Miasto przygotowuje się do budowy centrum przesiadkowego przy dworcu kolejowym. Dzięki temu w jednym miejscu powstanie węzeł, z którego będzie można wyjechać z Gorzowa, a przybywszy do miasta przesiąść się na dowolny środek transportu. Radny Jerzy Synowiec podważa sens tej inwestycji. Czy słusznie?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Stan na dziś jest taki, że miasto ogłosiło przetarg na koncepcję architektoniczno- budowlaną węzła przesiadkowego przy dworcu kolejowym. Koncepcja dotyczy również modernizacji dworca kolejowego. Stworzenie centrum przesiadkowego to wspólny projekt miasta i spółki PKP S.A. Obie strony zawarły porozumienie w tej sprawie. Do miasta będzie należało zadaszenie i część przesiadkowa dworca autobusowego, plac przed dworce, wraz z ul. Dworcową. Spółka kolejowa zajmie się modernizacją dworca PKP i zagospodarowaniem przyległych działek. Jak szacuje wiceprezydent Artur Radziński, inwestycja łącznie będzie kosztować ok. 25 mln zł. Kiedy powstanie? Być może budowa rozpocznie się w przyszłym roku, jednak sądząc po tym, jak przebiegają przetargi na inne przedsięwzięcia, lepiej nie bawić się we wróżby.

Węzeł przesiadkowy to element dużego projektu „System zrównoważonego transportu miejskiego w Gorzowie Wlkp.”, w ramach którego modernizowana jest m.in. sieć tramwajowa, budowane będą nowe linie, powstanie system dynamicznej informacji pasażerskiej na przystankach.

Kosmiczny pomysł?

„Centrum przesiadkowe? Wysiadam” – ironizuje radny Jerzy Synowiec w swojej opinii dla portalu gorzów24.pl.

Jego zdaniem to „miastu jest tak potrzebne jak lądowisko pojazdów międzyplanetarnych lub nowy ratusz za Wartą, albo też deptak na Sikorskiego.”

Deptak na Sikorskiego, to inwestycja słuszna, aczkolwiek wydaje się, że nieco przedwczesna. Jako zwolennik ograniczenia ruchu samochodów w centrum trzymam jednak za to kciuki. Mamy ambicję uczynić z centrum Gorzowa salon miasta, zrewitalizować je. Bez ograniczenia ruchu, możemy o tym zapomnieć.

Lądowisko pojazdów międzyplanetarnych już mamy, o czym chyba wszystkich przekonały w ubiegłym roku artystki Ewa Bone i Ewa Kozubal organizując pod Dominantą widowiskową paradę takich wehikułów.

Wracając jednak na ziemię: centrum przesiadkowe to nie jest pomysł ani kontrowersyjny, ani z gatunków kosmicznych. To po prostu konieczność.

O co tak naprawdę chodzi? Mówiąc w uproszczeniu, tak naprawdę chodzi o to, by mieszkańcy i odwiedzający nasze miasto chcąc wyjechać z niego lub dojechać gdzieś w Gorzowie, nie musieli objuczeni bagażami drałować z dworca kilkaset metrów na najbliższy przystanek tramwajowy czy autobusowy. Deszcz, nie deszcz, śnieg, nie śnieg, czy 30-stopniowy upał. Tak jest dziś.

Można by powiedzieć – no dobra, to po prostu przywróćmy tramwajową „5” czy „4”, niech sobie zajeżdża pod dworzec kolejowy, jak dawniej. Ale co z pasażerami z dworca autobusowego? A może jednak warto pod koniec drugiej dekady XXI w. dać pasażerom takie warunki, które będą ich zachęcały do podróżowania komunikacją zbiorową.

Samochód do garażu

Radny Jerzy Synowiec zwraca uwagę, że takie centrum przesiadkowe miałoby sens kilkadziesiąt lat temu, kiedy niewielu ludzi posiadało własny samochód. „Dzisiaj w każdej rodzinie jest samochód, ba – często dwa albo i trzy, i niemal każdy mieszkaniec ma do niego dostęp, bo jak sam nie jeździ, to ktoś z rodziny zawsze pomoże” – pisze.

Tak, to prawda. Samochodów, ale też i dwudziestoletnich „rzęchów” z odzysku u nas jest w nadmiarze. Paradoksalnie jednak właśnie dlatego potrzebne jest centrum przesiadkowe.

Gdyby iść tym tokiem myślenia, należałoby w ogóle wycofać się z komunikacji miejskiej. Przecież wszyscy mają samochody. A jak ktoś nie ma samochodu, to ktoś z rodziny pomoże. Po pierwsze, tak źle jeszcze nie jest, że wszyscy jeżdżą samochodami. Po drugie nie jest jeszcze tak dobrze, że samochody stoją w garażach, a większość mieszkańców wybiera komunikację zbiorową.

Jeśli nawet mecenas Synowiec stwierdza stan faktyczny, to celem powinno być odwrócenie tego trendu. A moim zdaniem, nie do końca ma rację. Nie jest tak, że nikt koleją nie jeździ, dworzec świeci pustkami, a dla Gorzowa wystarczyłaby wiata – jak przy Teatralnej – bez WC i kas biletowych, po której hula wiatr i deszcz zacina.

Pasażerowie jednak jeżdżą

Oczywiście, mamy teraz w mieście sytuację wyjątkową – estakada kolejowa jest w remoncie, miasto jest rozkopane, część tramwajów nie jeździ, a od października staną wszystkie. Utrudnienia nie sprzyjają korzystaniu z komunikacji.

Mieszkam w Santoku i czasem zdarza mi się dojeżdżać koleją do Gorzowa. Dlatego wiem, że nawet mimo tych utrudnień, szynobusy są pełne. A co dopiero, gdy zacznie się rok szkolny. Co więcej, na własnym przykładzie wiem, że gdyby ułatwić życie pasażerom, jechaliby chętniej komunikacją zbiorową. Ja zostawiłbym chętnie samochód pod domem, gdyby tylko szynobus w miejscowości ciągnącej się kilka kilometrów nie zatrzymywał się tylko w jednym miejscu, na stacji leżącej praktycznie na jej końcu. I dojście na stację zajmuje trzy razy więcej czasu niż podróż do Gorzowa. Na udogodnienia w tym względzie pewnie sobie poczekam, a może i się nie doczekam.

Natomiast mimo różnych wad i utrudnień ludzie ciągle wybierają transport publiczny. Nie jest to może – jak przytacza radny Synowiec – taka skala, jak wtedy, gdy w Gorzowie tysiące pracowało w Stilonie, Stolbudzie, Silwanie czy Ursusie.

Ale może warto jednak dać szansę: i pasażerom i przewoźnikom. Zachęcić ich, a niekiedy trochę „zmusić”. Taki jest, jak rozumiem, cel ograniczenia ruchu samochodowego ul. Sikorskiego, co mec. Synowiec stawia na równi z lądowiskiem statków międzyplanetarnych.

Podyskutujmy...

Moim zdaniem nie należy potępiać idei centrum przesiadkowego, a raczej skupić się na tym, jak ono powinno wyglądać i czemu służyć. Chodzi o to, żeby miasto przyjęło taką koncepcję, w której nie będzie absurdów, ale wygodne dla pasażerów rozwiązania. Widziałem takie centra przesiadkowe w różnych innych miastach, również europejskich. Dobrym rozwiązaniem jest, jeśli w takim miejscu zaczynają się i kończą wszystkie linie, a przynajmniej większość. Wtedy z takiego węzła podróżni mogą bez problemu i zbędnych przesiadek udać się do każdej z dzielnic. W Gorzowie niestety, wszystkie drogi prowadzą do Wieprzyc (zajezdnia), choć właśnie ten rejon miasta nie jest traktowany przyszłościowo. W końcu to władze miasta zdecydowały, że wystarczy jedna jezdnia i jeden tor na ul. Kostrzyńskiej, bo „tramwaje jeżdżą puste”.

Myślę, że okazją do dyskusji nad kształtem będą warsztaty kreatywne organizowane w związku z ta inwestycję przez PKP, wspólnie z urzędem miasta. Wprawdzie dotyczą one przebudowy dworca, ale nie można przecież rozmawiać tylko o dworcu, skoro jest to kompleksowa idea centrum przesiadkowego.

Warsztaty odbędą się 13 września o godz. 17.00 w Przystani Sportów Wodnych przy ul. Fabrycznej 3 i uczestnicy będą mogli swobodnie przedstawić swoje oczekiwania i uwagi. Zainteresowani mieszkańcy swoje zgłoszenie powinni przesłać do 6 września na adres e-mail alina.paciorek@pkp.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem