania programy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Sam to sprawdził w internecie, na stronie ministerstwa. Są też dotacje celowe. I przekonywał, że radni z partii rządzącej są w stanie skutecznie lobbować, żeby na zrujnowany poniemiecki pałacyk minister kultury przeznaczył kilkanaście milionów.

Radny Pieńkowski jest oficjalnym kandydatem PiS na prezydenta miasta w tegorocznych wyborach. To ważna informacja. Przypomnijmy bowiem, że w sprawie dotacji rządowej dla willi Jaehnego, tej obok biblioteki, dla której był przygotowany konkretniejszy program (centrum multimedialne książnicy) niż enigmatyczne muzeum miasta, skuteczność „radnych partii rządzącej” była zerowa. Miasto spodziewało się 5,2 mln zł dotacji z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji na remont zabytkowej willi. Ministerstwo podzieliło pieniądze na 2017 r., ale na willę przyznało... 0 zł.

Dalszy popis skutecznego lobbowania: Kwartał Kultury, czyli szkoły artystyczne przy Szkolnej i Warszawskiej. Miasto szykowało się na 20 mln, właśnie od pisowskiego ministra. Kwartał przepadł. Miasto wprawdzie napisało odwołania, ale przez kolejne kwartały o kwartale jakoś było cicho. Widocznie radni PiS dalej antyszambrują w ministerialnych korytarzach.

Nie byłem zwolennikiem obu wspomnianych projektów, więc mam – smutną dość – „schadenfreude”. Willę Jaehnego prezydent mógł dawno przebudować z ZIT-ów, czyli nie prosząc się o łaskę resortu, na siedzibę MOS. Ale zapowiedział, że nie będzie budował jędrzejczakowskich szklanych domów. Ładnie wtedy to brzmiało, ładnie się teraz willa rozpada. Prezydent wolał kupić wieżowiec. Nie mamy więc szklanej willi w realu, za to alegoria „szklanych domów” pasuje jak ulał do przyszłych siedzib MCK i MOS. A już na pewno do szkół artystycznych. Te zaś powinny powstać tam, gdzie je zaplanowano, czyli między garażem a filharmonią. Skuteczność magistratu, a tym bardziej lobbystyczne zdolności radnych PiS w tym wypadku sprzyjają więc mojej wizji.

Bardzo mi natomiast zależy też na tym, żeby willa Pauckscha pozostała obiektem publicznym, miejskim. Śmiech mnie jednak ogrania, kiedy słyszę, jak to radni PiS potrafią zalobbować, a radny Pieńkowski sprawdził na stronie internetowej MKiDN, że są ministerialne programy.

Jedni na gwałt chcą sprzedać zabytek za ułamek wartości, choć już nieraz się sparzyli na sprzedaży kamienic w centrum czy na Turku od Herzoga. Inni nagle się ocknęli, zobaczyli willę i obiecują Inflanty, bo wydaje im się, że złapali prezesa za kolano. Wart Pac pałaca, jak to się mówi.

Wiceprezydent Jacek Szymankiewicz – ze stoickim spokojem, skądże by ironia – poinformował dziennikarzy, że oczywiście miasto nie sprzeda zabytku, jeśli... najpóźniej tydzień przed przetargiem będzie podpisana umowa na rządową lub jakąkolwiek inną dotację. No, bo skoro radny Pieńkowski zapewnia, że rząd ma miliony dla Gorzowa...

Mówię wam, będzie coraz weselej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.