Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Eurowybory już za rok i do tego czasu Komisja Europejska chce przeprowadzić pół tysiąca spotkań, na których będzie mowa o przyszłości Europy i odbudowie zaufania do idei wspólnoty. Spotkanie we Frankfurcie było jednym z pierwszych i dość nietypowym. A to dlatego, że była to debata polsko-niemiecka. A poza tym – jak się okazało – na dialog o Europie do Kulturbahnhof przybyło zdecydowanie więcej uczestników z Polski, z Zielonej Góry, Poznania i Wrocławia, niż z Niemiec. Przyjechała na polsko-niemieckie pogranicze nawet spora grupa młodzieży z odległego Lublina. Oni również z innymi studentami dyskutowali wcześniej o problemach europejskich i uzgadniali swoje propozycje.

DARIUSZ BARAŃSKI

– Europa powinna prowadzić swoją politykę, ale trzeba to robić, słuchając głosu obywateli, a nie w oderwaniu od nich. Dlatego my uważamy, że należy debatować na takie tematy jak demokracja w Europie, migracja, budżet europejski i przybliżać je ludziom – wyjaśnia Aart De Geus, prezes Fundacji Bertelsmanna.

Komisja Europejska dostrzega, że do rozwiązywania problemów we Wspólnocie trzeba podejść nieco inaczej niż kiedyś i inaczej je rozwiązywać. – Unię Europejską wymyśliły pokolenia, które miały pamięć o złej przeszłości. Ale przecież nie może być tak, żeby Unia Europejska była tylko dla tych ludzi starszych, którzy mają pamięć. Dziś jest konieczność wyjaśnienia, opowiedzenia tej Unii na nowo. Musimy zrozumieć, że pewne sprawy albo załatwimy wspólnie, albo ich w ogóle nie załatwimy. Europa to nie jest jakiś raj na ziemi, ale to jest nie najgorsze, bezpieczne miejsce w niespokojnych czasach. Tej Unii nie musimy opiewać, umierać za nią. Ona jest po to, żebyśmy mogli lepiej żyć – mówił Marek Prawda, dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce, były ambasador RP w Niemczech

Jak podkreślali uczestnicy dyskusji, taki dialog obywatelski i bezpośrednie spotkania są o tyle niezbędne, że świat się zmienił, aktywność obywateli w partiach, które mają swoich przedstawicieli w Parlamencie Europejskim nie jest już standardem, jest jednak potrzeba informowania i debatowania.

A pytania i wyzwania rodzą się różne. Na przykład o pozycję i stanowisko Europy wobec innych światowych potęg, jak Chiny, USA czy Rosja.

Najważniejszym gościem imprezy był natomiast gość z Brukseli – wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans.

– Świat patrzy teraz na Europę, aby zobaczyć, jak zareagujemy na Trumpa, na jego plany z Iranem, plany odnośnie wolnego handlu. Jak zareagujemy na Putina, jego agresję i zachowanie w naszym sąsiedztwie. Jak będziemy traktować Chiny. Czy Europa będzie mówiła jednym głosem, czy też znowu będziemy rozgrywali jeden kraj przeciwko drugiemu. To jest decydujący moment dla Europy, bo świat się zmienia naprawdę szybko. Jeśli uda nam się w tych kwestiach zająć jedno wyraźne europejskie stanowisko, to spełnimy rolę, jaką obiecywaliśmy obywatelom. Jeśli wygrają narodowe preferencje i interesy, to każdy będzie układał się samodzielnie. Gdy uda się nas podzielić, to los naszych obywateli będzie decydował się gdzieś w Pekinie lub, nie daj Boże, w Moskwie – mówił Frans Timmermans.

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej odniósł się też do dość napiętych relacji między Brukselą a rządem w Warszawie w związku ze zmianami w polskim systemie sądownictwa.

Od końca zimnej wojny polska suwerenność jest silniejsza niż kiedykolwiek, a polscy obywatele są bardziej wolni niż kiedykolwiek w nowożytnej historii. To jest wynikiem walki, Solidarności, to wiadomo. Ale też tego, że Polska stała się członkiem NATO i UE – podkreślał Timmermans. – Jestem przekonany, że Unia Europejska przetrwa tylko wtedy, jeśli będzie utrzymane państwo prawa. Dlaczego? Bo z naszej naprawdę żenującej historii czy to czasów nazizmu, czy dyktatur komunistycznych, nauczyliśmy się, że gdy nie ma niezależnych sądów, gdy decyzja sędziego zależy od tego, co mówi mu centrala partii przez telefon, to cierpią obywatele. Mamy z rządem polskim bardzo trudną debatę. W Europie rozwiązujemy problemy nie za pomocą sankcji, lecz dialogu. Jeśli jednak dialog do niczego nie prowadzi, wtedy wprowadza się sankcje. Jestem przekonany, że rząd polski, gdy zobaczy, że Komisja Europejska, wszystkie państwa członkowskie mówią: „Nie róbcie tego w ten sposób, to nie jest w waszym interesie”, to uda się rząd przekonać, aby zaczął inaczej myśleć – tłumaczył Timmermans.

Polskie sprawy nie zdominowały jednak spotkania, które poświęcone było przyszłości Europy. A jednym z ważniejszych wyzwań, jakie przed nią stoją, jest – zdaniem młodzieży – społeczna równość dla wszystkich obywateli Europy. – Przepaść między państwami i obywatelami w obszarze rozwoju zawodowego czy wysokości dochodu jest zbyt wyraźna. Naszą propozycją jest zbudowanie bardziej socjalnej Unii bazującej na solidarności – proponowali po wcześniejszych dyskusjach we własnym gronie.

– Ten temat staje się coraz ważniejszy, mówi o nim coraz więcej ludzi, nie tylko młodzież. Gdybyśmy mieli równość socjalną już wcześniej, byłoby mniej nacjonalizmu. Musimy zwracać uwagę, aby Europa coś wszystkim dawała, indywidualnie. Jakąś wartość dodaną. Może to być właśnie bezpieczeństwo socjalne. I to nie osłabi Europy, ale ją wzmocni – mówił Stefan Ludwig, minister sprawiedliwości, spraw europejskich i ochrony konsumentów Kraju Związkowego Brandenburgii.

Frans Timmermans zgadza się, że – co widać było w czasie kryzysu i już po kryzysie – niezbyt dobrze „rozdzielamy” dobrobyt, wiele osób traci i odczuwa to dotkliwie, a rośnie populizm i przekonanie, że społeczeństwo już nic poszczególnemu człowiekowi nie daje. – Każdy powinien widzieć jakąś korzyść, coś z tego mieć, bo inaczej populizm będzie rósł, pozycje ekstremalne będą silniejsze. Mieliśmy to już w historii i znów to widzimy. A polityką socjalną można ten problem rozwiązać. Nie docenialiśmy jej – przyznał wiceprzewodniczący Timmermans.

Podkreślał, że gospodarka jutra oparta jest na kreatywności bardziej niż na produktywności. A tę można rozwijać choćby poprzez poznawanie europejskiej różnorodności, wzajemne kontakty. – Takim najbardziej popularnym środkiem był dotąd Erasmus. Ale on celował w studentów, elitę. Potrzebny byłby taki Erasmus Plus, aby wszyscy mieli szansę podróżować po Europie i zbierać doświadczenia – mówił.

DARIUSZ BARAŃSKI

Elżbieta Anna Polak, marszałek województwa lubuskiego, która też uczestniczyła w debacie, trochę inaczej rozkłada jednak akcenty. – Do tych podstawowych wartości Unii Europejskiej, jak wolność czy praworządność dołącza równość i solidarność. Ale inaczej je rozumiem. Raczej jako dostępność do dóbr, współpracy i partnerstwa, nie do rozdawnictwa. Solidarność powinna być mądra i polegać na włączaniu obywatelskim – mówiła marszałek Polak.

Choć uczestnicy Dialogu Obywatelskiego z Polski i Niemiec wskazywali na potrzebę zmian i na różne wyzwania stojące przed Unią Europejską, to jednak na sali wybrzmiewał europejski optymizm i przekonanie, że ta wspólnota Europejczyków jest potrzebna i sensowna.

Natomiast Frans Timmermans akcentował, że wbrew różnym opiniom wielkim darem Europy jest różnorodność. – Kiedy o mnie pisze prasa z prowincji Limburgii, piszą Frans Timmermans z Heerlen, w krajowej gazecie piszą Frans Timmermans z Limburgii, w Brukseli piszą o mnie – Holender, w Nowym Jorku, gdy byłem w stacji CNN, zostałem przedstawiony jako Europejczyk Frans Timmermans. Czyli pochodzę z Heerlen, z Limburgii, z Holandii, z Europy i to się nie wyklucza. Wszyscy tacy jesteśmy i powinniśmy sobie to uświadomić, a o ten dar różnorodności trzeba dbać i go chronić – stwierdził.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.