To jedna z najgłośniejszych historii kryminalnych ostatnich lat w Gorzowie. Prokuratura nie ma wątpliwości: zabójcą krawca ma być Marek W., przestępca z bogatą kartoteką. - Dokładniej sprawdźcie jego ukraińskiego kolegę - sugeruje jednak sąd. Sprawą najpewniej znów zajmą się śledczy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Siałkowski pisze z sądu - najciekawsze historie z gorzowskiej wokandy

Wracamy do sprawy brutalnego mordu właściciela zakładu rzemieślniczego przy ul. Spichrzowej w Gorzowie. W środę Sąd Apelacyjny w Szczecinie uchylił wyrok gorzowskiego sądu, który przed rokiem uniewinnił Marka W. (rocznik 1973), oskarżonego o tę zbrodnię. Sprawa znów wróci więc do sądu, a najpewniej nawet na etap prokuratorskiego śledztwa.

– Nie mam wątpliwości, że zabójcą jest Marek W. – powtarza doświadczony prokurator Arkadiusz Roćko, wieloletni szef wydziału śledczego w Prokuratorze Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. To on jest autorem aktu oskarżenia w tej głośnej sprawie.

Marek W. trafił do aresztu ponad cztery lata temu.

Jerzy G., 76-letni emerytowany milicjant, został zabity 3 kwietnia 2013 roku, w swoim zakładzie w centrum miasta. Sprawca zadał mu kilka ciosów w głowę, zmiażdżył klatkę piersiową, a na szyi zawinął kabel, którym go zadusił.

Dlaczego właśnie Marek W. miałby to zrobić?

Gotowy scenariusz filmowy

Jerzy poznał Marka W. kilka miesięcy przed śmiercią. Sprzedał mieszkanie matce jego konkubiny. Zaprzyjaźnili się, razem oglądali samochody na giełdzie, wspólnie wędkowali w Lubniewicach, gdzie Jerzy miał domek. Gdy Marek dowiedział się, że Jerzy kupił sobie nowe mieszkanie przy ul. Kolejowej, od razu zaoferował pomoc przy remoncie. Doskonale wiedział, że Jerzy jest majętny. Ciągle chciał więcej pieniędzy za prace, zabierał Jerzemu rzeczy z domu – to właścicielowi zakładu przy Spichrzowej przestało się podobać.

Jerzy żalił się Halinie, krawcowej zatrudnionej w zakładzie: – Tego dnia, gdy zginął, widzieliśmy się przed południem. Jerzy był niespokojny. Wiedział, że Marek przyjdzie, że muszą o tym remoncie pogadać...

To sprawa poszlakowa. Nie ma dowodu świadczącego wprost o tym, że to Marek W. zabił Jerzego. Na miejscu zbrodni grupa dochodzeniowo-śledcza była w stanie zabezpieczyć jedynie ślady biologiczne należące do ofiary. W okolicy nikt nic nie widział i nie słyszał. Niewiele widać na nagraniach z monitoringu miejskiego, a także z kamer okolicznych banków i sklepów. Punkt zaczepienia jest właściwie jeden: dane logowania telefonu komórkowego Marka W. z których wynika, że w tamtą środę w godzinach popołudniowych mężczyzna na pewno był albo w samym zakładzie, albo w pobliżu.

Gdy kilka dni później policjanci dokonują makabrycznego odkrycia przy Spichrzowej, na przesłuchanie wzywana jest Ewa, ówczesna partnerka Marka W. – Wróciłam do domu, a jego już nie było. Wyszedł tak, jak stał. Nawet nie wziął ubrań. Zadzwonił i prosił, żebym przywiozła mu rzeczy do Drezdenka – wspomina kobieta.

Właśnie tam, w miejscowości oddalonej o 50 km od Gorzowa, Marek W. sprzedał w lombardzie telefon marki Motorola, a zastawił sygnet i obrączkę. To były rzeczy Jerzego G. Na umowie z punktu są dane i podpis W. – to jeden z ważniejszych dowodów.

Gorzowscy kryminalni dopadli Marka W. w nadmorskiej Redzie, po 10 dniach od rozpoczęcia śledztwa. – Często zmieniał karty SIM, ale namierzaliśmy jego telefon. Wiele razy go wyłączał. Widać było, że chciał zatrzeć ślady – mówi policjant, który dowodził akcją. – Pamiętam jego twarz, gdy doszło do zatrzymania. To nie była twarz normalna. Stanął przede mną człowiek agresywny, zdesperowany. Taki typowy przestępca.

"Szatan istnieje. Ale to nie ja" 

Marek W. do zabójstwa Jerzego G. się nie przyznał. – Nie rozumiem treści aktu oskarżenia. Nie rozumiem tego, że tu jestem w ogóle. Nikomu krzywdy nie wyrządziłem. Ja mam czyste ręce. Brakuje tu jednego człowieka – mówił w sądzie Marek W.

Ważny ślad ukraiński

Zrzucał winę na Ukraińca Mykolę S., sąsiada z kamienicy przy ul. Wawrzyniaka. – Byliśmy wtedy w mieście razem. On wszedł do zakładu, spodnie tam robił. Czekałem na niego na bulwarze. Dzwoniłem do Ewy. Później do niego, miał wyłączony telefon. Wróciłem do domu. Wieczorem Mikołaj przyszedł do mnie, miał odrapaną twarz – wyjaśniał W. w prokuraturze. Zaznaczył, że od sąsiada z Ukrainy kupił rzeczy należące do Jerzego G.

Mykola S. był przesłuchiwany na Ukrainie, w ramach pomocy prawnej, jeszcze na etapie prokuratorskiego śledztwa. Powiedział wtedy, że nie wie, kim jest Marek W. Z zeznań świadków wynika jednak, że panowie się znali. – Nie kojarzę po nazwisku, podobny mężczyzna przedstawił mi się jako Waldemar, byliśmy razem w Berlinie szukać pracy. W Polsce nigdy nie byłem u żadnego krawca – zeznawał Mykola S., gdy w gorzowskim sądzie udało się zorganizować wideokonferencję z sądem na Ukrainie. Mężczyzna sprecyzował, że pracował w Polsce od stycznia do kwietnia 2013 r.

– Właśnie ten wątek ukraińskiego kolegi oskarżonego nie został dostatecznie wyjaśniony – mówi mi sędzia Janusz Jaromin z Sądu Apelacyjnego w Szczecinie, który zasiadał w składzie orzekającym w tej sprawie.

Właśnie dlatego sąd uchylił wyrok, który zapadł w gorzowskim sądzie okręgowym we wrześniu 2016 r. Marek W. został wtedy uniewinniony od zarzutu zabójstwa krawca. – Ciąg poszlak stworzony przez gorzowską prokuraturę został przerwany. Oskarżonego nie rozpoznała sąsiadka ofiary, która widziała przecież kto remontował mu mieszkanie. Nie możemy przyjąć wersji niekorzystnej dla oskarżonego, tym bardziej że można stworzyć dwie lub więcej wersji – tak sędzia Dorota Staszak uzasadniała uniewinnienie Marka W.

Od wyroku odwołał się prokurator Roćko i przekonał szczeciński sąd.

Sprawa wróci teraz do Gorzowa, najpierw do sądu, a później być może nawet do prokuratury. – Trzeba uzupełnić postępowanie dowodowe. Nie odebrano bowiem materiału porównawczego od Ukraińca, który przecież znajduje się w kręgu osób podejrzanych. Chociażby dlatego, że oskarżony mówi, że kupił od niego przedmioty pochodzące z kradzieży – zaznacza sędzia Jaromin.

Sąd sugeruje, by zabezpieczyć ślady odcisków palców i materiał biologiczny od Mykoli S. i porównać je z tymi, które zabezpieczono m.in. na przedmiotach sprzedanych w lombardzie. W aktach sprawy – zdaniem sądu odwoławczego – powinny się też znaleźć dane logowania telefonu Ukraińca z dnia 3 kwietnia 2013 r. Trzeba porównać lokalizacje telefonów Marka i Mykoli. – Wygląda na to, że w tym zakresie konieczne będzie przekazanie sprawy do prokuratury. To wymaga czynności dochodzeniowo-śledczych, których sąd z definicji nie robi – wyjaśnia szczeciński sędzia Janusz Jaromin.

Sąd sugeruje też rozważenie przedstawienia kolejnych zarzutów dla Marka W. w tej sprawie, chodzi m.in. o ewentualny zarzut paserstwa i kradzieży z włamaniem.

25 lat więzienia za zabójstwo Niemca

Marek W. w tej sprawie mierzył się też z zarzutem zabójstwa, którego dokonał w Niemczech, niespełna pół roku przed tym, co się stało w Gorzowie. W tym przypadku sąd skazał go na 25 lat więzienia. Ten wyrok od środy jest prawomocny, bo szczeciński sąd odrzucił apelację obrońcy oskarżonego.

To było w nocy z 24 na 25 listopada 2012 r. 70-letni Ingolf P. zginął w swoim mieszkaniu w willi Helga w Warnemunde, dzielnicy 200-tysięcznego Rostocku na północy Niemiec. Sprawca zadał mu dziewięć ciosów nożem w plecy i dwa w klatkę piersiową. Na pośladkach ofiary zabezpieczono ślady biologiczne Marka W.

W. wyjechał do pracy w Niemczech kilka tygodni wcześniej. Wiadomo, że remontował mieszkanie Ingolfa P. Niemiec dawał zresztą zarobić Polakom. Wykonywali drobne prace w jego domu, wozili go samochodem. W polskiej prasie poszukiwał pomocy domowej, często dawał ogłoszenia.

Co ciekawe, z tą sprawą niemieccy śledczy sami zgłosili się do gorzowskiej prokuratury. Przeczuwali, że chodzi o Polaka. Przeglądali więc sprawy prowadzone przez śledczych z pogranicza, lustrowali bazę Interpolu. Historia zabójstwa krawca z Gorzowa była bardzo podobna. Też ofiara w podeszłym wieku, też sprawca ją znał i pracował na zaufanie. Niemcy porównali więc kod DNA podejrzanego Marka W. ze śladami zabezpieczonymi w willi w Rostocku. To był strzał w dziesiątkę. Po tym oddali sprawę polskim prokuratorom, a ci o morderstwo Ingolfa P. oskarżyli Marka W.

Na etapie śledztwa w tym wątku Marek W. milczał, nie przyznał się. Podczas sądowego procesu w Gorzowie co rusz wymyślał nowe alibi. W apelacji domagał się uniewinnienia. Przekonywał, że w ogóle w Rostocku nie był.

– Powtórna analiza dowodów zgromadzonych w sprawie, m.in. billingów i danych logowań telefonu, wykazała że Marek W. nie ma racji – mówi sędzia Janusz Jaromin. – Ślady DNA to oczywiście mocny dowód, ale nawet taki dowód musi być obudowany okolicznościami. Jest pewność, że Marek W. w momencie, gdy zginął Ingolf P. był w Rostocku, wyjechał stamtąd od razu po zdarzeniu. Wiemy, jak się przemieszczał.

Bogata kartoteka Marka W.

* Na początku lat dziewięćdziesiątych napadł na starsze małżeństwo. Parę związał, a mężczyznę okładał pogrzebaczem. Swoich kompanów nakłaniał, by ich zabili. Za dwukrotne podżeganie do zabójstwa Sąd Wojewódzki w Toruniu skazał go na osiem lat, wyszedł po dwóch...

* Jesienią 1999 roku pod Grudziądzem (stamtąd pochodzi) napadł na taksówkarza, przywiązał go do drzewa i ukradł mu mercedesa. Innemu mężczyźnie ukradł forda escorta, grożąc, że go zabije.

* W 2005 r. usłyszał wyrok za napad na mieszkanie w Gdyni. W. odsiedział cztery lata i przeprowadził się do zachodniej Polski.

* Pod koniec 2012 roku w Sądzie Rejonowym w Strzelcach Krajeńskich usłyszał wyrok za włamanie do czterech domków w ośrodku wypoczynkowym nad jeziorem w miejscowości Lubiewo w gminie Drezdenko. Razem z kolegami ukradł 11 drzwi, trzy lodówki, dwie kuchenki gazowe, pięć kranów i muszlę klozetową.

* Kilkakrotnie uciekał też z policyjnych konwojów.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Wydaje mi się iż amerykański patent na recydywistów, czyli trzeci wyrok to z automatu dożywocie, to dobry sposób....
    już oceniałe(a)ś
    1
    0