Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To była jedyna taka noc w roku. Wolontariusze i znawcy ptasich zwyczajów kilka dni temu spacerowali nocami po całej Polsce (więcej na stronie www.nocsow.pl).

Mądry jak sowa?

Sowia mądrość jest niestety tylko przysłowiowa. Większość sów ma na głowie coś, co przypomina nam ludzką twarz. Jest to tzw. szlara, którą tworzą sztywne piórka na przedniej części głowy ułożone w specjalny sposób. Zadaniem szlary jest wychwytywanie dźwięków z otoczenia i kierowanie ich do sowich uszu. A gdzie sowa ma uszy? No właśnie. Uszy ptaków nie są zaopatrzone w duże, zewnętrzne małżowiny, jak to ma miejsce w przypadku ssaków. Ptasie uszy to po prostu otwory znajdujące się po bokach głowy, przykryte piórami, więc na zewnątrz niewidoczne. Uszy sów znajdują się na brzegu szlary, która działa jak talerz anteny satelitarnej, wychwytując dźwięki i kierując je wprost do sowiego ucha. I jeszcze jedna ciekawostka! Prawe i lewe ucho sowy nie leżą symetrycznie. Taka lokalizacja sprawia, że dźwięki docierają do jednego ucha szybciej i w nieco innej formie niż do drugiego. Dzięki temu ptaki te słyszą w nocy najmniejszy nawet szmer i są w stanie zlokalizować potencjalną zdobycz.

Sowia szlara, przypominająca ludzką twarz, sprawia, że postrzegamy ją jako przejaw intelektu sów. Mądrość sów jest jednak, delikatnie mówiąc, przeciętna. Dużo mądrzejsze od sów są papugi oraz ptaki krukowate. Tych pierwszych w naszym kraju nie spotkamy. Drugie zobaczymy w każdym mieście czy na wsi. Kto z nas nie zna kruka – ptaka, który konkurując z bielikiem o dostęp do padliny, potrafi tego dużo większego od siebie króla przestworzy wystrychnąć na przysłowiowego dudka. Inny przedstawiciel rodzimych krukowatych – sójka – potrafi doskonale naśladować głosy innych ptaków, a nawet… psa. Inteligencja wron podobno porównywalna jest z inteligencją 7-latka. Wiele krukowatych potrafi posługiwać się prostymi narzędziami, czego nie obserwowano u sów. Tak więc można stwierdzić, że to tylko dobrze założone ptasie piórka nadają sowom inteligentnego wyrazu „twarzy”. Nie każda sowa ma tak samo wyrazistą, dużą szlarę. Zwycięzcą w tej mierze jest puszczyk mszarny, sowa którą sporadycznie spotkać można we wschodniej Polsce. Dużo łatwiej, zwłaszcza w zachodniej Polsce, gdzie mieszkamy, wypatrzyć płomykówkę, której szlara też jest mocno zarysowana.

Sowie oczy

Nasze ludzkie przekonanie o sowiej mądrości związane jest też z położeniem oraz wielkością sowich oczu. U większość ptaków, np. wróbla, szpaka czy gołębia, oczy usytuowane są po bokach głowy. Sprawia to, że mają one „oczy dookoła głowy”, ich pole widzenia wynosi do 340 stopni! Dzięki temu ptaki mogą jednocześnie np. jeść i obserwować teren wokół, wypatrując potencjalnego zagrożenia. Oczy sów oraz ptaków szponiastych ułożone są, podobnie jak oczy ludzkie, twarzowo. Takie ich rozmieszczenie powoduje, że ptaki nie widzą co prawda tego, co jest za nimi, ale widzą trójwymiarowo (umieszczenie oczu z boku głowy sprawia, że widziany obraz jest płaski), co jest niezwykle ważne, ponieważ pozwala oszacować odległość podczas polowania.

Sowie oczy są również bardzo duże. Ludzkie oko stanowi zaledwie 1 proc. wagi naszej głowy, oko sowy to 5 proc. jej całkowitej masy. Sowie oko jest ok. 2,5 raza bardziej wrażliwe na światło niż nasze oczy, a znajdująca się w oku specjalna błona odblaskowa wzmacnia widzenie. Sowa nie potrafi obracać gałek ocznych, ale dzięki specjalnej budowie kręgosłupa jej głowa niemal kręci się dookoła tułowia.

Sowią osobliwością jest też kolor oczu. Okazuje się, że sowy o ciemnych tęczówkach, np. płomykówka, polują tylko w nocy. Im jaśniejsze oczy, tym większa szansa na zobaczenie polującej sowy za dnia – np. sóweczki czy pójdźki.

Jakie sowy mogliśmy zobaczyć i usłyszeć?

Przede wszystkim zobaczyliśmy podczas nocnych spacerów najpospolitszą naszą sowę, puszczyka, której charakterystyczny głos „huuuu hu hu", zna chyba każdy przedszkolak. W wielu wsiach w wieżach kościelnych, starych młynach, stodołach pomieszkuje jedna z naszych piękniejszych sów – płomykówka, właścicielka bardziej demonicznych głosów, dawniej interpretowanych jako diabelskie. Stare sady owocowe lub nadrzeczne i przydrożne dziuplaste wierzby to siedlisko bytowania małej, zadziornej pójdźki. Jej głos interpretowano niegdyś jako słowa „pójdź, pójdź w dołek pod kościołek”, co przysparzało tej uroczej sowie kłopotów. W kępach śródpolnych drzew możemy wypatrzyć uszatkę – sowę, która ma głowie dwa pęczki długich piór, sterczące na kształt uszu.

Autorzy

* Magda Mądrawska-Okołów – przyrodnik, etnolog, podróżnik. Pracuje w Parku Narodowym „Ujście Warty".Facebook.com/Lesny.Zakatek.Ownice

* Grzegorz Okołów – leśnik, podróżnik i fotograf, facebook.com/okolowfoto

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.