Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kiedy ks. Zbigniew Kobus, proboszcz katedralny w papierowej torbie przyniósł tuleję z kapsułą czasu dosłownie powiało dramatycznym wspomnieniem sprzed dwóch tygodni. Tuleja, z resztkami sukna, w które była owinięta przesiąknięta była dymem i wonią spalenizny. – Wręcz fizycznie czujemy, że ta kapsuła czasu jest tutaj z nami – stwierdził dr hab. Dariusz Rymar, dyr. Archiwum Państwowego w Gorzowie. To właśnie archiwum udzieliło gościny na to wydarzenie – otwarcie kapsuły czasu z iglicy katedry.

Tuleję i dokumenty otwierał – jako właściciel – ks. Zbigniew Kobus. – Wolałbym jednak, aby do tego momentu nie doszło – powiedział, odnosząc się do niedawnego pożaru katedry. Do dyspozycji byli też eksperci: dr Tadeusz Szczurek, specjalista numizmatyk z Muzeum Lubuskiego i prof. Radosław Gaziński, szef Zakładu Historii Nowożytnej i Archiwistyki na Uniwersytecie Szczecińskim

– Powszechna była tradycja umieszczania tego rodzaju depozytów w obiektach świeckich i sakralnych. Mamy szereg takich znalezisk. W zbiorach Muzeum Lubuskiego znajduje się tuba wydobyta z kaplicy pogrzebowej na terenie dzisiejszego parku Kopernika, a w ostatnich latach mieliśmy parę takich odkryć, np. kapsuła z kościoła w Wawrowie, świetnie zachowana, a w ostatnim czasie do archiwum trafiła kapsuła z kościoła w Głuchowie w powiecie sulęcińskim. Kilka miesięcy temu podczas remontu placu w Drezdenku, w miejscu dawnego pomnika Brenkenhoffa znaleziono kapsułę erekcyjną z dokumentami, monetami, broszurami. Znajduje się teraz w trakcie opracowania. Była też taka kapsuła w kościele Janczewie. Podczas remontu okazało się, że jest przestrzelona i zawartość uległa zniszczeniu – mówi Błażej Skaziński, kierownik gorzowskiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków.

Co mogło być w kapsule czasu?

Niestety, również tuleja z wieży katedralnej została również przestrzelona. W 1945 r. było dość powszechne, że żołnierze radzieccy strzelali do wież kościelnych.

Na wiatrowskazie, czyli metalowej chorągiewce z iglicy, widnieje data 1825. I z tego właśnie czasu spodziewano się znaleźć przekazy w kapsule czasu. Pojawiały się na elementach iglicy również inne daty i napisy. Na krzyżu jest np. inskrypcja fundatora, czyli Gustava Schroedera, znanego landsberskiego fabrykanta. To z roku 1880, a na chorągiewce jest też dodatkowa data 1934 i nazwisko Max Koberstein, czyli właściciela zakładu wyrobów skórzanych.

To świadectwa, że na szczyt wieży zaglądano jeszcze nie raz od tego 1825 r. Natomiast nie musiało to oznaczać, ze tuleja była zmieniana. A jeśli nawet, to zwykle do jej zawartości współcześni dokładali swoje dokumenty.

Wszyscy wstrzymali oddech, kiedy w Archiwum Państwowym ks. Kobus otworzył wieczko kapsuły czasu. Pierwsze odczucie: ulga, bo widać, że zawartość jest zachowana. Mimo tego, że kula przeszyła na wylot i tuleję i zwój dokumentów. Druga reakcja: papier wygląda trochę zbyt świeżo, jak na XVIII czy XIX w.

I faktycznie. Już pierwsza moneta, która luzem wypada z to moneta zastępcza, pieniądz z końca I wojny z lat 1916-18.

Sama mosiężna tuleja okazuje się być wyrobem Paula Hartstocka, znanego przedsiębiorcy budowlanego i dekarskiego, z adresem w istniejącej do dziś kamienicy na Wełnianym Rynku.

Ks. Zbigniew Kobus delikatnie otwiera zalakowany zwój owinięty w.... półrzezroczystą folię. To kolejna wskazówka, że przekaz pochodzi z XX w.

Ze zwoju papieru wypada koperta. Na niej odręcznie napisane „Notgeld...” – Z pobieżnego oglądu to cały plik banknotów zastępczych miasta Landsberga, zapewne komplet nominałów, które były w obiegu w latach 20. Jest też osiem monet zastępczych ze schyłku I wojny. Notgeld, to był pieniądz stanu kryzysowego, kiedy państwo nie radziło sobie z inflacją, gminy emitowały własny pieniądz. Landsberg nie należał do wyjątków. Najmłodsza data to 1923. Z numizmatycznego punktu widzenia możemy więc tę kapsułę datować na 1923 r. – stwierdza dr Tadeusz Szczurek.

Ale i ta data utrzymuje się ledwie przez chwilę. – Mamy tu trzy dokumenty. Pierwszy to odpis dokumentu z 1781 r. Ten dokument jest wspominany w literaturze dotyczącej Gorzowa, bo został wyjęty podczas remontu w 1825 r. Drugi dokument jest bardzo ciekawy, bo to historia wieży i opis tego, co działo się w mieście w latach 20. XIX w. Jest spis burmistrzów, rady miejskiej, na drugiej stronie są ceny produktów żywnościowych – mówi prof. Radosław Gaziński.

Dowiemy się więc, że za szefel kartofli płacono 10 groszy, a nowe organy w kościele kosztowały 2 353 talary. Trzeci dokument to przesłanie nadburmistrza, które zaczyna się od słów: „Składamy w tej kuli dla przyszłych czasów....”. Na końcu podpisał się nadburmistrz Gerloff, 27 marca 1934 r.

Złożone w tulei dwa dokumenty liczą po sześć kartek, jeden jest spisany na dwóch kartkach. Prof. Gaziński jednoznacznie stwierdził, że wszystkie pochodzą z jednego czasu: z 1934 r. Świadczy o tym jednakowy papier, a nawet znak wodny orła na kartach. Landsberczycy sporządzili więc odpisy ze starszych dokumentów z 1781 i z 1825 r.

Kapsułę włożono więc do gałki podczas remontu w 1934 r.

Co się stało z oryginałami? Nie wiadomo. Do tej pory nie było nawet wiadomo, że w 1934 r. zaglądano do gałki na wieży Marienkirche. Z jakiegoś powodu nie włożono ich z powrotem do kapsuły. Widocznie były jednak czytelne, skoro zrobiono odpisy. – Mogły trafić do archiwum ratusza lub do muzeum miejskiego. Trzeciej możliwości raczej nie ma – spekuluje prof. Gaziński.

– Ta zagadka dopiero przed chwilą przed nami się otworzyła. Pamiętajmy, że nie wszystkie archiwalia gorzowskie się zachowały. Zniknął bez śladu na przykład akt lokacyjny, który do wojny był przecież w mieście – mówi dyrektor archiwum. Być może więc kiedyś trafimy na ślad oryginalnych dokumentów. Choć i te odnalezione w kapsule mają niezwykłą wartość. – Ten pocisk, którzy przeszył na wylot tuleję, dokumenty, a nawet jedną z monet jest niezwykle symboliczny. To znak czasu. Pokazuje nam, co się w 1945 r. zdarzyło. My o tym wiemy, ale tu możemy namacalnie tego doświadczyć. W tym otworze po kuli jest cały dramat miasta, z którym wojna tak brutalnie się obeszła – dodaje dr hab. Dariusz Rymar.

Decyzją kurii biskupiej zwartość kapsuły pozostanie na razie w depozycie w Archiwum Państwowym. Dokumenty już zostały zeskanowane. Będą tez odczytywane i badane, a za kilka tygodni prawdopodobnie zostaną przedstawione dokładne wnioski.

Naukowcy skłaniają się do tego, aby zawartość kapsuły – wzorem poprzedników z 1934 r. – skopiować i do nowej kapsuły włożyć odpisy oraz współczesne materiały. – Warto by było też odtworzyć na nowo iglicę, hełm czy latarnię. A stare elementy zakonserwować i udostępnić na wieży – proponuje dyr. Rymar.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.