Zapadł wyrok w sprawie wyłudzeń dotacji unijnych i z funduszu PFRON. Sąd skazał m.in. Waldemara S., twórcę znanej sieci aptek z Gorzowa.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Siałkowski pisze z sądu - najciekawsze wieści z wokandy

Waldemar S. ma trafić do więzienia na trzy lata. Biznesmen musi zapłacić też 9 tys. zł grzywny oraz ponad 750 tys. zł na rzecz urzędu marszałkowskiego i funduszu PFRON oraz koszty sądowe.

Wyrok gorzowskiego sądu nie jest prawomocny. Oskarżeni mogą się od niego odwołać. Waldemar S. od początku nie przyznawał się do winy i najpewniej złoży apelację. Nie było go w sądzie podczas ogłoszenia wyroku. Dzwoniliśmy po komentarz, nie odbierał telefonu.

Apelację od wyroku w rozmowie z dziennikarzem „Wyborczej” zapowiedział z kolei Marek S., w przeszłości bliski współpracownik Waldemara S. w spółce zarządzającej siecią aptek. Marek S. został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu na cztery lata.

To właśnie od konfliktu pomiędzy szefem spółki a Markiem S. rozpoczęła się cała sprawa. Współpracownik „króla aptek” zgłosił w gorzowskiej prokuraturze domniemane nieprawidłowości w spółce. Śledztwo trwało trzy lata.

Prokuratura ustaliła, że w latach 2009-2011 przy dwóch projektach prowadzonych przez spółki należące m.in. do Waldemara S. doszło do wyłudzenia 717 tys. zł na szkodę urzędu marszałkowskiego. Aby uzyskać unijną dotację z programu LRPO, Waldemar S. (dwa najpoważniejsze zarzuty ma wspólnie z Markiem S.) miał - zdaniem prokuratury - przedstawiać „lewe” faktury, m.in. na zakup i montaż specjalistycznych urządzeń do aptek. Miał się też posługiwać dokumentami nieprawdziwie zaświadczającymi o przeprowadzeniu licznych szkoleń. Nieprawidłowo rozliczone miały zostać niektóre inwestycje spółki, m.in. prace na budowie siedziby spółki i kilku aptek w Gorzowie.

Z kolei z zakładowego funduszu PFRON sfinansowano fikcyjny wyjazd żony Marka S. do centrum SPA we Wrocławiu, a także prace budowlane w domu Marka S. (dostosowanie łazienki dla potrzeb niepełnosprawnych), które nigdy nie zostały wykonane. Waldemar S. zdaniem prokuratury i sądu musiał o tym wiedzieć.

We wtorek - po ponad roku procesu - w gorzowskim sądzie zapadł wyrok. Sędzia Dorota Staszak zgodziła się z ustaleniami prokurator Magdaleny Piaseckiej. Wymierzyła też kary wnioskowane przez autorkę aktu oskarżenia.

Sędzia Staszak przez kilkadziesiąt minut wyjaśniała, dlaczego skazała dziesięć osób - pracowników i współpracowników spółki zarządzającej siecią aptek. Wszyscy, z wyjątkiem Waldemara S., dostali kary w zawieszeniu. - W przypadku Waldemara S. kara łączna za siedem czynów opisanych w akcie oskarżenia wyniosła trzy lata pozbawienia wolności, a takiej kary nie można zawiesić na okres próby - wyjaśniała sędzia.

Podstawą w tej sprawie była ocena wyjaśnień złożonych przez Marka S. - Sąd uznał je za wiarygodne w tych przypadkach, gdy miały one potwierdzenie w innych dowodach, np. w dokumentach. Waldemar S. ufał Markowi S., współpracowali przez wiele lat. I gdyby nie to nieporozumienie dotyczące wynagrodzenia, pewnie współpracowaliby nadal - uzasadniała sędzia Dorota Staszak.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem