Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dariusz Barański: Z pewnością pan wie, że „Hamlet” Szekspira był w listopadzie wystawiany w gorzowskim teatrze...

Paweł Szkotak*: Widziałem nawet, byłem na premierze!

I co... nie żal, że kto inny reżyserował wielką klasykę, a pan wziął się za „Przedstawienie Hamleta we wsi Głucha Dolna”?

„Hamleta” Szekspira już kiedyś realizowałem, więc nie żal. Zdecydowałem się na sztukę Ivo Brešana, a dobór tych tytułów nie jest oczywiście przypadkowy, bo ten Hamlet we wsi Głucha Dolna bardzo nawiązuje do szekspirowskiego. A przy tym jest to sztuka, która zupełnie nieoczekiwanie – bo przecież powstała w zupełnie innym czasie i okolicznościach – stała się bardzo aktualna dziś.

Dlatego, że od czasów Szekspira, poprzez socjalistyczną rzeczywistość niewiele się zmieniły mechanizmy władzy i ludzkich namiętności?

W naszej interpretacji to jest nie tylko opowieść o tej społeczności Głuchej Dolnej, w której losy bohaterów nieoczekiwanie zaczynają przypominać losy bohaterów szekspirowskich. Jest to jednocześnie pomyślane jako opowieść o Polsce powojennej. Mamy tam pięć obrazów i pokazujemy Polskę lat 50., lat 60., lat 70 i 80. I współczesną. Dlatego sięgnąłem po właśnie tę sztukę, bo mogłoby się wydawać, że pewne mechanizmy, sposoby działania, uzyskiwania i sprawowania władzy już minęły, przeszły do historii. A tu okazuje się, że jednak nie, znowu powracają.

Nie jest więc czasem tak, że trzy miesiące po premierze „Hamleta” wystawiamy Brešana, aby pokazać widzom: no z czego się śmiejecie... ?

Trafił pan w dziesiątkę. Sztuka Brešana bardzo przypomina mi Gogola. Natomiast to, że jest to pewna kontynuacja hamletowskiego wątku pozwoli publiczności porównać, co z tego prawdziwego „Hamleta” Szekspira jest u Brešana. A parę rzeczy jest. Zresztą on genialnie bawi się tymi wątkami. Sam Brešan o swoim utworze mówi, że jest to rodzaj groteskowej tragedii. Taki gatunek mieszany. Tragikomedia, dużo bardziej zabawna niż „Hamlet”, choć są w niej też tony tragiczne.

W latach 70. kiedy powstała sztuka, czy w latach 80. kiedy była wystawiana po raz pierwszy w Polsce, zachowania ludzi w socjalistycznej rzeczywistości, ten cały nawet anturaż socjalistycznej spółdzielni produkcyjnej były zrozumiałe i miały swoją wymowę. To się gdzieś przewija, czy zrezygnował pan z tych realiów?

Dożyliśmy chyba znów takich czasów, kiedy przynależność partyjna ma większe znaczenie niż kompetencje. Ci główni bohaterowie, karierowicze, ludzie utrzymujący się przy władzy w nieczysty sposób, to takie figury, które znakomicie odnajdują się w każdym systemie. Nie tylko tym, który słusznie minął, lecz całkiem dobrze i w nowym. To oczywiście jest dosyć smutne, że tak niewiele się uczymy z historii. Ponieważ jednak tak jest, to ten tekst nabiera aktualności. Ta sztuka przypomina mi zresztą inny tekst, polski tym razem. Mianowicie „Wesele”. To przecież jest jakiś niemożliwy do przerwania chocholi taniec pokoleń, z którego co ileś lat próbujemy się wyrwać. I okazuje się, że znowu do niego wracamy.

DARIUSZ BARAŃSKI

Będzie się jednak też z czego pośmiać. To w końcu tragikomedia.

I ma taką gogolowską formę, wszystko jest podawane z humorem. Te postaci są z lekka karykaturalne. Jak choćby ta nieśmiertelna scena, w której chłop, który był w stolicy, opowiada, co zrozumiał z „Hamleta”.

Dziś ciągle śmieszne, ale chyba nie do końca prawdziwe.

Oczywiście dziś nie ma tak silnych różnic między ludźmi żyjącymi na wsi, w mniejszych ośrodkach i w stolicy. Mamy telewizję, kolej, samochody. Szalenie to się zniwelowało na poziomie języka, dostępności kultury. Ale ta historia zaczyna się w latach 50., kiedy jeszcze tak nie było. Jednak bardziej niepokojące są te mechanizmy władzy, które najpierw znakomicie opisał Szekspir, a potem świetnie ukazał Brešan.

*Paweł Szkotak jest reżyserem teatralnym, założycielem Teatru Biuro Podróży. Przez 12 lat – do 2015 r. był dyrektorem Teatru Polskiego w Poznaniu.

Ivo Brešan „Przedstawienie „Hamleta” we wsi Głucha Dolna”, przekład Stanisław Kaszyński, reżyseria Paweł Szkotak, muzyka Krzysztof Nowikow, scenografia Aleksandra Szempruch, choreografia Iwona Runowska, asystent reżysera: Joanna Rossa. Występują: Joanna Ginda, Edyta Milczarek, Karolina Miłkowska-Prorok, Bożena Pomykała-Kukorowska, Joanna Rossa, Michał Anioł, Bartosz Bandura, Przemysław Kapsa, Mikołaj Kwiatkowski, Jan Mierzyński, Artur Nełkowski, Leszek Perłowski, Krzysztof Tuchalski, Darian Wiesner, Cezary Żołyński. Premiera: 24 lutego 2018 r. w Teatrze im. J. Osterwy w Gorzowie o godz. 19. Bilety 50 zł. Kolejne spektakle: w niedzielę, 25 lutego, godz. 19, wtorek-środę, 27 i 28 lutego, godz. 19.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.