Dziś Anna K. jest dyrektorką jednego z domów dziecka w Lubuskiem. Kilka lat temu przywłaszczyła ponad 5 tys. zł należących do jej podopiecznej. Sąd skazał K. na karę więzienia w zawieszeniu. Jeśli wyrok się uprawomocni, straci funkcję i przez trzy lata nie będzie mogła pracować w placówkach opiekuńczych.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Siałkowski pisze z sądu - zobacz moją stronę na Facebooku

Pokrzywdzoną w sprawie jest 22-letnia Sandra. To utalentowana sportsmenka niepełnosprawna, która wychowywała się w domu dziecka. Tam, zanim ukończyła 18 lat, jej wychowawcą i opiekunem finansowym była właśnie Anna K. (rocznik 1980).

To opiekunka dysponowała pieniędzmi Sandry, m.in. z należnych jej alimentów (dziewczyna nie miała konta w banku). Wszystkie „transakcje” opiekunka miała spisywać w zeszycie, a Sandra je kwitować.

Po latach zeszyt stał się kością niezgody. Młoda sportsmenka miała wątpliwości, czy Anna K. przekazała jej wszystkie pieniądze.

Prokurator w domu dziecka

Sprawą zajęła się gorzowska prokuratura – Annę K., obecnie dyrektorkę jednego z domów dziecka w woj. lubuskim (wcześniej pracowała w Gorzowie), oskarżono o przywłaszczenie (z art. 284 § 2).

Kobieta od początku nie przyznawała się do winy. – Moim zamiarem nie było przywłaszczenie jakichkolwiek pieniędzy i tego nie zrobiłam. Podczas pracy w Gorzowie nikt mnie nie uświadomił, że mogę korzystać z konta placówki, spisywałyśmy więc wszystko w zeszycie. Z Sandrą zawsze miałam dobry kontakt, traktowałam ją jak swoją córkę. Zawsze mogła do mnie przyjść. Nigdy nie pozwoliłabym, aby ktoś ją skrzywdził, a tym bardziej sama bym jej nie skrzywdziła – przekonywała Anna K.

Anna K. na ławie oskarżonych
Anna K. na ławie oskarżonych  FOT. KAMIL SIAŁKOWSKI

Po trwającym ponad rok procesie gorzowski sąd skazał kobietę na cztery miesiące więzienia w zawieszeniu na trzyletni okres próby.

Sąd: wina bezsporna

Sąd uznał, że Anna K., będąc ustanowionym sądownie kuratorem alimentacyjnym małoletniej wychowanki domu dziecka, w okresie od 25 listopada 2011 roku do 19 marca 2014 roku dokonała przywłaszczenia powierzonych jej pieniędzy „w nieustalonej kwocie, lecz nie mniejszej niż 5,5 tys. zł”.

Orzeczono również trzyletni zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych w placówkach państwowych i samorządowych, organizacjach społecznych związanych z opieką i edukacją małoletnich oraz pełnienia funkcji wychowawcy i kuratora alimentacyjnego małoletnich. Dodatkowo od K. zasądzono nawiązkę 3 tys. zł na rzecz pokrzywdzonej i wysokie koszty sądowe i adwokackie w kwocie ponad 5 tys. zł.

– Wina oskarżonej w tej sprawie nie budzi wątpliwości. Jest bezsporna – podkreśliła sędzia Magdalena Kowalczyk z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim.

Sędzia Magdalena Kowalczyk z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim
Sędzia Magdalena Kowalczyk z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim  FOT. KAMIL SIAŁKOWSKI

 – Oskarżona wykazywała, że deponowanie pieniędzy podopiecznej na swoim koncie było rzeczą normalną i nie widziała w tym nic złego. Tymczasem praktyka była zupełnie inna. Jak wynika z zeznań przesłuchanych w sprawie świadków, w tym księgowej gorzowskiej placówki, dla podopiecznych zakładano subkonta na koncie domu dziecka po to właśnie, aby te rozliczenia finansowe były jak najbardziej przejrzyste. Gdy Sandra zaczęła mieć wątpliwości co do rozliczeń, wówczas Anna K. zaczęła „robić uniki”, unikała kontaktu z dyrektor domu dziecka, z wychowawcami. Długo nie chciała przedstawić żadnych rozliczeń – tak sędzia opisywała okoliczności sprawy.

Grafolog bada zeszyt

W sprawie powołano biegłego grafologa, który badał zeszyt wydatków. Z opinii specjalisty wynika, że część podpisów nie zostało zakreślonych przez pokrzywdzoną. To ostatecznie pogrążyło Annę K.

Gorzowski adwokat Błażej Kowalczyk, który w tej sprawie reprezentował pokrzywdzoną zauważa, że wyrok nie jest łagodny, zwłaszcza w zakresie orzeczonego zakazu pracy. – Ale sprawa jest bulwersująca. Dotyka bowiem tak delikatnej i drażliwej kwestii, jaką jest opieka i dbałość o interesy wychowanki domu dziecka, której państwo winno zapewnić szczególną ochronę, zaś oskarżona wykorzystała to dla swoich prywatnych celów. Wyrok powinien być i w mojej ocenie jest jednoznacznie czytelny dla opinii publicznej w swoim przekazie: nie ma przyzwolenia ze strony sądu na takie nieprawidłowości, które będą surowo karane – komentuje mecenas Kowalczyk.

Adwokat Błażej Kowalczyk
Adwokat Błażej Kowalczyk  FOT. KAMIL SIAŁKOWSKI

 Wyrok nie jest prawomocny. Oskarżona zapowiada apelację.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    " Dodatkowo od K. zasądzono nawiązkę 3 tys. zł na rzecz pokrzywdzonej i wysokie koszty sądowe i adwokackie w kwocie ponad 5 tys. zł." Mimo że była pokrzywdzona na sumę 5,5,tys. zł. to dostanie tylko 3 tys., natomiast sąd musi otrzymać swoje czyli 5 tys. Dziwna to polska sprawiedliwość.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0