Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tekst był opublikowany 2 kwietnia 2005 r. w gorzowskim wydaniu "Gazety Wyborczej"

2 czerwca 1997 r. na niezabudowanych wtedy jeszcze błoniach koło kościoła Pięciu Braci Męczenników zebrało się ok. 400 tys. osób. Gorzów od rana przyjmował tłumy pielgrzymów z okolicznych województw.

Hasło wizyty Papieża w Gorzowie „Świadkowie wiary” nawiązywało do męczeństwa Pięciu Braci z Międzyrzecza oraz cierpień i walki polskich kombatantów, którzy przyjechali z całej Polski na spotkanie z Ojcem Świętym. W oczekiwaniu na przyjazd Papieża kombatanci dawali świadectwo swojego życia. Wanda Osowska, więźniarka Majdanka, mówiła o znaczeniu cierpienia. Przypomniała słowa Papieża wypowiedziane w Majdanku w 1989 r.: „Bądźcie świadkami".

W celebrze uczestniczyło 29 biskupów (w tym biskup Berlina Wolfgang Weider) i pięciu arcybiskupów.

Obrońca człowieka

O 17.15 sześć helikopterów wylądowało przy szpitalu wojewódzkim. Papież przyleciał biało-czerwonym śmigłowcem. Gdy ludzie na placu dowiedzieli się, że Papież już wylądował i papamobile jedzie w ich stronę, zaczęły się owacje: – Kochamy Ciebie, Ojcze Święty! Kochamy Ciebie, Ojcze Święty.

Im Papież był bliżej, tym głośniej skandowali wierni. Gdy wjeżdżał na plac, połączone orkiestry i chóry zagrały „Totus tuus”. – Wielki tłum, ścisk jak w tramwaju, a wszyscy uśmiechnięci. Atmosfera jak podczas pierwszej pielgrzymki do Polski – komentował dziennikarz KAI w telewizyjnej relacji.

Papież nie pojechał najkrótszą drogą do ołtarza, pozwolił, aby wszyscy mogli go zobaczyć. Im bliżej był pielgrzymów, tym wydawał się pogodniejszy. Gdy wsparty na lasce wchodził na stopnie ołtarza, ludzie znowu zaczęli skandować: „Dziękujemy, obrońco człowieka, dziękujemy, obrońco Kościoła, dziękujemy, obrońco Polski, dziękujemy, obrońco wolności”.

Świadectwo życia

– Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? – tym pytaniem Jan Paweł II rozpoczął liturgię słowa. Na początku każde zdanie Papieża przerywały długie owacje.

Ojciec Święty skupił się w swoim przemówieniu na dwóch wątkach: postawie pierwszych Męczenników Międzyrzeckich: Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Krystyna, którzy zginęli za wiarę w 30 lat po chrzcie Polski i znaczeniu tego świadectwa dzisiaj.

– Męczennicy są wyjątkowymi świadkami Boga Najwyższego, Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Swą pewność zwycięstwa czerpią z odkupieńczej miłości Chrystusa. Tę pewność posiadali pierwsi polscy męczennicy i męczennicy Kościoła wszystkich czasów. – Czyż w sercu każdego z nas nie rodzi się pytanie: „Czy starczyłoby mi wiary, nadziei i miłości, aby złożyć takie heroiczne świadectwo?” – mówił Ojciec Święty. – W naszych czasach, gdy nie potrzeba już świadectwa krwi, tym bardziej czytelne musi być świadectwo codziennego życia. O Bogu winno się świadczyć słowem i czynem, wszędzie, w każdym środowisku: w rodzinie, w zakładach pracy, w urzędach, w biurach, szkołach. W miejscach, gdzie człowiek się trudzi i gdzie odpoczywa. Winniśmy wyznawać Boga poprzez gorliwe uczestniczenie w życiu Kościoła, przez troskę o słabych i cierpiących, a także przez podejmowanie odpowiedzialności za sprawy publiczne. Ani troski rodzinne, ani inne sprawy – nic nie powinno pozostawać poza sferą życia duchowego. Wszelka ludzka działalność nabiera w Chrystusie głębszego znaczenia i staje się autentycznym świadectwem. Bracia Polscy poprzez swoją daninę krwi, jaką złożyli Panu u początków naszego narodu i Kościoła w tym narodzie, chcieli powiedzieć wszystkim, którzy po nich będą, że aby dawać świadectwo o Chrystusie, trzeba się do tego przygotować. Rodzi się ono, dojrzewa i uszlachetnia w atmosferze modlitwy, owej głębokiej i tajemniczej rozmowy z Bogiem. Na klęczkach! Nie można ukazywać Chrystusa innym, jeżeli wcześniej się Go nie spotka we własnym życiu.

Papież przypomniał, że wielu mieszkańców ziem zachodnich dawało takie świadectwo w pierwszych latach po wojnie: – Po wyzwoleniu, tu, na tych ziemiach, zaczynaliście niejako nowe życie, przychodząc z różnych stron Polski, a nawet spoza jej granic. Odcięci od korzeni pochodzenia, zachowaliście jednak korzenie wiary. Ziemia ta u zarania została zroszona krwią świętych męczenników Braci Polskich, którzy jak pochodnie gorejące dzisiaj prowadzą wasz Kościół ku nowym czasom. Nowe czasy, zbliżające się trzecie tysiąclecie, wymagać będą nadal waszego świadectwa.

Kamień węgielny

Po zakończeniu homilii Papież poświęcił dziewięć dzwonów – po trzy z parafii w Nowogrodzie Bobrzańskim, parafii NMP Królowej Polski z Gorzowa i również gorzowskiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa. Poświęcił też figury Matki Boskiej Fatimskiej dla parafii Pięciu Braci Męczenników z Gorzowa i parafii z Włynkowa oraz tablice pamiątkowe dla Centrum Pomocy Bliźniemu w Gorzowie i szkoły w Pławie, a także kamień węgielny pod budowę kościoła dla parafii św. Brata Alberta w Zielonej Górze i sztandar „Solidarności” sulęcińskiego Ursusa.

Ojciec Święty dostał 47 darów, w tym od wojewody gorzowskiego obraz Eugeniusza Repczyńskiego „Belka nadziei", od prezydenta Gorzowa kielich mszalny z herbami Gorzowa i Watykanu, a od seminarium duchownego w Paradyżu ewangeliarz.

Potem Papież modlił się w katedrze przy grobie biskupa Wilhelma Pluty.

Przemówienie podczas liturgii Słowa w Gorzowie (fragmenty)

„Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?” Takie pytanie stawia św. Paweł w Liście do Rzymian (8, 35). Dzisiaj zaś powtarzamy je w liturgii, podczas nawiedzenia Kościoła w Gorzowie Wielkopolskim. (...)

Wasza wspólnota ma za swoich patronów męczenników, którzy – obok św. Wojciecha – są najstarszymi świadkami Chrystusa na ziemi polskiej. Tradycja Kościoła zachowała pamięć tych eremitów: Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Krystyna, którzy żyli tutaj, w waszych stronach, za czasów Bolesława Chrobrego. Podobnie jak śmierć męczeńską św. Wojciecha, tak również i ich męczeństwo opisał w swojej kronice św. Bruno z Kwerfurtu – apostoł, biskup misjonarz, który w czasach Bolesława Chrobrego prowadził dzieło ewangelizacji na ziemiach Polski zachodniej i północnej. Nazywa się ich Braćmi Polskimi, chociaż byli wśród nich cudzoziemcy. Dwóch z nich przybyło do Polski z Włoch, ażeby tutaj zaszczepić życie mnisze według reguły św. Benedykta. Ich śmierć męczeńska, obok śmierci św. Wojciecha, stoi niejako na progu milenium chrześcijaństwa na naszych ziemiach. (...)

We wszystkim (...) odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował” (Rz 8, 37). Bracia i Siostry, w naszych czasach, gdy nie potrzeba już świadectwa krwi, tym bardziej czytelne musi być świadectwo codziennego życia. O Bogu winno się świadczyć słowem i czynem, wszędzie, w każdym środowisku: w rodzinie, w zakładach pracy, w urzędach, w biurach i szkołach. W miejscach, gdzie człowiek się trudzi i gdzie odpoczywa. Winniśmy wyznawać Boga przez gorliwe uczestniczenie w życiu Kościoła; przez troskę o słabych i cierpiących, a także poprzez podejmowanie odpowiedzialności za sprawy publiczne, w duchu troski o przyszłość narodu budowaną na prawdzie Ewangelii. Taka postawa wymaga dojrzałej wiary, osobistego zaangażowania. Winna urzeczywistniać się w konkretnych czynach. Za taką postawę trzeba nieraz płacić heroizmem i ogromnym poświęceniem. Czyż i w naszych czasach, w naszym życiu nie doświadczyliśmy różnego rodzaju upokorzeń, starając się dochować wierności Chrystusowi i zachować w ten sposób chrześcijańską godność? Każdy chrześcijanin jest powołany, by zawsze i wszędzie tam, gdzie go Opatrzność postawi, przyznawać się do Chrystusa przed ludźmi (Mt 10, 32).

Jakże nie wspomnieć tu świadectwa wierności tradycji i Kościołowi, jakie dawaliście w czasach bardzo trudnych dla was! Wielu z was nosi w swoim sercu bolesne doświadczenia drugiej wojny światowej. Po wyzwoleniu tu, na tych ziemiach, zaczynaliście niejako nowe życie, przychodząc z różnych stron Polski, a nawet spoza jej granic. Odcięci od korzeni pochodzenia zachowaliście jednak korzenie wiary. W trudnym okresie przemian byliście blisko Kościoła, który starał się odpowiadać na potrzeby duchowe i materialne, jak dobra matka troszcząc się o swoje dzieci. (...)

Dziękujmy Opatrzności Bożej za to, że tak prężnie rozwija się Kościół w waszej diecezji. Ziemia ta u zarania została zroszona krwią świętych Męczenników Braci Polskich, którzy jak pochodnie gorejące dzisiaj prowadzą wasz Kościół ku nowym czasom. Nowe czasy, zbliżające się trzecie tysiąclecie, wymagać będą nadal waszego świadectwa. Staną przed wami nowe zadania. Nie lękajcie się ich podejmować.

Te zadania, jakie stawia przed nami Bóg, są na miarę każdego z nas. Nie przekraczają naszych możliwości. Bóg przychodzi na pomoc w chwilach naszej słabości. On jeden zna ją naprawdę. Zna ją lepiej niż my sami, a przecież nas nie odtrąca. Przeciwnie, w swej miłosiernej miłości pochyla się nad człowiekiem, by go umacniać. To umocnienie człowiek otrzymuje poprzez żywy kontakt z Bogiem. (...) Na ten aspekt naszego życia pragnę zwrócić szczególną uwagę. (...) Nie może być autentycznego świadectwa chrześcijańskiego bez uprzedniego umocnienia w modlitwie. Ona jest źródłem natchnienia, energii, odwagi w obliczu trudności i przeszkód; źródłem wytrwałości i umiejętności podejmowania inicjatywy z nowymi siłami. (...)

„Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?” Tak woła do nas dzisiaj św. Paweł. Niech to wołanie przeniknie do głębi serca i umysły. Bądźcie czujni, aby was nic od tej miłości nie odłączyło. Żadne fałszywe hasła, błędne ideologie ani pokusa pójścia na kompromis z tym, co nie jest z Boga, czy też szukanie własnych korzyści. Odrzućcie wszystko, co tę jedność niszczy i osłabia. Bądźcie wierni Bożym przykazaniom i zobowiązaniom chrzcielnym.

„Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą” (Mt 10, 28). Te słowa Chrystusa z Mateuszowej Ewangelii Kościół odnosi do męczenników, a w naszym kontekście do św. Wojciecha oraz świętych Braci Polskich. Męczeństwo jest szczytowym wyrazem męstwa człowieka współpracującego z łaską, która uzdalnia do heroicznego świadectwa. W męczeństwie Kościół widzi „wspaniały znak” swojej świętości. Znak cenny dla Kościoła i dla świata, „ponieważ pomaga uniknąć najgroźniejszego niebezpieczeństwa, jakie może dotknąć człowieka: niebezpieczeństwa zatarcia granicy między dobrem a złem, co uniemożliwia budowę i zachowanie porządku moralnego jednostek i społeczności. To właśnie męczennicy, a wraz z nimi wszyscy święci Kościoła, dzięki wymownemu i porywającemu przykładowi życia, budują zmysł moralny. Poprzez swoje świadectwo dobru stają się wyrzutem dla tych wszystkich, którzy łamią prawo” („Veritatis splendor”, 93). Patrząc na przykład męczenników, nie bójcie się dawać świadectwa. Nie lękajcie się świętości. Starajcie się odważnie dążyć do pełnej miary człowieczeństwa. Wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali!

Człowiek odczuwa naturalny lęk nie tylko przed cierpieniem i śmiercią, lecz także przed odmienną opinią bliźnich, zwłaszcza, gdy ta opinia posiada potężne środki wyrazu, które łatwo mogą się stać środkami nacisku. Dlatego często woli się przystosować do otoczenia, do panującej mody, niż podjąć ryzyko świadectwa w wierności Chrystusowej Ewangelii. Męczennicy przypominają, że godność osoby ludzkiej nie ma ceny (...) Bracia Polscy Męczennicy, których dzisiaj wspominamy w liturgii, św. Wojciech, św. Stanisław, św. Andrzej Bobola, św. Maksymilian Maria Kolbe i męczennicy wszystkich czasów, wszyscy oni świadczą o prymacie sumienia i o jego niezniszczalnej godności, o prymacie ducha nad ciałem, o prymacie wieczności nad doczesnością. To, co się tutaj stało na początku tego tysiąclecia chrześcijaństwa, za czasów Bolesława Chrobrego, znajdowało wielokrotnie odzew w dziejach – choćby i w historii naszego stulecia. Iluż było w tym stuleciu ludzi, mężczyzn i kobiet, którzy heroicznie wyznawali Chrystusa przed ludźmi! Wierzymy, że śmierć, jaką ponieśli za wierność sumieniu, za wierność Chrystusowi, znajdzie odpowiedź w sercach wierzących, że ich świadectwo umocni słabych i małodusznych, że będzie posiewem nowej żywotności Kościoła na tej piastowskiej ziemi. Chrystus zapewnia nas, że przyzna się przed Ojcem Niebieskim do wszystkich, którzy nie wahają się wyznać Go przed ludźmi (Mt 10, 32-33), nawet za cenę największych ofiar. Chrystus przestrzega także przed zaparciem się wiary i rezygnacją z dawania o Nim świadectwa wobec innych. (...)

[Tekst za KAI. Tytuł od redakcji.]

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.