Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Loty dookoła osiedla rozpoczęły się w poniedziałek około godziny 19. Śmigłowiec przeleciał kilka razy. Zapadały ciemności, a wtedy gorzowska baza jest już zamknięta (załoga dyżuruje do 45 minut przed zachodem słońca, a latem nie dłużej niż do godz. 20). Dlatego zaciekawiło to mieszkańców.

Piloci muszą się sprawdzać w nocy

– Wczoraj były szkolenia dla pilotów – wyjaśnia ratownik medyczny Robert Hełminiak, kierownik bazy Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Gorzowie.

Każdy pilot musi co pół roku odbyć specjalne szkolenie. Raz są to loty dzienne, raz – nocne. Stąd przeloty nad pobliskim osiedlem. Ale nie tylko. Śmigłowiec stacjonujący w Gorzowie przeleciał też do bazy w Przylepie, gdzie nad lotniskiem odbyła się część egzaminu.

Chodzi o przećwiczenie procedur awaryjnych. – To nie może się odbywać na terenie miejskim, tylko w bezpiecznych warunkach – na lotnisku. Tam jest robiona autorotacja [procedura bezpiecznego sprowadzenia na ziemię śmigłowca po całkowitej awarii zespołu napędowego – red.], jest wyłączanie jednego silnika. Sprawdzane są reakcje pilota na awarie, które mogą się wydarzyć w naszym realnym działaniu – tłumaczy Hełminiak.

Śmigłowiec Ratownik 24 (taką nazwę w systemie ma gorzowska maszyna) często przelatuje nad Górczynem, tymczasowa baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego jest zlokalizowana niedaleko szpitala przy ul. Dekerta. To zresztą jedyna taka przyszpitalna baza w Polsce.

Dane statystyczne pokazują, jak bardzo śmigłowiec był tu potrzebny. Od momentu uruchomienia bazy w listopadzie ub. roku maszyna startowała już niespełna pół tysiąca razy.

Latają częściej niż planowano

– Od 1 stycznia do 18 września Ratownik 24 odbył 440 lotów. To dużo, latamy naprawdę często. Szacunki były takie, że tyle zgłoszeń obsłużymy w ciągu roku, a jeszcze zostały ponad trzy miesiące pracy – mówi kierownik gorzowskiej bazy.

Śmigłowiec ratunkowy z Gorzowa jest dysponowany do zdarzeń na terenie dawnego województwa gorzowskiego. Dyspozytorzy medyczni podkreślają, że maszyna bardzo pomaga w obsłudze pilnych przypadków oddalonych od większych miejscowości. Co ważne, nie lata tylko do wypadków, ale także do poważniejszych urazów kończyn, do zawałów i udarów.

Ma zasięg około 70 kilometrów. – Bardzo mocno obsadzamy południową część województwa zachodniopomorskiego. Latamy do okolic Dębna, Myśliborza czy Barlinka. Ale dużo wylotów jest też w okolice Międzychodu, czyli już na teren Wielkopolski – zaznacza Robert Hełminiak.

Śmigłowiec H135 firmy Airbus Helicopters kosztował blisko 30 mln zł. To najnowocześniejszy sprzęt w Polsce. Może wystartować nawet minutę po zgłoszeniu (gdy jest zimno, czas startu wydłuża się do ok. trzech minut). Dystans czterech kilometrów pokonuje w minutę.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.